• facebook
  • rss
  • Pytam o biedę, nie wyznanie

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 02/2014

    dodane 09.01.2014 00:00

    Oblicza ekumenizmu. O biedzie na Kaukazie, przyjaźni do Polaków i ekumenicznej współpracy z ks. Krzysztofem Kowalem, dyrektorem Caritas Gruzja, rozmawia ks. Wojciech Parfianowicz.

    Ks. Wojciech Parfianowicz: W sumie niewiele wiemy o Gruzji. Najczęściej kojarzymy piosenkę Filipinek „Batumi” i pamiętamy poczciwego czołgistę Grigorija z „Czterech Pancernych”. Z najnowszej historii pozostaje obraz Lecha Kaczyńskiego przemawiającego w Tbilisi podczas konfliktu z Rosją. Jaka jest współczesna Gruzja?

    Ks. Krzysztof Kowal: – To przepiękny, atrakcyjny turystycznie kraj, z bardzo otwartymi i gościnnymi ludźmi. Niestety, jest to kraj postkomunistyczny ze wszystkimi tego konsekwencjami. Układ, który zapewniał wszystko, runął po upadku Związku Radzieckiego. Kraj toczyła korupcja, z którą dopiero w ostatnich latach udało się coś zrobić. Dlatego, mimo ciągłego postępu, biedy w Gruzji nie brakuje.

    Czyli działalność Caritas jest jak najbardziej potrzebna.

    – Zdecydowanie. Wciąż jest wiele do zrobienia, także w sensie zmian systemowych. Ostatnio głośny był przypadek, kiedy w jednej rodzinie roczne dziecko zmarło z głodu. Rodzice uprawiali pomarańcze i mandarynki, które w Gruzji są naprawdę bardzo dobrej jakości. Ale cena zbytu była tak niska, że owoce w skrzynce były mniej warte niż sama skrzynka. Nie byli w stanie wykarmić dziecka.

    Na czym więc polega Wasza działalność?

    – Prowadzimy kilka domów dziecka, dom starców, mamy ambulatorium, centrum rehabilitacyjne oraz kilkadziesiąt punktów medycznych w całym kraju. Mamy też dzienne centrum kształcenia dla dzieci, noclegownie i jadłodajnie dla bezdomnych. Zajmujemy się chorymi w domach. Reagujemy również w sytuacjach nadzwyczajnych, w przypadkach katastrof, a także kształcimy wolontariuszy. W sumie pracuje u nas ok. 250 osób. Prowadzimy też działalność typowo biznesową. Mamy trzy restauracje, piekarnię, cukiernię, lodziarnię czy warsztat samochodowy, które finansują wiele z naszych dzieł.

    Jak to wygląda w praktyce?

    – Na przykład jeśli chodzi o nasze domy dziecka, trafiają tam nie tylko sieroty, ale też dzieci z rodzin patologicznych czy takich, które nie są w stanie się wyżywić. Mamy np. takiego Grzesia, który był szachowym mistrzem Gruzji w swojej kategorii wiekowej. Przez kilka lat żebrał na ulicy. Matka karmiła go tylko chlebem, żeby był chudy i garbaty, żeby źle wyglądał i dzięki temu więcej zbierał. W ten sposób pracował dla całej rodziny. Rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Innym razem dostaliśmy informację o człowieku niepełnosprawnym, który długo nie wychodził z domu, bo nie miał wózka. Zawieźliśmy mu go. Dla tego człowieka ten wózek nie był tylko kwestią podniesienia się fizycznego z łóżka, ale – jak powiedziała jego matka – on podniósł się wewnętrznie. Zachciało mu się żyć. Nie musiał siedzieć w czterech ścianach. Ale nie chcemy tylko doraźnie interweniować. Pracujemy też nad zmianami w prawie, np. nad ustawą dotyczącą niepełnosprawnych, aby ulepszyć infrastrukturę, stworzyć ulgi dla pracodawców. W naszym centrum dzieci uczą się konkretnych zawodów. Staramy się wcielać ideę Caritas w parafiach.

    Niedługo rozpoczyna się kolejny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Jak się prowadzi katolicką Caritas w kraju, gdzie zdecydowana większość ludzi to prawosławni?

    – Po pierwsze – warto powiedzieć, że mimo kilkudziesięciu lat komunizmu Gruzini są nadal bardzo religijni. Może dlatego, że tamtejsze chrześcijaństwo sięga korzeniami do pierwszych wieków. 14 stycznia jest np. wspomnienie św. Nino, apostołki i patronki Gruzji, żyjącej na przełomie III i IV wieku. Kościoły są więc raczej pełne, a wielu wychowanków w naszych domach dziecka ma swoich kierowników duchowych. Rzeczywiście, cała Gruzja to ok. 5 mln ludzi, z czego tylko 1,5 proc. to katolicy. Relacje z prawosławnymi mamy raczej dobre. Większość tych, którym pomagamy, to właśnie prawosławni. U nas jest taka zasada: znajdujesz się w ośrodku Caritas katolickiej, ale nikt cię z tego powodu nie przymusi do zmiany wyznania. Chodzi o unikanie prozelityzmu, że w imię dobra materialnego wpływa się na zmianę wyznania. To byłoby zaprzeczenie idei Caritas. My mamy głosić miłość do wszystkich. Ja nie pytam o wyznanie, tylko o biedę. Jesteś potrzebujący, otrzymujesz pomoc, bezwarunkowo. Wiele projektów realizujemy razem z innymi chrześcijanami. Np. noclegownia i jadłodajnia w Batumi – my to wszystko prowadzimy, duża część pieniędzy pochodzi od pewnej rodziny protestanckiej, a pracownicy są prawosławnymi. Natomiast wśród korzystających z tej pomocy zdarzają się nawet muzułmanie. To nawet więcej niż ekumenizm.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół