• facebook
  • rss
  • O żołnierzach wyklętych w Bobolicach

    Karolina Pawłowska

    dodane 16.01.2014 23:33

    Pasjonaci historii przypominali mieszkańcom Bobolic o walce podziemia niepodległościowego, która toczyła się także na ulicach ich miasta.

    – Powojenna historia Bobolic jest fenomenalna. Przez tak niewielki ośrodek przewinęło się tak wiele organizacji niepodległościowych, które walczyły z systemem komunistycznym. Chyba nie ma drugiej miejscowości na Pomorzu Środkowym z takim bagażem – przyznaje Michał Ruczyński z koszalińskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej.

    O historii tej mieszkańcom Bobolic przypominali członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf” z Koszalina oraz Stowarzyszenie Grupa Działań Lokalnych „Godzisław”. Wraz z IPN-em przygotowali spotkania z młodzieżą w bobolickich szkołach oraz wykład dla dorosłych.

    W Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury opowiadali o najbardziej znanej grupie działającej na terenie miasteczka i okolic, czyli Bojowym Oddziale Armii pod dowództwem Stefana Pabisia, brawurowej akcji odwetowej szwadronu Zdzisława Badochy „Żelaznego”, a także o mniejszych organizacjach i grupach podziemia antykomunistycznego. Jednym z nich była pilska Krajowa Policja Bezpieczeństwa.

    – Mieli bardzo ambitne plany, chcieli przerzucić swojego przedstawiciela do Szwecji, wysadzić pociag relacji Berlin-Moskwa. Tych planów nie udało się zrealizować. Wpadli podczas pierwszej akcji, próby rozbicia posterunku milicji w Tychowie. Aresztowano wówczas ponad 100 osób związanych z organizacją – opowiada Sebastian Catewicz, szef stowarzyszenia „Godzisław”.

    Uczestniczący w spotkaniu starsi mieszkańcy Bobolic rozpoznawali nazwiska swoich sąsiadów sprzed blisko 70 lat.

    – Byłam wtedy dzieckiem, niewiele z tego rozumiałam, chociaż w domu po cichu się o tym mówiło. Pamiętam tę łapankę UB-owców. Miałam może osiem lat, wracałam z kościoła, albo ze szkoły. Mnie też wypytywali, pieniądze oferowali, pamiętam jak dziś mówił mi ten człowiek: dostaniesz sześćdziesiąt złotych. Pomyślałam, że kupiłabym sobie mundurek harcerski, ale powiedziałam, że nic nie wiem – wspomina Teresa Jaworska, która wśród prezentowanych zdjęć rozpoznała Stanisława Marciniuka.

    – W ubiegłym roku w październiku zmarł mój szwagier. Też należał do organizacji. Odsiedział za to 10 lat. A na pogrzebie szwagra żegnał go właśnie Stanisław Marciniuk. To osoby, które my w Bobolicach znamy, pamiętamy o nich – dodaje mieszkanka Bobolic.

    – O tym raczej się nie rozmawiało w przeszłości. Teraz okazuje się, że to niezwykle ważne i interesujące sprawy. Przyjechałam do Bobolic znacznie później, więc wiem tyle, co z opowieści sąsiadów, teścia. Zamierzam dowiedzieć się więcej, bo warto – zapewnia pani Mirosława.

    – To byli ludzie niepokorni, niezłomni. Tworzyli kolejne organizacje niepodległościowe. Kiedy jedna zostawała rozbita, powstawał następna. Część z tych ludzi włączyła się w działania 5 Wileńskiej Brygady AK i prowadziła brawurowe akcje na terenie całego Pomorza. System komunistyczny obchodził się z nimi krwawo, z pominięciem wszelkich zasad i konwencji. Oni również, żeby przetrwać musieli prowadzić twarde działania, wykonywali wyroki śmierci – opowiada o bobolickim podziemiu antykomunistycznym Marcin Maślanka, członek koszalińskiej Grupy Rekonstrukcji „Gryf”, która odtwarza żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady AK.

    Rekonstruktorzy chcą z przyjaciółmi zaprosić mieszkańców Bobolic także do swoistej podróży w czasie. 19 czerwca na ulicach miasta zostanie odegrana inscenizacja przypominająca brawurową akcję oddziału „Żelaznego”. W ramach projektu przygotowywany jest również rajd dla harcerzy z regionu śladami żołnierzy wyklętych.

    – Nasze stowarzyszenie ma na celu upowszechnianie takiej lokalnej historii wśród mieszkańców. Temat żołnierzy wyklętych od kilku lat jest obecny wśród młodzieży, nawet staje się modny. Warto to wykorzystać aby przybliżać historię, ale również wartości, które tym żołnierzom, niewiele starszym od tych, do których mówimy, były bardzo bliskie: patriotyzm, ojczyzna, niepodległość – wyjaśnia Sebastian Catewicz.

    – Mieszkamy na terenach, na których wymieszały się różne tradycje. Nie ma tu takiej wielopokoleniowej tożsamości jak na przykład w centralnej Polsce. Poprzez nasze działania chcemy to poczucie tożsamości budować, także przypominając o działającym tu podziemiu antykomunistycznym – dodaje.

    – Po zakończeniu drugiej wojny światowej propaganda komunistyczna stawiała tych ludzi na równi z bandytami, pospolitymi przestępcami. To było pierwsze „wyklęcie”. Drugie „wyklęcie”  trwało do roku 1990 r., a nawet jeszcze dłużej. W tym roku 1 marca będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzy Wyklętych dopiero po raz czwarty. Dopiero teraz pamięć o nich jest odkłamywana i przywracane jest im należne miejsce w historii – zauważa Michał Ruczyński.

    Jak dodaje także dla historyków takie spotkania z mieszkańcami regionu mają duże znaczenie.

    – Problem polega na tym, że późno zabraliśmy się za ten temat i wielu ze świadków i uczestników tych wydarzeń już nie żyje. Czasami rodziny posiadają jeszcze informacje. Takie spotkania są też okazją do zapytania mieszkańców o to, czy w jakiś sposób mogą wzbogacić naszą wiedzę. Pytamy także o to, czy nie są im znane miejsca pochówków z tamtego okresu – mówi historyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół