• facebook
  • rss
  • Cierpienie zdziera maski

    dodane 15.08.2013 00:00

    Dla kleryków pierwszego roku wakacje to czas praktyk w darłowskim hospicjum. Pomagają w opiece nad ciężko chorymi i uczą się wrażliwości.

    Dla wielu z nich to pierwsze zetknięcie z doświadczeniem ciężkiej choroby i odchodzenia.

    Bycie blisko

    Zabiegi pielęgnacyjne, pomoc w najprostszych czynnościach, takich jak jedzenie i picie, ale przede wszystkim towarzyszenie w cierpieniu – to ich główne zajęcia przez dwa tygodnie. W trakcie roku propedeutycznego odwiedzali ośrodek dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. – Trochę to nas przygotowało, oswoiło z chorobą, przetestowaliśmy swoje reakcje. Pierwsze skojarzenia z hospicjum? Umieralnia. Ale to nieprawda. Ludzie odchodzą, ale hospicjum jest miejscem, które ma im zapewnić godność do ostatnich chwil. Także po to my tu jesteśmy na praktykach, żeby uczyć się, jak to zrobić – mówi Jakub Mrzygłód. Dla niego ciężka choroba nie była zaskakująca. – Babcia ma zaawansowaną cukrzycę, wymaga stałej opieki. Ale doświadczenie śmierci było zupełnie obce. Ledwie przestąpiliśmy próg hospicjum, siostra zawołała nas na Koronkę do Bożego Miłosierdzia, bo ktoś umierał. Takie doświadczenie na wejściu jest mocne. Ktoś odchodzi, definitywnie, już go więcej nie będzie. Wiemy, że to nie koniec, a dopiero początek, ale mimo wszystko trudno w pierwszym momencie sobie z tym poradzić, to budzi nawet lęk – przyznaje szczerze Kuba. – Zastanawiałem się, co ja mam im powiedzieć. Jakich słów używać, jakich odpowiedzi udzielać, stojąc przy łóżku umierającego człowieka, kiedy nie mam za sobą nic, żadnego doświadczenia. Ale tu nie chodzi o jakieś mądrości, dobre rady, pocieszenie, tu chodzi o bycie, o towarzyszenie w odchodzeniu. Wchodzenie w tajemnicę śmierci – kiwa głową Konrad Kochański.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół