• facebook
  • rss
  • Tydzień wielkiej łaski

    dodane 25.07.2013 00:00

    Pielgrzymka rowerowa. Nie przerażają ich ani kilometry, ani płatająca figle pogoda. Ważne są dobre chęci i dobry rower. O resztę pielgrzymich spraw zadba Pan Bóg.

    Dobrze widzą o tym ci, którzy wybrali się na rowerową pielgrzymkę na Jasną Górę. – Pielgrzymowanie uzależnia. Jeśli raz pojedziesz, czekasz z niecierpliwością na następny rok – mówią rowerowi pątnicy z diecezji. Dla niektórych z 230 pielgrzymów było to już czwarte zdobywanie Jasnej Góry na dwóch kółkach. – Na pierwszą pielgrzymkę pojechałem, bo… chciałem wypróbować swoje siły. 30 lat nie siedziałem na rowerze. Dałem radę, ale przez ten tydzień strasznie tęskniłem za domem. Myślałem, że więcej nie pojadę. Tymczasem poznałem wspaniałych ludzi, którzy stali mi się bardzo bliscy.

    A i udało się uregulować swoje sprawy z Panem Bogiem. Potem już nie wyobrażałem sobie, że mógłbym nie jechać – opowiada Stanisław Mrugalski z podmiasteckiego Przęsina. – Na wałach jasnogórskich znika zmęczenie z tych dni spędzonych na rowerowym siodełku, wszelkich niewygód, a pojawia się za każdym razem niesamowite wzruszenie. Muszę się pilnować, bo coś ściska za gardło i trudno zapanować nad łzami radości – dodaje. – Cieszę się, że mam taką łaskę. Bo dotarcie na rowerze na Jasną Górę nie jest wyczynem, ale łaską. Nie mam już 20 ani nawet 40 lat, więc to niesamowite, że daję radę. Fizycznie byłam dobrze przygotowana, a duchowo za każdym razem jest inaczej. Z każdą kolejną pielgrzymką droga, ta wewnętrzna, jest coraz głębsza – śmieje się Lucyna ze Szczecinka, także pielgrzymkowa „weteranka”. W tym roku oprócz rodzinnych intencji wiozła ze sobą jedną szczególną. – Prosiłam o łaskę wiary dla mojego syna: żeby mógł spotkać na swojej drodze Pana Boga, tak jak mnie się to udało – wyznaje. Stasiowi i Lucynie tak spodobało się kręcenie pielgrzymkowych kilometrów, że nie zawahali się w ubiegłym roku pojechać z dziękczynieniem dalej, do Rzymu. W tym roku także znaleźli się w 25-osobowej reprezentacji rowerzystów z diecezji, którzy – po zakończeniu pielgrzymki jasnogórskiej – pojechali zdobywać Alpy. – W Rzymie dziękowaliśmy za każdy rok istnienia diecezji, teraz jedziemy się pokłonić Matce Boże Płaczącej w La Salette od Matki Bożej Bolesnej z naszego diecezjalnego sanktuarium w Skrzatuszu. 25 kolarzy na 25. rocznicę koronacji cudownej Piety – wyjaśnia ks. Tomasz Roda, szef diecezjalnego pielgrzymowania na Jasną Górę i przewodnik pielgrzymki do Francji. Pielgrzymi mówili o niezwykłym klimacie tych krótkich, skondensowanych rekolekcji w drodze. – To czas odkrywania Boga. On nawet przez drobne sprawy pokazuje, że jest bardzo blisko mnie – dzieli się wrażeniami Maciek Pyrek. – Niesamowite apele na koniec ciężkiego dnia, poczucie wspólnoty, które procentuje także po powrocie do domu... Po ubiegłorocznym Rzymie nawet deszcz padający przez ostatnie dni nie był w stanie mnie zdołować. Najwyżej śpiewam sobie – wylicza ze śmiechem. Agata Sokół po pierwszej pielgrzymce już wie, że złapała rowerowego bakcyla. – Jasna Góra to było moje marzenie – opowiada pielgrzymkowa debiutantka. – Mięśnie jeszcze mnie bolą, ale wiem, że było warto. Za rok znów tam będę – zapowiada Agata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół