• facebook
  • rss
  • Z Ewangelią na rękach

    dodane 24.10.2013 00:00

    W tym, co robią, nie szukają ani pieniędzy,
ani poklasku. Kiedy ktoś ich chwali,
otwierają szeroko oczy ze zdumienia, bo przecież robią tylko to, co uważają, że zrobić trzeba. Po raz piąty uhonorowano społeczników z diecezji
 – następców kard. Ignacego Jeża.

    Ewa Horanin, nauczycielka z malutkiego Sławoborza, która stworzyła prawdziwą modę na pomaganie, i Jan Kawałek, człowiek instytucja w nadmorskim Dźwirzynie – to laureaci tegorocznej edycji nagrody „Radość płynie z nadziei”.

    Patronuje jej nieżyjący już kard. nom. Ignacy Jeż, pierwszy ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.
Na najwyższym biegu
– Pośród wielu definicji wielkości człowieka, ta wydaje się najsłuszniejsza: gdy skromność przerasta zasługi, gdy bezinteresowność przekracza przynajmniej średnią krajową, a zaangażowanie i poświęcenie rozsadza ramy powinności. Żyjemy wśród takich ludzi, najczęściej o tym nie wiedząc – mówił w ubiegłą niedzielę na scenie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie ks. Marek Żejmo, proboszcz dźwirzyńskiej wspólnoty. 
Aktywnie działa w niej jeden z tegorocznych laureatów nagrody „Radość płynie z nadziei” – Jan Kawałek. Jest m.in. samorządowcem, propagatorem ruchu trzeźwościowego, członkiem parafialnego zespołu charytatywnego i duszpasterskiej rady parafii. Nie sposób wymienić wszystkich akcji, w które zaangażowany był pan Jan. W podkołobrzeskim Dźwirzynie mieszka od 1969 r. – Wtedy była to zupełnie inna miejscowość. Nie było w niej kościoła. Przy dobrych wskazówkach bp. Ignacego udało nam się wiele zdziałać. Odwiedzam go za każdym razem, kiedy jestem w Kołobrzegu, wpadam do bazyliki, żeby pomodlić się przy jego grobie. Dziękuję wszystkim, z którymi mogłem pracować, bo ta nagroda to właśnie efekt współpracy z ludźmi różnych środowisk – mówi pan Jan. 
– Przypominam sobie, jak w pierwszych dniach mojego proboszczowania w Dźwirzynie przyszedł do mnie Jan Kawałek i zaproponował przejażdżkę rowerową po parafii. Dawno nie jeździłem na rowerze, ale popatrzyłem, że jesteśmy prawie w tym samym wieku, więc dam radę. Dałem, ale nie ma się czym chwalić. Cały czas widziałem przed sobą plecy Jana Kawałka. Nie dlatego, że uciekał przede mną. Jechał pierwszy, przecierał szlaki. Ja wiozłem się na kole. Ale mój nadmuchany balonik sportowej ambicji przekuło dopiero to, że – kiedy ja cały czas manipulowałem przerzutkami, żeby w ogóle móc jechać – on cały czas jechał na najwyższym biegu. I taki właśnie on jest: cały czas widzimy go z przodu i na najwyższym biegu. Kiedy po tej przejażdżce ledwo wdrapałem się po schodach do mieszkania, pomyślałem: trzeba zacząć trenować pracę w zespole, jeśli ma się takich liderów – mówi o swoim parafianinie ks. Marek Żejmo. 
Dzięki mamie
Mam wrażenie, że zostałam wywołana przez biskupa do tablicy i teraz zastanawiam się, jak za tę nagrodę mogę podziękować – mówi, nie kryjąc wielkiego wzruszenia Ewa Horanin. I skromnie dodaje, że razem z nią statuetkę powinna odbierać cała rzesza ludzi. – Moi koledzy ze szkoły, z parafii, moje dzieciaki, wszyscy, którzy wspierają nasze akcje. Bez nich nie zrobiłabym nic – dodaje. 
Ucząc w sławboroskiej szkole pani Ewa wykreowała prawdziwą modę na pomaganie. W Szkolnym Kole Caritas pod jej wodzą działa blisko pół setki małych wolontariuszy. Wielu z nich śpiewa w prowadzonych przez katechetkę zespołach wokalnych. Byli razem ze swoją nauczycielką także na wielkiej gali i nie kryli radości, że statuetka trafiła właśnie w ręce pani Ewy. 
– Tę nagrodę dedykuję mojej teściowej i mojej mamie, które są tutaj na sali. Było nas w domu trzynaścioro. Ta nagroda właściwie należy się mojej mamie, bo ona mnie wszystkiego nauczyła: pracy i serca dla innych – mówiła wzruszona laureatka. 
Łamać ego
Do tegorocznej nagrody, oprócz laureatów, nominowano jeszcze: parafialny oddział Caritas z parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Słupsku za wielkie dzieła pomocy człowiekowi znajdującemu się w potrzebie, Barbarę i Włodzimierza Osińskich, którzy otworzyli drzwi swojego domu i serca dla małoletnich matek z dziećmi, tworząc rodzinę zastępczą, oraz katolickiego dziennikarza Jerzego Walczaka, który niestrudzenie od lat przybliża sylwetkę kard. Jeża oraz dokumentuje życie diecezji. – Kiedy na spotkaniach Episkopatu Polski w jednym miejscu stało z dziesięciu biskupów, to w ciemno można było zakładać, że w środku między nimi jest bp Ignacy Jeż.
Zawsze zbierał ludzi wokół, zawsze z tym samym uśmiechem, pogodny, zjednywał innych. I to też jest wymiar tej nagrody. Szukamy ludzi, którzy łączą. Te dwie tegoroczne nagrody to też są ludzie, którzy przekraczają struktury, wychodzą poza – mówił do wyróżnionych bp Edward Dajczak. 
Wzruszony dziękował wszystkim nominowanym. – Współczesnemu człowiekowi trzeba łamać granice jego ego, kiedy wszystko dookoła mówi mu: należy ci się, zadbaj o siebie, myśl o sobie. Trzeba nam pokazywać ludzi, którzy idą odwrotną drogą i na ich twarzach i rękach pięknie jest wypisana Ewangelia, radość i szczęście. Chylę czoło przed państwem i jestem szczęśliwym biskupem, bo w diecezji są tacy ludzie. Trzeba nam pokazywać świadków. Oni są w cenie. I za to, że nimi jesteście, dziękuję wam z serca. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół