• facebook
  • rss
  • Mimo zamkniętych drzwi

    Karolina Pawłowska

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobi 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Adwent w Zakładzie Karnym. Na kolanach przed Najświętszym Sakramentem 20–30 chłopa z pochylonymi, krótko ostrzyżonymi głowami. W więziennej kaplicy zupełnie inaczej brzmi powtarzane: – Wybaw nas, Panie.

    Wiedzą, o co proszą – kiwa głową ks. Marcin Górski, kapelan Zakładu Karnego w Czarnem. Po nabożeństwie chowa Pana Jezusa do przedziwnego tabernakulum – drzewa i mówi: – On działa w tym miejscu cuda.

    Atak w kaplicy

    Chwilę wcześniej spokój miejsca uświęconego obecnością Najświętszego Sakramentu zderzył się z realiami więziennego świata. „Grypsującemu” udało się wykorzystać moment przygotowania do Mszy św. i uderzyć w twarz „nie-grypsującego”. Atak trwał tak krótko, że trudno się zorientować, co naprawdę się stało i kim był napastnik. Strażnicy więzienni błyskawicznie opanowali sytuację. Wyprowadzili z kaplicy grupę grypserów, którzy mogli stanowić zagrożenie. – Takie rzeczy się nie zdarzają! Nie w kaplicy! – ks. Marcin kipi ze złości, kiedy wpada do zakrystii. Atak w kaplicy oznacza, że agresywnym prowodyrom zostanie cofnięty przywilej uczestnictwa w Godzinie Miłosierdzia i katechezach. Dla bezpieczeństwa tych, którzy nie chcą wchodzić w świat grypsujących. I dla przykładu. Msza św. odwołana. Więźniowie, którzy zostali w kaplicy, odmawiają przed Najświętszym Sakramentem Koronkę do Bożego Miłosierdzia i Litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana. Po „Pociecho płaczących” i „Nadziejo pokutujących” szczególnie mocno roznosi się po kaplicy gromkie „Wybaw nas, Panie”. Wieczorem dostaję telefon od ks. Marcina. – Wiesz jaka była dzisiaj Ewangelia? Pan Jezus wyrzucił przekupniów ze świątyni… – mówi. Przypadek?

    Dobra sianie

    – Złemu nie podoba się ani Koronka, ani nowy konfesjonał, ani rekolekcje, a już najbardziej to, kiedy ktoś opowie się za Chrystusem – mówi ks. Marcin. Wybranie Ewangelii bywa trudne po naszej stronie murów, a co dopiero tutaj. Jeśli w więzieniu chce się postawić na Chrystusa, to trzeba iść pod prąd. – To jest kilka godzin w ty- godniu w kaplicy, a potem strasznie trudno walczyć o siebie w imię Jezusa, nie dać się złamać. Nam się wydaje, że trudno walczyć o naszą świętość w pracy, wśród znajomych czy sąsiadów. Życzyłbym każdemu, kto tak myśli, żeby przyszedł powalczyć za kratami. Zobaczyłby, co to znaczy być mężnym w wyznawaniu wiary, kiedy wraca się do ośmioosobowej celi. Po męsku im mówię: trzeba mieć jaja, żeby żyć Ewangelią – opowiada kapelan. W czarneńskim zakładzie jest prawie 1500 osadzonych. Także te „najcięższe przypadki”, z kontem obciążonym dożywociem. Ks. Marcin nie lubi statystyk. Z pobieżnych obliczeń wie, że w duszpasterstwie uczestniczy ok. 10 proc. osadzonych. – Ja się na to nie zżymam. Uczę się tu czekania. Na informację w skrzynce, na chęć rozmowy – tłumaczy. Każdego roku ktoś przyjmuje chrzest, Komunię i bierzmowanie. Przychodzą z ciekawości i odkrywają Pana Boga. Po bierzmowaniu, jak na wolności, niektórzy zostają i świetnie funkcjonują w duszpasterstwie, inni – znikają. Kapelan cieszy się z każdego przychodzącego. – Ja nie osądzam. Oni już mieli swojego sędziego na rozprawie, drugi Sędzia osądzi ich na sądzie ostatecznym. Interesuje mnie człowiek tu i teraz. Skoro przyszedł, musze zrobić wszystko, żeby mu pomóc – mówi. Po czterech latach nie ma wątpliwości, że dwa najlepsze miejsca pracy księdza to hospicjum i więzienie. – I tu, i tam dotyka się głębi ludzkiego cierpienia związanego z chorobą albo spowodowanego grzechem. Pan Bóg daje mi dowody, że jestem tu potrzebny. Czasami człowiek jeszcze dobrze nie posieje, a już zbiera plony – dzieli się kapelańskimi przemyśleniami.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół