• facebook
  • rss
  • 1967 razy u Maryi

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Potrafił iść pieszo albo jechać, czym się dało. Często sypiał w pociągach albo nawet na dworcach. Wszystko po to, żeby odwiedzić Ukochaną.

    Stwierdzenie, że życie ludzkie jest pielgrzymką, w przypadku Józefa Lwa, 75-latka z Koszalina, sprawdza się niemal dosłownie. Jego pielgrzymowanie to nie tylko pasja, ale sposób na życie.

    Ponad 30 lat w trasie

    Ze Skrzatusza do Częstochowy szedł 11 ra- zy, a dwukrotnie z Koszalina. Osiem razy przemierzył trasę do Wilna, siedem razy z Kętrzyna, raz z Suwałk. 15-krotnie brał udział w pieszej pielgrzymce z Przemyśla do Kalwarii Pacławskiej. Odbył 72 nocne pielgrzymki piesze z Konina do Lichenia. Szedł też z koszalińską grupą do Myśliborza. Ale to wszystko jeszcze nic. – Na początku lat 80. ub. wieku otrzymałem takie natchnienie, żeby odwiedzić, już niekoniecznie pieszo, ale za to wszystkie polskie sanktuaria maryjne, gdzie obrazy czy figury są koronowane koronami papieskimi lub biskupimi – mówi pan Józef. – Obecnie mamy 221 sanktuariów koronowanych koronami papieskimi i 110 koronami biskupimi. Zostało już tylko jedno, w którym nie byłem – w Sokołowie Małopolskim, bo tam koronacja odbyła się dopiero w czerwcu 2013 roku. Ale i tam pojadę. Przez te 30 lat byłem w tych sanktuariach 1967 razy – wylicza precyzyjnie pan Józef. Nie ma tu mowy o pomyłce. Swą pielgrzymią przygodę Józef Lew dokładnie opisał w kilku opasłych tomach notatek. Jest tam wszystko: trasy, opisy miejsc, spotkań z ludźmi, adresy gospodarzy, zdjęcia. – Każdy rok kończę zestawieniami. Zapisuję nawet każdą Mszę św., na której jestem, a uczestniczę codziennie od 15 lat – zaznacza.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół