• facebook
  • rss
  • Przyjedźmy po nadzieję!

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 36/2013

    dodane 05.09.2013 00:00

    O niezwykłej twarzy Maryi z cudownej Piety oraz o sensie pielgrzymowania do Skrzatusza z bp. Edwardem Dajczakiem rozmawia ks. Wojciech Parfianowicz.

    Ks. Wojciech Parfianowicz: Ze względu na ostatnie prace remontowe w skrzatuskim sanktuarium, cudowna Pieta na kilka dni trafiła do kaplicy domu biskupiego. Jak to jest gościć u siebie Matkę Boską Skrzatuską?

    Bp Edward Dajczak: Późnym wieczorem 15 sierpnia bp Paweł Cieślik, wracając ze Skrzatusza, przywiózł Pietę. Żeby pokazać, jakie to ma dla mnie znaczenie, powiem tylko, że chociaż było już bardzo późno, a ja byłem już naprawdę zmęczony, nie potrafiłem wyjść z kaplicy. Nie tylko dlatego, że byłem urzeczony zewnętrznym pięknem Piety, bo rzeczywiście jest wspaniała, ale powstał tu jakiś cudowny klimat, coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. To jest doświadczenie, które niewątpliwie sięga serca. Odczuwałem po prostu niezwykłą bliskość naszej skrzatuskiej Matki. Muszę przyznać, że przez tych kilka dni zachodziłem do kaplicy częściej niż zwykle.

    O czym Ksiądz Biskup rozmawiał z Matką Bożą przez tyle godzin?

    To niesamowite, ale ta Pieta jakby wprowadzała mnie ciągle w modlitwę za diecezję. Właśnie najczęściej modliłem się w różnych intencjach związanych z Kościołem koszalińsko-kołobrzeskim. Wyraźnie czuję Jej wsparcie.

    Czy wpatrując się w Pietę, zauważył Ksiądz Biskup coś wyjątkowego, coś, co w tym wizerunku jakoś szczególnie porusza?

    Moją uwagę przykuwa przede wszystkim twarz Maryi. To ciekawe, ale ona nie jest zbolała. Jej oczy są troszkę opuszczone i troszkę wpatrzone w dal. Pierwsze moje wrażenie po bliższym przyjrzeniu się Piecie było takie, że Maryja poprzez tę całą dramaturgię martwego ciała Jezusa, wpatrzona jest już w zmartwychwstanie. Odnoszę wrażenie, że to nie jest twarz matki zrozpaczonej. Ona niewątpliwie cierpi, ale w Bogu widzi już ten finał, dla którego przyjęła Jezusa. Ona patrzy dalej i jest to spojrzenie wiary i nadziei. Właśnie dlatego, oprócz tego, że nazywamy Ją Matką Bolesną, moglibyśmy też nadać Jej tytuł Matki naszej nadziei. Można by też powiedzieć, że jest to Matka miłości zranionej. My często bywamy poranieni i Ona pokazuje nam jak wyjść zwycięsko z takich sytuacji.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół