• facebook
  • rss
  • Familijne laboratorium

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 31/2013

    dodane 01.08.2013 00:00

    Kleryk spacerujący z dziecięcym wózkiem to dość osobliwy widok. Nie dziwi on jednak tego, kto rozumie, że bezżeństwo to nie ucieczka od rodziny.

    Po raz kolejny w Koszalinie odbyły się rekolekcje prowadzone przez Wspólnotę Sióstr Uczennic Krzyża ze Szczecina we współpracy z naszym seminarium. Wzięło w nich udział kilkanaście rodzin, w sumie ponad 80 osób. Dziewięć dni wspólnego bycia małżonków i ich dzieci w przestrzeni seminarium to obopólna korzyść. Rodziny mogą trochę pooddychać przesyconym modlitwą powietrzem. Jak mówią Magda i Paweł ze Sławna: – To ustawia nasze życie na wiele miesięcy. Klerycy, którzy współprowadzą rekolekcje, mają natomiast okazję przyjrzeć się rodzinom z bliska. Alumni organizują czas dzieciom podczas konferencji dla rodziców, uczestniczą w grupach dzielenia z ojcami, wspólnie modlą się i bawią z całymi rodzinami. – Właściwie to nigdy nie wiadomo, kto na tych rekolekcjach otrzymuje więcej: prowadzący, wśród których są siostry zakonne, klerycy i ksiądz, czy ci, którzy na nie przyjeżdżają – stwierdza z uśmiechem s. Sara, jedna z organizatorek. Lektura adhortacji „Familiaris consortio” czy wykłady z teologii małżeństwa i rodziny są ważne, ale nie wystarczają. Dlatego takie rekolekcje to bardzo przydatne laboratorium.

    – Widzę, jak trudno jest wychować dzieci, ale chyba jeszcze trudniej być razem w małżeństwie. To nieustanna walka o miłość. Zaczynam to lepiej rozumieć. Dzięki temu odkrywam, że praca duszpasterska z rodzinami jest bardzo ważna – przyznaje dk. Paweł Haraburda, współprowadzący. – Przecież jako ksiądz też mam być ojcem – zauważa dk. Tomasz Wołoszynowski. – I te- go uczą mnie przede wszystkim dzieci, którymi się tutaj zajmujemy. Bo dziecko potrzebuje opieki, potrzebuje czuć się bezpiecznie. Więc człowiek ciągle jest spięty, żeby nikomu nic się nie stało, żeby dobrze zorganizować ten czas i jeszcze przekazać jakieś treści o Panu Bogu – dodaje. Czasami opieka nad maluchami nie jest łatwa. – Podobno podział obowiązków jest taki, że kl. Rafał zajmuje się Ignasiem, kiedy ten śpi, a w momencie, gdy się budzi, pałeczkę przejmuje siostra – śmieje się Kinga Paszkiewicz, uczestniczka ze Szczecina. – Branie dzieci na ręce, rozmawianie z nimi, pobyt z rodzinami w pokojach, wspólne przeżywanie wypoczynku – tego klerycy doświadczają na tych rekolekcjach. Uświadamiają sobie, że mogliby być ojcami, mieć rodzinę. Pojawia się u nich zmaganie, rodzi się naturalne pytanie: „Jakim ja byłbym ojcem?”. To umacnia w drodze do kapłaństwa – zauważa s. Sara. Z drugiej strony, jak przyznaje Rafał Paszkiewicz, mąż Kingi: – Nasze dzieci przez kontakt z klerykami nabierają zaufania do księży. Ważne wydaje się jeszcze jedno. – Pewnego wieczoru podczas adoracji mąż i żona siedzieli po dwóch stronach ławki, jakby byli sobie obcy, a najważniejszy był ktoś inny. Potem, wychodząc z kaplicy i trzymając się za ręce, poszli razem do swego pokoju. To mi pokazało, że miłość między nimi scala Bóg. To On jest między nimi relacją. Zrozumiałem, że właśnie ja takim mam być księdzem, tzn. że to Jezus ma być między mną a tymi, do których mnie pośle. Wśród nich będą też pewnie rodziny – dzieli się dk. Tomasz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół