• facebook
  • rss
  • Bez muzyki to byłby czyściec

    dodane 14.11.2013 00:00

    Uczestnicy słupskich Czasów Chwały znają ich doskonale. Od niedawna o Yam Kinneret usłyszeli też inni mieszkańcy diecezji. 


    Słupski zespół ewangelizacyjny wypuścił w świat swój pierwszy wideoklip i energetycznym brzmieniem zaprasza do wspólnej modlitwy.


    Profity w niebie


    Wszystko zaczęło się 20 lat temu, ale dopiero teraz muzycy postanowili „na poważnie” zająć się graniem i po długiej przerwie reaktywować zespół w nowym składzie. Impulsem były organizowane od ubiegłego roku w Słupsku wieczory modlitewne pod nazwą Czas Chwały. 
– Najpierw przyjeżdżał na nie zespół z Koszalina, a jakoś w grudniu ks. Tomasz Roda zaproponował, że może my byśmy spróbowali. Padło hasło, więc się skrzyknęliśmy, jeszcze w niepełnym składzie. Teraz, po tych kilku miesiącach, mam pewność, że to nie przypadek. Pan Bóg nas pozbierał, żebyśmy grali – opowiada Arek Drozdowski, gitarzysta i główny wokalista zespołu. 
Co miesiąc rozśpiewane i roztańczone uwielbienie, na które oprawę muzyczną przygotowuje Yam Kinneret, zapełnia kościół
pw. św. Maksymiliana. Jak wyjaśniają muzycy, właśnie to jest jedynym powodem, że grają. 
– Fajnie, że ktoś na ulicy podejdzie, poklepie po ramieniu, powie, że dobrze graliśmy, bo i takie rzeczy się zdarzają. Ale nie o to chodzi. My się tą muzyka modlimy. To ma nas też umacniać. Nie da się grać muzyki religijnej, jeśli nie robi się tego na kolanach – wyjaśnia Łukasz Obojski, gitarzysta. 
– Pieniądze? Sława? To nie dla nas. My gromadzimy profity w innym banku: w niebie – dopowiada z uśmiechem grający na gitarze elektrycznej Grzegorz Goliszek. 


    Rodzinne granie


    Zespół tworzy dziewięcioosobowa grupa przyjaciół. Na co dzień zajmują się przeróżnymi profesjami. Są wśród nich leśnik, sanitariusz, nauczyciel. Łączy ich miłość do muzyki i do Boga. – Życie bez muzyki? Tak mógłby wyglądać czyściec – śmieje się Arek. – Muzyka bardzo nam się „skleiła” z wiarą. To nasza modlitwa, więc jak możemy nie grać, skoro tak zwracamy się do Pana Boga? – pyta retorycznie. 
– Jeśli długo nie gramy, to już mnie nosi, czegoś mi brakuje. Chociaż pracujemy, mamy rodziny, bardzo nam na tym zależy. Grzegorz raz jechał 600 km na motorze, żeby tylko zdążyć zagrać – przyznaje z uśmiechem Łukasz. 
Grają całymi rodzinami. Połowa składu należy do Domowego Kościoła. Najmłodszy członek Yam Kinneret, Zuza, choć ma jedenaście miesięcy, także dzielnie uczestniczy w koncertach. – To normalne, że nasze dzieci włączają się w to, co robimy. Nawet te nastoletnie pociechy aprobują działalność muzyczną rodziców i towarzyszą nam podczas nabożeństw – przyznają muzycy. 
– Dzieci jak dzieci, lepiej zapytaj, co nasi rodzice na to – dopowiada Jola Goliszek. – Byli na jednym z Czasów Chwały. Czuli się trochę nieswojo, bo nie są przyzwyczajeni do tego, że wszyscy są tak otwarci, nie boją się klaskać i skakać na chwałę Panu. Po spotkaniu jeden z naszych ojców powiedział ostrożnie: jeszcze pół godziny i chyba bym się wciągnął. Czyli jest dobrze. Przełamaliśmy barierę wiekową – śmieje się. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół