• facebook
  • rss
  • Wyjdźmy z własnego kokonu

    Karolina Pawłowska

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski

    dodane 24.05.2012 00:08

    Ojcowie Enrique i Antonello jeżdżą po całym świecie. Ich przepowiadaniu Chrystusa wszędzie towarzyszą wyraźne znaki uzdrowienia ciała i ducha. Nie inaczej było podczas Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich, który poprzedził sobotnie uroczystości diecezjalne. 


    Do koszalińskiego kościoła pw. Ducha Świętego przyjechało prawie 1200 osób zrzeszonych w ponad 40 różnych organizacjach działających w całej diecezji.
Budzenie charyzmatów
Cały kościół na kolanach. Ponad 1000 osób rozmodlonych, wyczekujących, wołających o Ducha Świętego. Śpiewne, nieprzerwane „Amen” wypełnia całą przestrzeń. Jak mantra, bez przerwy, wyśpiewywane „tak” dla Boga. Ojciec Enrique przechodzi wzdłuż stopnia ołtarza, nakładając ręce na kolejne głowy. Cały zatopiony jest w modlitwie, w prośbach o łaski dla potrzebujących. Delikatnie kładzie na posadzce i stopniach ołtarza tych, którzy zasnęli w Duchu. Wzdłuż ławek przechodzą kapłani, docierając do wszystkich potrzebujących modlitwy. Nad nimi także podczas kapłańskich rekolekcji modlili się ojcowie.

    – Pan Bóg zrobił z biskupem to, co trzeba było: powalił go na ziemię – dzieli się doświadczeniem ze swoich rekolekcji bp Edward Dajczak. – Ojcowie tłumaczyli nam, że Pan Jezus zapyta nas kiedyś, dlaczego my tego nie robimy, dlaczego nie błogosławimy. Myślę, że ojcowie właśnie po to przyjechali, żeby nam, kapłanom, o tym przypomnieć. Mówią o obudzeniu charyzmatu, który jest uśpiony w człowieku. Każdy ochrzczony powinien modlić się nad swoim bratem i siostrą. 
Niektórzy płaczą, doznając mocy modlitwy, inni poddając się jej sile, na chwilę tracą kontakt z otoczeniem. Mówią potem zgodnie: – Tak działa Duch Święty.


    Wstać z kolan i głosić


    IX Kongres Ruchów i Stowarzyszeń był właśnie przypominaniem, że to do wspólnot należy przekazywanie mieszkańcom całej diecezji darów Ducha Świętego. Biskup Edward Dajczak podkreślał mocno, że świeccy to nie zaplecze Kościoła, ale pierwsza linia frontu. Na nich spoczywa obowiązek ewangelizowania i niesienia Dobrej Nowiny. – Musicie wyjść z własnego kokonu. Z grupy, która dobrze się czuje sama w sobie, modli się, śpiewa, wielbi Pana. To dobrze. Ale ulice są puste! I Jezusa tam nie widać. Trzeba dużo klęczeć, ale też wstać z kolan, iść i głosić. I przyprowadzić kogoś do pustawego kościoła parafialnego. Może kogoś z własnego domu, może sąsiada. Trzeba wołać do Boga, krzyczeć z głębi serca. To nie tylko rola proboszcza – przekonywał. Apelował do świeckich skupionych w diecezjalnych organizacjach kościelnych, by byli świadkami i umocnieniem nie tylko dla siebie nawzajem, ale także dla tych, których w kościołach brakuje. – Jeśli nie przychodzą do Kościoła, to muszą Go zobaczyć u sąsiada, w rodzinie: domowym Kościele. Daliśmy się zapędzić w poczucie dziwnego zakłopotania: „przepraszam, że jestem chrześcijaninem, wprawdzie to nie grzech, ale jakby trochę wstyd”. Wy jesteście tą cząstką parafii, w której jest życie – mówił.
Ksiądz Zbigniew Woźniak, koordynator kongresu uważa, że wspólnoty katolickie w diecezji podczas spotkań z ewangelizatorami z Brazylii mogą na nowo odkryć radość bycia chrześcijaninem. – Tego brakuje we wspólnotach, bo ma się czasami wrażenie, że jesteśmy osaczeni przez świat, zepchnięci na margines czy zamknięci w zakrystii. W obliczu świata bawiącego się, tętniącego radością, to pewien rodzaj marginalizacji, bo my postrzegani jesteśmy tylko na kolanach z różańcem w ręku, a przecież doświadczenie wiary chrześcijańskiej to także doświadczenie radości i tę prawdę przypominają nam ojcowie – tłumaczy. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół