• facebook
  • rss
  • Wodobezszczelna „pszczółka”

    dodane 11.10.2012 00:00

    Ma 45 lat i pali jak smok. Na leśnych duktach spisała się znakomicie, ale poległa na jeziorze.

    Pszczółka to radziecka amfibia, która należy do ustczanina, Sławomira Góreckiego. W kilka dni przejechał nią na przełaj przez Polskę. Ustecki przedsiębiorca potraktował swoją podróż nie tylko jako wspaniałą przygodę, ale też okazję do promowania Ustki. I dopiął swego.

    Pan Samochodzik

    Pojazd, pieszczotliwie nazywany przez właściciela „pszczółką”, do złudzenia przypomina słynny wehikuł Pana Samochodzika. Ustczanin kupił go kilka lat temu od pasjonata militariów. – Wyprodukowany w ZSRR służył do ewakuacji rannych z pola walki – tłumaczy Górecki. – Oczywiście musiałem go gruntownie wyremontować. Sercem pojazdu jest 50-letni silnik zaporożca. Jego konstrukcja pozwala na podróżowanie po Arktyce i Saharze. Trasa wyprawy biegła najdłuższą przekątną Polski – od Świnoujścia do Ustrzyk Górnych. Właściciela amfibii asekuro- wała w aucie terenowym jego rodzina: Paweł Basiński, Tomasz Urbański i Ryszard Jarzębski. Śmiałkowie pokonali ponad 950 kilometrów.

    Podróż za jeden uśmiech

    Górecki wyruszył spod usteckiego ratusza. Z bagażnikiem pełnym folderów o Ustce i promocyjnych gadżetów. – Niech pan rozsławia Ustkę w całym kraju i namawia do przyjazdu nad morze – żegnał go burmistrz kurortu Jan Olech. Uczestnicy wyprawy jak ognia unikali dróg publicznych. – Jechaliśmy po leśnych duktach i polach – podkreśla P. Basiński. – Dzięki pomocy władz Ustki 46 nadleśnictw wyraziło zgodę na przejazd przez ich tereny. Podróżnicy nocowali u rodzinny i znajomych. – Układ był taki, że musimy zrobić co najmniej 250 kilometrów dziennie – śmieje się Górecki. – W przeciwnym razie śpimy pod gołym niebem. Nie byłaby to jakaś tragedia, ale nie mieliśmy żadnego problemu z zaliczeniem tego minimum. „Pszczółka” jechała ze średnią prędkością 35 kilometrów na godzinę. Dużo paliła? – Tyle, ile wlaliśmy – odpowiadają wymijająco ustczanie.

    Chrzest

    O swoich postępach na bieżąco informowali na Facebooku. „Cała naprzód ku nowej przygodzie, taka gratka nie zdarza się co dzień. Kto prowadzi? Pan Sławek – jasna sprawa. Jakie hasło? Wspaniała wyprawa” – czytamy na portalu. Nie obyło się bez niespodzianek. Amfibia, choć ma zdolność hydraulicznego podnoszenia się, chrztu bojowego nie przeszła. Poległa na jeziorze Radęcino pod Drawskiem. – Pojazd miał być wodoszczelny, a okazał się wodobezszczelny – kpi z ukochanej „pszczółki” Górecki. – Nie mogliśmy kontynuować przeprawy, bo auto błyskawicznie zaczęło nabierać wody. Musieliśmy się więc szybko ewakuować. Do Ustrzyk Górnych dotarli po pięciu dniach podróży. Gdy chcieli na chwilę przekroczyć granicę z Ukrainą, zgarnęła ich Straż Graniczna. – Do granicy mieliśmy jakieś 200 metrów. Pogranicznicy byli bardzo mili, ale nieprzejednani – relacjonują ustczanie.

    Spełnione marzenia

    Postoje w miastach, jak Polska długa i szeroka, wzbudzały ogromne zainteresowanie miejscowych. – O naszej wyprawie trąbiły ogólnopolskie media. Ludzie pozdrawiali nas z samochodów, machali, robili pamiątkowe zdjęcia. Niektórzy oferowali nam pomoc, nocleg, jedzenie. Dla takich chwil warto było jechać – mówi Górecki. Jakub Klimek, korespondent Polskiego Radia: – Radiowa Jedynka mocno zainteresowała się tą wyprawą. Było dużo wejść na żywo, podczas których łączyliśmy się z załogą. Odzew radiosłuchaczy był ogromny. Ludzie gratulowali pomysłu i mocno kibicowali, by udało im się spełnić marzenie życia. W Bełchatowie ustczan przywitał sam starosta. Kierowany przez niego powiat od lat współpracuje z powiatem słupskim. – Jest szansa, że uczniowie z tego terenu będą przyjeżdżać na kolonie właśnie do Ustki – cieszy się Górecki.

    Ambasador

    Pomysłodawca wyprawy jest w Ustce osobą znaną i szanowaną. Od wielu lat jest właścicielem restauracji na promenadzie i ośrodka kolonijnego. – Sławek to człowiek do rany przyłóż. W przeciwieństwie do innych biznesmenów nie ma złotówek w oczach. Chętnie wspiera różne instytucje charytatywne, włącza się w życie miasta – mówi jeden z usteckich przedsiębiorców. W podobnym tonie wypowiada się Jacek Traczyk, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej. – To taki lokalny patriota, który jak już coś postanowi, to choćby paliło się i waliło, postawi na swoim. W rozwój i promocję Ustki wkłada całe swoje serce – mówi. Władze Ustki już teraz zastanawiają się, jak uhonorować właściciela „pszczółki”. – Nie mam wątpliwości, że pan Górecki stał się ambasadorem naszego miasta – nie kryje burmistrz Olech.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół