• facebook
  • rss
  • Otwarty na cud

    dodane 25.07.2013 00:00

    Ks. Jan Kaczkowski i Katarzyna Jabłońska przełamali konwenanse. Bo, jak mówi tytuł książki, „Szału nie ma, jest rak”.

    Ksiądz Kaczkowski diagnozę, która odmieniła jego życie, usłyszał rok temu. Wyrokujący wynik badania rezonansu magnetycznego otrzymał w kopertce – nikt nie poświęcił mu nawet chwili, żeby wyjaśnić, co go dalej czeka. – To był dla mnie szok. Były łzy i strach, który jest najgorszym doradcą człowieka – mówi. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Operacja, chemia, naświetlania, druga operacja.

    Usłyszał również, że mediana życia w jego przypadku to 14 miesięcy. W sierpniu mija ten czas, a on nie zamierza rezygnować z walki o kolejny dzień. Pomysł na książkę „Szału nie ma, jest rak” zrodził się pod koniec zeszłego roku. – Kiedy usłyszałam, jak ks. Jan mówi o śmierci i towarzyszeniu człowiekowi umierającemu, chciałam się tym podzielić. Starałam się, aby ta wielka afirmacja życia znalazła się w książce, bo dzięki niej zaczyna się bardziej doceniać każdy, nawet najdrobniejszy moment – mówi Katarzyna Jabłońska, autorka. Ksiądz Jan Kaczkowski mimo ciężkiej i śmiertelnej choroby nie zaprzestał swojej działalności na rzecz innych. Jest twórcą hospicjum domowego w Pucku oraz hospicjum stacjonarnego. Obecnie pracuje nad otwarciem hospicjum domowego dla dzieci. W czasie ponadgodzinnego spotkania podzielił się ze słuchaczami swoim doświadczeniem choroby, nadzieją na kolejne miesiące życia oraz tym, jak w ostatnich chwilach nie być egoistą. – Bo każdy z nas jest powołany do czegoś innego i nie wolno nam zapomnieć, że kiedy umieramy i jest nam z tym ciężko, to nasze dzieci, wnuki, małżonkowie cierpią jeszcze bardziej, bo my idziemy do lepszego, a oni zostają tu sami. Trzeba wyjść z egoizmu własnego odchodzenia – mówi ks. Jan. Urszula Łumianek, pracująca na co dzień w koszalińskim Hospicjum im. św. Maksymiliana Kolbego, przyznaje, że takich spotkań powinno być więcej. – Nie rozmawiamy o śmierci i chorobach. Może uważamy, że jeśli nie będziemy o tym wspominać, to nas to ominie. Ale to nieprawda. Bo, tak jak podkreślił ks. Jan, chorujemy: na życie i na śmierć – mówi. I dodaje. – Powinniśmy czerpać z postawy tego człowieka garściami, bo zaufał Bogu do końca i nie marnuje swoich dni na użalanie się, ale poświęca się pracy na rzecz potrzebujących, równie chorych jak on sam.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół