• facebook
  • rss
  • Ora et labora, czyli niebo i ziemia

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    Nie w okazałej katedrze, lecz w małym, wiejskim kościółku. Święcenia kapłańskie benedyktyńskiego mnicha miały niepowtarzalny charakter.


    Choć w nazwie tego miejsca jest „Kraków”, zamku tam nie uświadczysz. Mowa o Starym Krakowie, niewielkiej miejscowości w gminie Sławno, gdzie od trzech lat tworzy się wspólnota benedyktyńska. Dwóch braci i trzeci, który im się przygląda, kontemplują Boga i hodują kozy i kury. Można więc powiedzieć, że są jedną nogą w niebie, a drugą mocno na ziemi.

    Miała być introligatornia


    Jeszcze dzień wcześniej w regionie szalał „Ksawery”. Mimo to 7 grudnia o godz. 13 niewielki gotycki kościółek wypełnili wierni nie tylko z samego Starego Krakowa, ale także z okolicznych miejscowości. Wszyscy odświętnie ubrani, bo przed tym ołtarzem jeszcze nikt nigdy nie stawał się kapłanem. Atmosfera była podniosła, ale nie pompatyczna, co odzwierciedlało charakter tworzącej się wspólnoty mnichów.
– Może czasami mnisi sprawiają wrażenie jakichś jurajskich endemitów z zamierzchłych epok albo zakapturzonych, odciętych od świata ludzi, kontemplujących aniołów i samych siebie. Nasza reguła ma w końcu 1500 lat. Jednak do istoty naszej tradycji należy nie tylko sama wierność literze reguły, ale także ciągłe odczytywanie jej na nowo – mówi o. Konrad Małys, obecny na święceniach przeor z Tyńca.
Na tym właśnie polega geniusz i Boży duch dzieła św. Benedykta. Regułą napisaną w VI wieku na Monte Cassino można żyć również piętnaście wieków później niedaleko Bałtyku. Charakterystyką mnichów benedyktyńskich jest bowiem to, że zachowując istotę swojego powołania, którą jest poszukiwanie Boga, starają się angażować w potrzeby Kościoła lokalnego, do którego Pan Bóg ich posyła.
Ojciec Piotr Włodyga ze Starego Krakowa pobyt benedyktynów w naszej diecezji nazywa na razie eksperymentem. – W zamyśle ma to być klasztor o charakterze kontemplacyjnym. Jesteśmy jednak otwarci na ludzi i patrzymy na to, do czego nas Pan Bóg prowadzi – tłumaczy. – Kiedy tutaj przyszliśmy, mieliśmy w planie urządzenie introligatorni, bo o. Rafał ma odpowiednie wykształcenie. Ale okazało się, że tutaj, na tym terenie, introligatornia byłaby zamknięciem się na rzeczywistość. Po prostu byśmy siedzieli sami i oprawiali książki. Była natomiast potrzeba pracy z ludźmi – opowiada o. Piotr.
Miejscowi nie mają wątpliwości: – Obecność u nas benedyktynów przynosi wiele owoców. Ludzie mają kapłanów, którzy pobudzili tę miejscowość do życia – przyznaje Ryszard Stachowiak, wójt gminy Sławno. Samorządowiec wymienia szczególnie zaangażowanie w prowadzenie świetlicy wiejskiej dla dzieci, organizację spływów kajakowych czy obozów skautingowych.
Te działania to domena nowo wyświęconego o. Rafała Dudka. – Benedyktyni zaangażowani są w aktywną działalność i to mnie m.in. w nich urzekło. Ja dobrze się czuję w kontakcie z ludźmi – mówi neoprezbiter.
Oprócz działań lokalnych benedyktyni ze Starego Krakowa udzielają się także w diecezji. Ojciec Piotr głosi rekolekcje, konferencje, a także prowadzi grupy wsparcia i wykłady jako profesjonalny trener komunikacji.


    Znaleźć spokój i... herbatę


    Zaangażowanie w konkretne działania nie przeszkadza w prowadzeniu równie konkretnego życia duchowego.
– Mamy tu dość surowy tryb życia – przyznaje o. Piotr. Pobudka jest o godz. 5. Modlitwy poranne trwają prawie do godz. 8. W ciągu dnia mnisi mają czas na pracę, do której zalicza się także zajmowanie się kozami i kurami. Odmawiają wspólnie brewiarz. Jest też czas na ścisłe milczenie, na lekturę i na wspólną rekreację.
Klasztor benedyktyński, także taki mały, to swoiste centrum duchowości; w dodatku otwarte na przyjezdnych. – Poznając diecezję, pytaliśmy księży, po co ewentualnie mieliby tu być benedyktyni. Księża mówili, że przydałoby się miejsce, gdzie można by przyjechać na skupienie. Benedyktyni zawsze są otwarci na ludzi i w klasztorze przyjmują gości. Mamy taki domek, gdzie już można zamieszkać i przygotowujemy się teraz do renowacji większego domu – zapowiada o. Piotr.
W poszukiwaniu ciszy czy rozmowy do benedyktyńskiej oazy w Starym Krakowie mogą przyjeżdżać nie tylko księża. Pokoje gościnne czekają na każdego. – Ludzie przyjeżdżają do nas na dłuższe pobyty lub po prostu na herbatę – cieszy się zakonnik.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół