• facebook
  • rss
  • 25 lat temu

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 36/2013

    dodane 05.09.2013 00:00

    Koronacja cudownej Piety. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi, znamienici goście, lekka mżawka. Tak było w Skrzatuszu ćwierć wieku temu. Wspominanie tamtych dni to coś więcej niż powrót do przeszłości.

    Aż ciarki mnie przechodziły, kiedy widziałem, jak prymas Józef Glemp nakłada te korony. Odczułem wielką radość i ulgę – wspomina ks. Leszek Kasperowicz SDB, ówczesny kustosz sanktuarium. Trudno powiedzieć, kiedy zrodziła się idea koronacji. Po raz pierwszy publicznie wspomniał o niej bp Ignacy Jeż w roku 1985.

    Napisał wtedy w liście pasterskim: „Mamy poważny zamiar 15-lecie istnienia diecezji uczcić koronacją figurki Matki Boskiej Bolesnej ze Skrzatusza, przyozdobić skronie Chrystusa Pana i Jego Matki bardziej wartościowymi koronami, które na pewno Jej się należą, jako wyraz naszej pobożności”. Czyniono więc starania, aby koronacji dokonał sam Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski w roku 1987. Nie udało się. Koronacja odbyła się w roku 1988 w imieniu papieża, ale on sam zobaczył cudowną Pietę dopiero trzy lata później, kiedy przyjechał do Koszalina. Przygotowania do koronacji trwały kilka lat. Wykonano potrzebne prace w świątyni, konserwacji została poddana cudowna Pieta, w wielu parafiach odbyły się specjalne rekolekcje. – Najtrudniejsze było jednak to, żeby przekonać ludzi, aby pokochali tę Matkę Bożą, którą mają tu, w diecezji; żeby ludzie przyjęli Ją jako swoją wielką patronkę i wspomożycielkę, która także w Skrzatuszu, czyni cuda – przyznaje ks. Kasperowicz.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół