• facebook
  • rss
  • Ostatni rejs kapitana

    dodane 18.07.2013 00:00

    Na wodzie czuł się lepiej niż na lądzie. 69-letni Edward Zając z Ustki odszedł na wieczną wachtę.

    Upomniało się o niego morze – mówią pogrążeni w smutku przyjaciele. – Żal człowieka, który był wspaniałym żeglarzem, i żeglarza, który był wspaniałym człowiekiem – wspomina ustczanina kapitan Krzysztof Baranowski, jeden z najbardziej znanych polskich żeglarzy. Edward „Gale” Zając płynął z Gdańska na Hel. W odległości 3,2 mil od półwyspu wypadł za burtę swojego jachtu „Holly II”. Akcja ratownicza zakończyła się fiaskiem.

    Po kilku dniach poszukiwań ciało żeglarza znaleziono przy wejściu do gdańskiego portu. Był bardzo doświadczonym i cenionym w całym kraju kapitanem. Podczas swojej blisko 50-letniej przygody z żeglarstwem przepłynął po morzach i oceanach ponad 11 tysięcy mil morskich. W ubiegłym roku odbył swój pierwszy rejs oceaniczny na trasie Plymouth–Azory. Wyprawa skończyła się ogromnym sukcesem. Dwukrotnie uhonorowany tytułem Żeglarza Roku, należał do elitarnego Klubu Żeglarzy Samotników.

    – Był jednym z najstarszych polskich żeglarzy. Pływał po oceanach, gdy jego rówieśnicy siedzieli w bamboszach przed telewizorem – mówi Leszek Kasperowicz, komandor Jacht Klubu „Opty” Ustka. Tomasz Laskowski z Ustki, jeden z najbliższych przyjaciół żeglarza, z trudem powstrzymuje łzy. – Był prawym i nietuzinkowym człowiekiem, potrafił słuchać innych. Skromny, kochał Ustkę i morze. Nawet, gdy nie wiodło się mu najlepiej, nigdy ni e prosił o pomoc – wspomina. Zając miał również jeszcze jedną pasję – dziennikarstwo. Przez ponad 10 lat wydawał miesięcznik „Ziemia Ustecka”. Na łamach gazety nie tylko opisywał ustecką rzeczywistość, ale także ją współtworzył.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół