• facebook
  • rss
  • Życie obok śmierci

    Ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 46/2012

    dodane 15.11.2012 00:00

    Tu się nie przychodzi umierać, ale godnie przeżyć ostatnie chwile. Tu ludzie się rodzą – pacjenci do nowego życia, a wolontariusze i pracownicy – do dojrzałości – mówi ks. Krzysztof Sendecki, dyrektor hospicjum w Darłowie.


    W umieraniu nikt nas nie może wyręczyć. Nie oznacza to jednak, że towarzyszenie umierającemu nie jest możliwe. 
– Niezależnie od tego, ile życia im zostało – rok czy jeden dzień – chcemy naszym chorym stworzyć takie warunki, żeby nie czuli się sami. To jest najważniejsze – tłumaczy ks. Sendecki. – Zauważyłam, że choroba często oswaja ludzi z myślą o odejściu. Bardziej niż samą śmierć przeżywają oni jakieś niezałatwione sprawy, nieuzdrowione relacje rodzinne. Naszym celem jest więc to, aby chory mógł się przygotować i pojednać, także z Bogiem – tłumaczy s. Daria ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, pielęgniarka.
Hospicjum to miejsce, w którym chory znajdzie profesjonalną opiekę lekarską, pielęgniarską, psychologiczną i duchową. To jednak coś znacznie więcej niż dobrze działająca placówka opiekuńczo-pielęgnacyjna. – To gościnny, serdeczny dom, gdzie każdy czuje się dobrze, jak u siebie. Niektórzy pacjenci, kiedy wiozę ich na salę, mówią: „Zawieź mnie do mojego domku” – opowiada s. Daria.


    Obcinanie paznokci i Cervantes


    Przychodząc do hospicjum, człowiek szybko się uczy, że bliskość śmierci nie znosi patosu, mówienia szeptem czy spojrzenia pełnego politowania.
Na ten ostatni moment trzeba się dobrze przygotować. Dlatego opieka duchowa, jaką zapewnia hospicjum, jest czymś nie do przecenienia. – Mama zbliżyła się tu do Boga. Jest zawsze ksiądz, wiozą ją na Mszę św. do kaplicy. Wydaje mi się, że ona czuje wewnętrzny pokój – opowiada Elżbieta Karpińska ze Sławna, córka 80-letniej pacjentki. W hospicjum jest czas na spowiedź albo na poważną rozmowę. Zdarzają się bowiem sytuacje naprawdę dramatyczne.
Jednak codzienne życie pacjentów, szczególnie tych długotrwale chorych, to nie ciągłe myślenie o śmierci. – Lubię spędzać czas z panią Zosią – mówi Ola Mleczak, maturzystka spod Darłowa, wolontariuszka. 
– Pani Zosia to niezła „gaduła” – przerywa z uśmiechem ks. Krzysztof. 
– Dlatego właśnie lubię z nią przebywać, bo sama dużo mówię. Ona często mi się zwierza. Czuję, jakby była bardzo bliska memu sercu – dodaje Ola. 
– Z pacjentami rozmawiam o różnych sprawach. Z panem Józefem najczęściej o gospodarce. A pan Adam lubi, jak mu czytam. Ostatnio skończyliśmy „Don Kichota” – relacjonuje wolontariuszka Natalia Fabiańska z III klasy liceum w Darłowie. 
Czasami naprawdę nie trzeba robić wielkich rzeczy. – Nieraz widać, jak ktoś się cieszy ze zwykłego obcięcia paznokci – opowiada Michalina Borek, pielęgniarka.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół