• facebook
  • rss
  • Miejsce odrodzenia

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 13/2013

    dodane 28.03.2013 00:00

    Stare są czymś więcej niż tylko zabytkiem. To znaki materialne historii duchowej tych, co żyli tu przed nami.

    Chrześcijaństwo na naszych terenach szczyci się ponad 1000-letnią historią. Niestety, burzliwe dzieje tych ziem zatarły większość materialnych znaków z przeszłości. To, co pozostało, pomaga nie zapomnieć. Chrzcielnice przypominają, że Bóg działał tu przez ludzi, którzy głosili Ewangelię. Przed kamiennymi kielichami lub misami stawali konkretni kapłani, do których przychodzili konkretni ludzie. Najstarsze chrzcielnice pamiętają jeszcze czasy sprzed reformacji.

    Historia w kamieniu

    Niektóre zachowane u nas chrzcielnice pochodzą z XIII wieku. – Są wykonane z surowo opracowanego kamienia, najczęściej granitu, rzadziej bazaltu. Są raczej mało spektakularne, bo w ogóle nieozdobione. To po prostu kamienne bryły z zagłębieniem na wodę. Pamiętają początki chrześcijaństwa na naszym terenie – opowiada ks. Henryk Romanik, diecezjalny konserwator zabytków. Najbardziej znana taka chrzcielnica stoi dziś przy katedrze, a kojarzona jest z pierwszym kościołem na Górze Chełmskiej. Stała się ona ważnym symbolem podczas obchodów 40-lecia diecezji na Stadionie Gwardii. Podobne znajdują się m.in. w Karlinie, Rokosowie, należącym do parafii Sławoborze, czy w Dobiesławiu.

    Prosto ze Skandynawii

    W północnej części diecezji jest też kilka chrzcielnic XIV-wiecznych. Pochodzą z czasów Eryka Darłowskiego, księcia Pomorza, króla Danii, Szwecji i Norwegii. Wykonane są ze sprowadzanego z Gotlandii wapienia muszlowego. – One są już bardziej ozdobione i mają taki charakterystyczny kształt kielicha. To dla nas bardzo cenny ślad rozwoju chrześcijaństwa na naszych ziemiach. Takie chrzcielnice są m.in. w katedrze, w kościele św. Jana w Sarbii, w Gościnie czy w Łeknie pod Koszalinem – precyzuje ks. Romanik.

    Moja chrzcielnica

    Widok Jana Pawła II klęczącego przy wadowickiej chrzcielnicy był bardzo wymowny. Wyrażał powrót do miejsca odrodzenia. Dla wielu z nas taki powrót byłby trudny, bo mogłoby się okazać, że nasz chrzest odbył się przy... misce. – Normalnie spowiadamy w konfesjonale, Mszę św. sprawujemy przy ołtarzu, liturgię słowa przy ambonie, a chrzcimy w chrzcielnicy. Są jednak sytuacje nadzwyczajne, kiedy można od tego odejść, ale to, co nadzwyczajne, stało się dziś niestety normą. Wkradają się do liturgii pewien praktycyzm i dzisiejsza mentalność, która dąży do tego, żeby wszystko maksymalnie uprościć. Koncentrujemy się tylko na tym, żeby było ważnie, tracąc wymiar wtajemniczający i symboliczny – tłumaczy ks. Lewiński. – Wydaje się też, że tracimy coś jeszcze – materialny punkt odniesienia, tak bardzo ważny dla człowieka, który powracając do miejsc, potrafi powrócić w głąb duszy – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół