• facebook
  • rss
  • Można się zdziwić

    dodane 02.01.2014 00:00

    Każdy z nich to inna historia. Łączy ich brak dachu nad głową. W Słupsku jest ich prawie 200. W naszym regionie? Trudno dokładnie określić.

    Bogdan, rocznik ’65. Jak mówi o sobie – fach ma w rękach, przez wiele lat pracował jako murarz-tynkarz. Ostatnio w cegielni w Krakowie. Był nawet w Wielkiej Brytanii. – Tylko tydzień. Uciekłem, bo nie mogłem się tam odnaleźć. Język trzeba znać. Praca przy warzywach to nie dla mnie. To robota dla kobiet – wspomina. Czy czuje się samotny? – Nie, mam tu kolegę, z którym zawsze mogę porozmawiać. Rodzina? Brat mieszka kilkanaście kilometrów od Słupska, więc dach nad głową by się znalazł. – Ale przecież on mnie nie będzie żywił. Na jego wikcie nie będę jechał. A tutaj ja sobie zawsze coś znajdę – tłumaczy.

    Wybierają „wolność”

    Jan, współlokator Bogdana. Kiedy rozmawiamy, owija się kilkoma kołdrami. – Syn kupił mi bilet do Anglii, chciał mnie ściągnąć na stałe. Ale ja nie pojadę, tu mi jest dobrze. Od stycznia wynajmę mieszkanie – mówi. Pracownica socjalna tylko się uśmiecha, bo te zapewnienia słyszy od kilku miesięcy. Pan Jan ma rodzinę: syn, synowa i wnuki mieszkają na Wyspach, raz na kilka miesięcy przyjeżdżają do Polski. Odwiedzają go, ale nie w pustostanie. – Spotykamy się u teścia syna – wyjaśnia. Pan Jan co miesiąc dostaje stały zasiłek – 1200 zł. Wynajmował nawet mieszkanie, ale – jak mówi – nie chce być popychany przez innych. A tak się czuł wśród współlokatorów. Dlatego wybrał wolność... Zdzisław jest bezdomny od kilku lat. Nie mógł znaleźć sobie miejsca po opuszczeniu zakładu karnego. Bez dachu nad głową zostają też często ci, którzy po uzyskaniu pełnoletności opuszczają tzw. domy dziecka. – Nie potrafią odnaleźć się w nowej sytuacji – twierdzi Mariusz Kajewski, prezes słupskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

    Ławka, studzienka i... Kafka

    Takich jak Bogdan, Jan czy Zdzisław jest w Słupsku ok. 200. Często mieszkają w pustostanach, w działkowych altankach czy piwnicach. – Mamy stałe miejsca, gdzie możemy ich spotkać. Często informacje na temat tego, gdzie przebywają bezdomni, dostajemy od mieszkańców – wyjaśnia Karolina Jarmuł, pracownica socjalna słupskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Codzienne spotkania z bezdomnymi to jej chleb powszedni. Zna przypadki, kiedy ludzie bez dachu nad głową zaadaptowali studzienkę kanalizacyjną do potrzeb mieszkalnych. – Jeden pan „zabudował” sobie ławkę w parku, pod którą spał – opowiada. Bezdomny? Brud, smród, alkohol, dworzec – takie skojarzenia padają najczęściej, kiedy zapytamy przypadkowo zatrzymanych przechodniów. Czasami tak rzeczywiście jest, ale często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to tylko część prawdy. – Nieraz zdarzało się, że nasi sponsorzy trafiali do schroniska, bo powinęła im się noga – przyznaje jedna z pracownic słupskiej placówki. O tym, że wizerunek bezdomności często bywa wykrzywiony, może świadczyć lista lektur kilku panów mieszkających przy ul. Leśnej w Słupsku. – Franz Kafka, Bruno Schulz, Edward Stachura. A ja wróciłem do Kraszewskiego. Ostatnio czytaliśmy też ośmioksiąg Suworowa – wyliczają bezdomni. Niejeden człowiek z dachem nad głową powinien się zawstydzić.

    Jak pomóc?

    Kiedy przychodzą mroźne dni i noce, bezdomni szukają schronienia. Najpierw jest ogrzewalnia, gdzie można się wykąpać, napić gorącej kawy i przespać. To miejsce dla osób, które mają problemy z alkoholem. Wielu bezdomnych nie chce z niej skorzystać, woli pustostany. – Nie będę siedział na podłodze, mam problemy ze stawami, tam jest niewygodnie – wyjaśnia pan Jan. Jego współtowarzysz też nie ma ochoty wybrać się do ogrzewalni. – Czy piję? Za kołnierz nie wylewam, czasami jakieś wina się wypije... M. Kajewski przyznaje, że alkohol to częsty problem bezdomnych. – Jeśli ktoś wytrzyma w abstynencji, może liczyć na miejsce w noclegowni, później w schronisku, a następnie w mieszkaniu treningowym. To kolejne kroki wychodzenia z bezdomności. Potem jest już własne mieszkanie – wyjaśnia. Czy to możliwe? – Przez ostatnie 12 lat udało nam się wyprowadzić z bezdomności około 30 osób. Ale pomoc bezdomnym to także realne wsparcie. Na jednym z portali ktoś zapytał: „Jak wspierać?”. – Na przykład przekazując ubrania, których już nie używamy, a są jeszcze w stanie pozwalającym na wykorzystanie. Nie dając żebrzącemu bezdomnemu pieniędzy (!), informując o miejscach pobytu bezdomnych straż miejską lub policję. To takie rady na start – podpowiada Klaudiusz Dyjas, dyrektor słupskiego MOPR. – W styczniu wynajmuję mieszkanie. Zaproszę pana na kawę. W styczniu zacznę nowe życie – deklaruje pan Jan.

    Bezdomność w liczbach

    W Słupsku jest 198 bezdomnych. 80 proc. to mężczyźni, zazwyczaj między 41. a 60. rokiem życia. 45 proc. mieszka w placówkach typu noclegownie, schroniska, reszta szuka schronienia w pustostanach czy altankach. W Koszalinie w minionym roku zanotowano 377 bezdomnych, z czego 317 skorzystało z pomocy TP im. św. Brata Alberta. Bezdomni mogą liczyć też na wsparcie pracowników MOPS. Do Caritas codziennie przychodzi do 180 osób na ciepły posiłek. W Pile zaledwie 15 bezdomnych nie chce skorzystać z różnych form pomocy. 117 osób korzysta np. ze wsparcia Centrum Pomocy Bliźniemu Monar-Markot.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół