• facebook
  • rss
  • Cięli na potęgę

    dodane 02.05.2013 00:00

    Ścinali, obrabiali drzewa, wykazywali się wiedzą. Młodzi drwale rywalizowali w Warcinie.

    Ponad 50 zawodników z różnych szkół leśnych w Polsce spędziło niezwykle aktywny weekend. W sąsiedztwie pałacu, nad którym unosi się duch kanclerza Bis- marcka, wykazywali się swoimi umiejętnościami. Wszystko po to, by zdobyć tytuł mistrza Polski.

    Okrzesywanie jak golenie

    – Staraliśmy się uchwycić całość wiedzy leśnej w pigułce. Co roku sprawdzamy umiejętności drwalskie, ale nie tylko. Zawodnicy muszą wykazać się wiedzą przyrodniczą i techniczną – wyjaśnia Piotr Mańka, dyrektor technikum w Warcinie. Liczą się zarówno tężyzna fizyczna, jak i precyzja. W trakcie konkurencji na okrzesywanie zawodnicy muszą obciąć kołki imitujące gałęzie wyrastające ze ściętego drzewa. A wszystko za pomocą pilarki. – To tak jak przy goleniu, trzeba zrobić to na gładko i nie zaciąć drzewa – śmieje się dyrektor Mańka, który od pięciu lat przygląda się zmaganiom młodych drwali.

    Dwa rzazy i leci

    Co może być trudnego w ścinaniu drzewa? Okazuje się, że wszystko. Ścinka to najtrudniejsza z konkurencji, z jaką zmagali się uczestnicy mistrzostw. Musieli stawić czoło ponadstuletnim sosnom. Pilarki i siekiery to jedyne z narzędzi przydatnych podczas tego zadania. – Właściwie siekiera jest tylko do wbijania klinów – wyjaśnia Michał z Biłgoraja. Trzeba dobrze obserwować powiewy wiatru. Słychać komendę start i kolejny zawodnik odpala swoją piłę. Warkot silnika przecina leśną ciszę, a ostrze tnie kolejną sosnę. Każdy z drwali musi tak ściąć drzewo, żeby upadając, wbiło w ziemię specjalnie oznakowany kołek. – Robię dwa rzazy podcinające, poziomy i pod skosem, wyrzynam środek, zabijam kliny i drzewo leci – komentuje Michał. Jego sosna spada 59 cm od oznaczonego kołka. Bardzo blisko, ale reprezentant Biłgoraja nie jest zadowolony. – 3 minuty 47 sekund, przekroczona granica czasowa, więc będą punkty karne. Do tego nie najlepsze cięcie – smuci się młody drwal. – Z trzema kolegami wycięliśmy w tydzień pół hektara lasu, ale – jak widać – to jeszcze za mało praktyki – podsumowuje Michał.

    Pilarka niejedno ma imię

    Choć to tylko niespełna trzy dni zawodów, przygotowania do nich trwają przez cały rok. Jak mówi dyrektor technikum w Warcinie, już po pierwszych, wrześniowych zajęciach widać, kto może znaleźć się w kilkuosobowym składzie reprezentującym szkołę w mistrzostwach. Kandydaci sprawdzani są pod kątem wiedzy teoretycznej i umiejętności manualnych, a następnie przez 200 godzin szlifują swoje doświadczenie. Na przykład w rozkładaniu i składaniu pilarki. Tegoroczny mistrz zrobił to w 18 sekund. – Ja potrafię w 13 – chwali się Łukasz z Warcina. – Wystarczy odkręcić dwie nakrętki, zdjąć osłonę, zdjąć prowadnicę, zmienić łańcuch, założyć prowadnicę, osłonę i dokręcić z odpowiednią siłą nakrętki – wylicza młody drwal. Spoglądam na zegarek – 20 sekund. – Jak się robi, to się nie myśli i nie mówi, i wtedy wychodzi szybciej – dodaje Łukasz. W podziemiach pałacu Bismarcka miejscowi uczniowie zrzucają specjalistyczne ubrania, które zastąpią zwykłymi dresami. – Przed nami trudne zadanie, bieg leśnika, 3 km na czas – tłumaczy Mariusz. Wydawać się może, że to najłatwiejsza konkurencja, w końcu biegać każdy potrafi. – I tu się pan myli – strofuje mnie dyrektor Mańka. – Bieg to tylko jeden z elementów. Każdy z uczestników losuje zadanie, jakie musi wykonać. Oceniają wysokość drzewa, jego miąższość czy zasobność drzewostanu na wskazanym obszarze. I wszystko „na oko”. Dopiero komisja dokładnie to sprawdza i przyznaje punkty – dodaje Mańka. A gdzie miejsce dla dziewczyn? W tym roku nie startują, ale nieraz rywalizowały z chłopakami. – Każdy tu ma swoją partnerkę – uśmiecha się jeden z zawodników i pokazuje pilarkę. Na osłonie napis „Lili”. Tuż obok stoi „Laura” i „Julietta”. To one wspierają zawodników, jak się okazuje: skutecznie. Uczniowie technikum w Warcinie zwyciężyli w tegorocznych zmaganiach i dlatego pod koniec maja wyjadą do Austrii, gdzie będą rywalizowali o miano najlepszych w Europie. Tytuł mistrzowski to także przepustka do pracy w zakładach usług leśnych czy w nadleśnictwach. – Pracodawcy wiedzą, że mają do czynienia z profesjonalistami – podkreśla z dumą dyrektor Mańka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół