• facebook
  • rss
  • Z Bogiem na podjazdach

    Karolina Pawłowska

    |

    Gość Koszaliński 32/2012

    dodane 09.08.2012 00:00

    Wyprawa do Rzymu. Nie są wyczynowymi kolarzami ani miłośnikami ekstremalnych przeżyć, ale pokonali na rowerowych siodełkach blisko 2,5 tys. km, przeżyli alpejską nawałnicę, górskie podjazdy i włoskie upały żeby... podziękować za naszą diecezję.

    Na przełęczy o wysokości 1763 m n.p.m., temperatura 8 stopni. W Alpach leje drugi dzień. Przejmujący wiatr, skostniałe palce i rowery, które nie chcą się zatrzymać jadąc z górki o nachyleniu 23 procent. Zapraszamy kolejnych zjeżdżających w miasteczku na herbatę. Przemiła właścicielka kawiarni nie zadaje pytań, tylko donosi kolejne herbaty i wyciera podłogę. Grupa się rozciągnęła, jedni zjechali i popedałowali dalej, inni wciąż jeszcze są na przełęczy. Podejmujemy decyzję: dalsza jazda jest niemożliwa. Zmęczonych, przemoczonych do suchej nitki pielgrzymów pakujemy do wynajętego autobusu. Na szczęście. Zanim wyjeżdżamy z miasteczka dowiadujemy się, że na drogę, którą mieliśmy jechać, zeszła lawina błota. Droga przestała istnieć. Pan Bóg nas zatrzymał...

    Nie ma nic niemożliwego

    Dla wielu z pielgrzymów były to trzy tygodnie spędzone na rowerowym siodełku. Przekrój wiekowy: od 17 do 70 lat. Pierwszy tydzień przemierzali Polskę w 250-osobowej grupie zmierzającej od Matki Boskiej Bolesnej w Skrzatuszu do tronu Jasnogórskiej Pani. – Bez przerwy przyzywaliśmy archaniołów i czuliśmy ich moc i opiekę. Michał strzegł nas od ataków szatana, który naprawdę starał się namieszać, Rafał czuwał nad naszym zdrowiem i bezpieczeństwem, a Gabriel zwiastował nam radość – przyznaje ks. Tomasz Roda, pomysłodawca diecezjalnego rowerowego pielgrzymowania na Jasną Górę i wiezienia dziękczynienia w sakwach do Wiecznego Miasta. Lista najczarniejszych scenariuszy zdawała się nie mieć końca. – Od tego, że zdarzy się jakiś wypadek, po masowe awarie rowerów czy zgubienie się na drogach. Awarie były, ludzie niekiedy błądzili, ale Pan Bóg uchronił nas od poważnych problemów. Nawet to, co w pierwszym momencie wydawało się groźne, kończyło się na otarciach, siniakach albo pokonanych dodatkowych kilometrach – mówi ks. Tomek. Jak wtedy, gdy już na początku wyprawy, w drodze do czeskiego Prioboru, kilku pielgrzymów pomyliło drogę. Na camping dotarli późno wieczorem, wymęczeni, zmordowani, nieco przestraszeni, z 200 km na dziennym liczniku.

    Wbrew logice i mapom

    – Był moment, kiedy chciałem rzucić rower w krzaki i powiedzieć: mam dosyć, nie jadę. Ale jechać trzeba było dalej, żeby morale ekipy nie upadło – przyznaje z uśmiechem ks. Tomek. Ekipa techniczna jadąca za pielgrzymami busem, pieszczotliwie zwanym czołgiem, też nie miała lekko. Nie raz przyzywano anielskiej pomocy, gdy ks. Piotr Kozłowski robił przyspieszony kurs włoskiego stylu jazdy, starał się, by przeładowany samochód nie przewrócił się „na plecy” na górskich podjazdach, albo trzeba było montować na śliskim od deszczu dachu rower. Im bliżej Rzymu, tym zmęczenie i napięcie było większe, a Złemu łatwo było mieszać w emocjach pielgrzymów. Czuliśmy to wyraźnie nad Adriatykiem. Kierując się na Rimini nie mogliśmy znaleźć drogi, która bezpiecznie poprowadziłaby nas wzdłuż Wybrzeża. Wbrew logice i mapom ani rowerowi, ani techniczni nie mogą dojechać do celu. – A akurat tego dnia wyruszyliśmy naprawdę wcześnie, żeby jak najszybciej dotrzeć na camping i móc jeszcze poodpoczywać na plaży – opowiada ks. Tomasz. Zamiast opalania chwile strachu na oblężonej przez spragnionych wypoczynku Włochów dwupasmówce i nocna kąpiel w Adriatyku. I ulga, że nikomu nic się nie stało. – Pielgrzymka jest antidotum na zaburzenie duchowego błędnika. Sytuacje ekstremalne wyostrzają egoizm, zatwardziałość, to wszystko, co mówi we mnie: ja i tylko ja. Chodzi o to, by umieć to przełamywać, wchodzić na drogę Ewangelii – mówi się ks. Tomek. Wtedy za wszystko jest się wdzięcznym. To czas, kiedy podany przez nieznajomego kubek zimnej wody jest najlepszym napojem, ciepła kasza smakuje jak z najwykwintniejszej restauracji, a suche miejsce do spania jest niczym hotel Ritz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół