• facebook
  • rss
  • Żałoba też jest miłością

    dodane 24.10.2013 00:00

    Gdy Marysia zmarła w szóstym miesiącu ciąży, Marta chciała się z nią pożegnać. Lekarz przyniósł ciało córki w nerce medycznej.

    W Słupsku i Pile odbyły się m.in. Msze św. w intencji dzieci utraconych i ich rodziców. Tak obchodzono tam Dzień Dziecka Utraconego. 


    Pamiętam o Marysi


    Marta ze Słupska straciła dziecko w 6. miesiącu ciąży. Jej córka miała 27 cm wzrostu i ważyła ponad 400 gramów. – Bardzo czekaliśmy na naszą Marysię. Kiedy umarła, świat mi się zawalił. Miałam wrażenie, że umarłam razem z nią – mówi Marta. Jak przyznaje, jej tragedia była spotęgowana zachowaniem lekarzy. – Wiedząc, że moje dziecko nie będzie żyło, byłam położona na sali z kobietami, które – szczęśliwe – były przygotowywane do porodu. To było dla mnie ogromne cierpienie. Nie mogłam się też z Marysią godnie pożegnać. Poprosiłam, by mi ją przyniesiono. Lekarz przyszedł z jej ciałem w nerce medycznej. Cały czas stał przy mnie i przy mężu – opowiada.

    
Monika z Koszalina jest mamą po stracie i psychologiem. Jak mówi, trzeba określić jasno, że śmierć dziecka przed narodzeniem jest tym samym, co śmierć babci, ojca czy siostry. – Żeby żałobę dobrze przeżyć, potrzebny jest obrzęd pochówku. Bez niego i bez uznania przez innych dziecka zmarłego przed porodem za człowieka, ten proces jest zawieszony w pustce i trwa latami. Czasem się nigdy nie kończy, a czasem kończy się złamaniem człowieka – wyjaśnia. 
– Żałoba jest formą miłości do człowieka. Jest realnym spojrzeniem na rzeczywistość, że śmierć nie jest chorobą czy upośledzeniem życia, ale jest jego częścią – dodaje o. Piotr Włodyga OSB, który prowadzi w Koszalinie zajęcia grupy wsparcia dla rodziców po stracie.
Obu mamom udało się pochować zmarłe dzieci. – To miejsce pochówku jest namacalnym dowodem, że dziecko istniało. Na początku żałoby spotykałam się z różnymi reakcjami ludzi. Były momenty, że miałam wrażenie, że moje dziecko było „wirtualne” i zaczęłam wątpić, czy ja naprawdę poroniłam. Ale ten grób z pomnikiem, napisem i datą sprawia, że to przeżycie się znowu zakotwicza. Pozwala też całej rodzinie uznać istnienie dziecka, bo grób jest i trzeba się z tym liczyć – tłumaczy pani Monika. 
Jak mówi pani Marta, śmierć Marysi zupełnie odmieniła jej życie. Paradoksalnie – na lepsze. – Musiałam sobie odpowiedzieć na ważne pytania: kim jestem, po co żyję, kim jest dla mnie Bóg, gdzie jest moje dziecko. Znalezienie odpowiedzi dało mi ogromną nadzieję, wiarę i radość. Pan Bóg postawił też na mojej drodze konkretnych ludzi. Codziennie dziękuję Mu za Marysię – mówi. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół