• facebook
  • rss
  • Oaza to nie fast food

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    Ruch Światło–Życie. W dobie SMS-ów i Twittera wydawać by się mogło, że 15-dniowe rekolekcje to strzał kulą w płot. Okazuje się jednak, że nie zawsze da się pójść na skróty.

    Keitai shosetsu to wydawane w milionowych nakładach japońskie powieści pisane przy pomocy komórki. Rozdziały są tak krótkie, aby można je było przeczytać między jedną a drugą stacją metra. Pomysłowe! Jednak nic nie zastąpi opasłej i wciągającej powieści czytanej z wypiekami na twarzy przez kilka wieczorów. Podobnie i hamburger czasami ratuje życie, ale nie ma to jak wypad z przyjaciółmi do dobrej restauracji, gdzie można spokojnie posiedzieć, nie patrząc na zegarek.

    360 okrążeń

    Tyle ich musi zrobić duża wskazówka zegara, żeby minęło 15 dni. Sporo, choć na oazie jakoś dłużyzny nie czuć. – Wydaje mi się, że przyjechałam wczoraj, a tu już prawie koniec – mówi podczas Dnia Wspólnoty Julia Bińkiewicz z Białogardu, uczestniczka Oazy Dzieci Bożych. – Jakoś tak szybko minął ten czas – przyznaje podobnie Gerard Kaszczuk, licealista z Piły. – To zaprzecza ogólnemu stereotypowi, że dzisiaj wszystko musi być szybko, odgrzane w mikrofalówce, podane byle jak, i skonsumowane. Te 15 dni to czas na delektowanie się, na smakowanie. Nie zawsze da się łyknąć coś na stojąco i biec dalej – przyznaje ks. dr Tomasz Tomaszewski, moderator diecezjalny Ruchu Światło–Życie. – Doświadczenie czegoś głębszego wymaga czasu i spokoju – dodaje. Rzeczywiście, dynamika rekolekcji oazowych to sprawdzony przez lata patent. Po prostu serce człowieka ma swój rytm i światowa tachykardia zupełnie mu nie służy. – Ten czas, szczególnie pierwsze dni, potrzebny jest najpierw po to, żeby wyhamować – przyznaje s. Natalia Frączek ze Wspólnoty Dzieci Łaski Bożej. – Ci młodzi ludzie przez większość dni w roku są w szkole, ciągle czymś się zajmują. Niełatwo im wejść w rekolekcje. Na przykład w tym roku I turnus zaczął się w ostatni dzień szkoły. Niesamowity przeskok – zauważa ks. Marcin Dobrowolski, prowadzący „zerówkę”. – Potem jest potrzebny czas, aby doświadczyć mocno Boga i wspólnoty, a także na ugruntowanie tego, czego się doświadczyło. To nieraz wiąże się też z ofiarą – kontynuuje s. Natalia. – Rekolekcje muszą nawet trochę zmęczyć. To błogosławiony wysiłek, coś jak trening przed ważnymi zawodami. Przecież rekolekcje przygotowują do czegoś ważnego, do życia w codzienności – dodaje ks. Remigiusz Szauer, prowadzący I stopień Oazy Nowego Życia. – Początek rekolekcji był trudny. Byłam na adoracji i tak patrzyłam w stronę Jezusa, ale widziałam tylko pustkę. Na drugiej adoracji było już inaczej. Nie wiem co się stało, ale zaczęłam wierzyć coraz bardziej i bardziej – mówi Julia w swoim świadectwie podczas Dnia Wspólnoty. – Znakiem powolnej zmiany w mojej grupie były noce; pierwsze aktywne raczej w sensie głupawych rozmów, śmiechów, łażenia. Z biegiem dni zauważyłem wyciszenie, potrzebę poważnej rozmowy – relacjonuje Janek Lubiński, animator na „jedynce”. – Widzę w sobie stopniową zmianę. To nie jest takie „pstryk” i już. Chcę się dalej formować – zapewnia Gerard Kaszczuk z Piły.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół