• facebook
  • rss
  • Sukces bez jednego wystrzału

    dodane 23.01.2014 00:00

    Przez lata nazywani byli bandytami i przestępcami. Teraz bohaterowie podziemia antykomunistycznego odnajdują należne im miejsce w historii. Także tej lokalnej. 


    O tym, że dla żołnierzy wyklętych wojna nie skończyła się w maju 1945 r. i że swoje działania prowadzili także tutaj, na Pomorzu, przypominali w Bobolicach rekonstruktorzy i miłośnicy historii. 


    Centrum podziemia 


    Nieprzypadkowo właśnie w tym miasteczku. – Powojenna historia Bobolic jest fenomenalna. Przez tak niewielki ośrodek przewinęło się wielu członków różnych organizacji niepodległościowych, które walczyły z systemem komunistycznym. Chyba nie ma takiej drugiej miejscowości na Pomorzu Środkowym z takim bagażem – przyznaje Michał Ruczyński z koszalińskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej. Najbardziej znaną organizacją działająca w miasteczku był Bojowy Oddział Armii, czyli grupa Wołkowyska Armii Krajowej pod dowództwem Stefana Pabisia, która przedostała się na tzw. Ziemie Odzyskane jesienią 1945 r. Około 20-osobowa grupa pod przykrywką Spółdzielni Robotniczej działającej na ul. Spichrzowej 2, 
stworzyła nową siatkę konspiracyjną. Udało im się nawet włączyć do organizacji miejscowe struktury władzy państwowej: współpracowali z miejscową placówką Urzędu Bezpieczeństwa i posterunkiem milicji. Brawurowe akcje BOA trwały w Bobolicach i okolicznych miejscowościach do 18 maja 1946 r. 


    Historia na ulicach


    Odwet za rozbicie BOA trzy dni później weźmie w Bobolicach sam Zdzisław Badocha „Żelazny” i jego szwadron. – Wjeżdżają do miasteczka ze śpiewem „Katiuszy” na ustach. Mają za sobą kilka udanych akcji. Dowiadują się od mieszkanki Ireny Kwiatkowskiej o rozbiciu siatki konspiracyjnej. I tu następują sceny jak z filmu „Pułkownik Kwiatkowski”. „Żelazny” podjeżdża pod posterunek milicji, mówi, że jest wysłannikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z Warszawy i bez jednego strzału rozbraja obsadę posterunku. Ten sam manewr powtarza 200 m dalej w placówce Urzędu Bezpieczeństwa – opowiada o wydarzeniach sprzed blisko 70 lat Marcin Maślanka, członek Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf” z Koszalina, która odtwarza żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK. Historia ta stanie się kanwą inscenizacji, którą wraz z przyjaciółmi zamierzają zaprezentować mieszkańcom Bobolic 19 czerwca. 
– Będzie to odtworzenie akcji nieomalże w tych samych miejscach, gdzie się wydarzyła. Chcemy także, żeby ta inscenizacja stała się wstępem do ogólnopolskiego rajdu śladami żołnierzy wyklętych zorganizowanego dla harcerzy z regionu – zapowiada Mieczysława Brzoza, burmistrz Bobolic.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół