• facebook
  • rss
  • Schudłem czy przytyłem?

    ks. Wojciech Parfianowicz

    dodane 05.09.2013 09:05

    O. Piotr Włodyga jest benedyktynem, który z Krakowa przeniósł się do Starego Krakowa k. Darłowa, aby tam tworzyć nowy dom zakonny. Podaje kilka powodów, dlaczego warto się modlić do Matki Bożej i jeździć do Skrzatusza.

    Można powiedzieć, że od dzieciństwa przesiąkłem pobożnością maryjną, ale była to dla mnie zawsze pobożność trudna. Z moją mamą chodziliśmy na nowennę do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, albo na inne nabożeństwa. Ta pobożność kojarzyła mi się zatem w taki właśnie sposób: albo z Litanią Loretańską, podczas której trzeba było klęczeć i śpiewać ją na taką melodię, która mnie po prostu męczyła, albo z Różańcem, przy którym znów trzeba było klęczeć i długo się modlić. Więc to było dla mnie trudne. Nie rozumiałem istoty rzeczy.

    W zasadzie Maryję zacząłem odkrywać tak naprawdę już jako dorosły ksiądz. I to w charakterze nie tyle postaci, do której ja mam się modlić, ale jako osobę, która się mną opiekuje. Mam takie poczucie, że ktoś się mną opiekuje. Poza tym, zawsze, kiedy modlę się w jakichś potrzebach przez wstawiennictwo Matki Bożej, to te sprawy dzieją się potem tak, jak trzeba, idą we właściwym kierunku.

    Dlaczego warto jeździć do Skrzatusza?

    Widzę przynajmniej dwa powody. Po pierwsze każdy potrzebuje domu, w którym z jednej strony poczuje opiekę, a z drugiej strony jakby się pokaże mamie. Kiedy się wraca do domu matki, czeka się, co ona o mnie powie. Czy schudłem, czy przytyłem, czy jestem mądry czy nie itd. Skrzatusz może pełnić w naszych sercach taką właśnie rolę.

    Skrzatusz to dom Matki. Nieważne czy to będzie wrześniowy odpust, czy jakaś pielgrzymka np. parafialna, czy taki przyjazd indywidualny. Idę tam, żeby mi Mama powiedziała, kim ja teraz jestem, co się zmieniło od ostatniej wizyty.

    Poza tym, jest jeszcze inny powód. To jest sanktuarium dla wielu z nas wymagające ze względu na odległość. Trzeba spróbować przejść ponad tym. Są rzeczy ważniejsze niż "blisko" i "daleko". Niełatwo czasami przełamać w sobie taki kościelny merkantylizm. A przecież nie jesteśmy klientami, którzy przychodzą ciągle po coś: po uzdrowienie, po sakrament, z jakąś intencją. Kościołem się jest. Idę do Matki, bo jestem synem, a nie bo mam jakiś interes. Nawet jeśli jest to interes duchowy, to wciąż jest to jakiś interes. Do Matki się idzie, żeby z nią pobyć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Nie przegap

    Brak dostępnych wydarzeń.

    Pobieranie...
    przewiń w dół