• facebook
  • rss
  • Czołgi w mieście

    dodane 22.08.2013 00:00

    Trzy dni w Jastrowiu upłynęły pod znakiem nie tak odległej historii. Na kilka godzin można było trafić prosto do okopów.

    Wszystko za sprawą rekonstruktorów, którzy zaprosili mieszkańców regionu na Piknik Militarny.

    Niewdzięczna rola

    Na zorganizowaną po raz drugi imprezę przyjechało blisko 30 grup i stowarzyszeń rekonstruktorskich z całej Polski. – To świetna zabawa. Wciąga i uczy – mówi Marcin Domaradzki, ocierając pot i zapinając rozchełstany mundur żołnierza Wehrmachtu. Przed chwilą na jego pograniczny posterunek napadli polscy partyzanci. Koledzy z oddziału wzięli na nich krwawy odwet. – My tylko wykonujemy rozkazy – śmieje się. Ale zaraz poważnie dodaje, że wcielanie się w rolę niemieckich żołnierzy bywa trudne. – Była taka sytuacja podczas rekonstrukcji w Warszawie. Mieliśmy atakować powstańcze stanowiska. Często ludzie, widząc nas w niemieckich mundurach, odbierają nas bardzo negatywnie. Na szczęście po inscenizacji sami powstańcy nam gratulowali występu. Przecież my jesteśmy tu tylko aktorami, a ktoś i tę niewdzięczną rolę musi zagrać – opowiada rekonstruktor z pilskiego stowarzyszenia Theatrum Historica.

    Mimo negatywnych emocji widzowie nie szczędzili braw aktorom biorącym udział w jednej z inscenizacji, które można było obejrzeć podczas jastrowskiego pikniku. Nie tylko panowie dobrze się bawią. – Do ostatniej chwili szyję i poprawiam swoją sukienkę. Jest dość uniwersalna, mogę być sanitariuszką norweską, niemiecką albo polską, zmieniam tylko fartuszki, emblematy, czepki. Najkosztowniejszą sprawą są buty, tu się nie da nic poczarować, a realia historyczne muszą być zachowane – śmieje się Mirosława Trochim z Gdańska. – Dzieci zajmują się wojskami amerykańskimi, więc czasami patrzą na mnie spode łba, kiedy zmieniam strój i wcielam się w niemiecką sanitariuszkę. Dla pani Mirosławy rekonstrukcja to późno odkryta pasja. Zaraziła się nią przed dwoma laty. – Wciągnęli mnie znajomi. To niesamowita przygoda i teraz czekam na każdą kolejną rekonstrukcję. Leżeć na plaży? Wykluczone! Tu coś się dzieje, a ilu ludzi poznajemy! – opowiada z emocjami..

    Bitwa pancerna

    W polskim sztabie urzęduje Samodzielna Grupa Odtworzeniowa Pomorze. – Mamy mapy, łączność, cebulę i wędzoną słoninę – demonstrują rekwizyty. – Tu pan major może się umyć, a tu, w kociołku gotuje się bigos – oprowadza plutonowy Grzegorz Hronowiecki. – Odtwarzamy głównie 2. Batalion Strzelców z Tczewa, który w 1939 r. bronił tczewskich mostów, ale nie tylko. Mamy po kilka mundurów – Wojska Polskiego i Wehrmachtu z początku wojny, ale także polskie z Armii Ludowej i radzieckie. Mamy też cywilów, którzy biorą udział w inscenizacjach. To głównie nasze rodziny i przyjaciele, bo ta pasja jest zaraźliwa – opowiada. – To nie tylko pikniki i zloty. Kiedy kończą się imprezy plenerowe, spotykamy się we własnym gronie, z rodzinami, przyjaciółmi, sympatykami. Nawet sylwestra robimy w mundurach – dodaje jego kolega z grupy Piotr Kędzierski. Oprowadzają po stanowisku, wykorzystując chwilę przerwy przed wielką bitwą pancerną, czyli inscenizacją kończącą drugi dzień pikniku. Za chwilę widzowie przeżyją nalot i na własne oczy zobaczą starcie T-34 i repliki niemieckiej pantery.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół