• facebook
  • rss
  • Marzeniom trzeba pomagać

    dodane 23.01.2014 00:00

    Oazowicze w miasteczku na brak pomysłów nie narzekają. Żeby je zrealizować, mogą nawet… nagrać płytę. 


    W pomieszczeniu niewielkiego studia dziewczyny ledwie się mieszczą. Wszystkie są mocno podekscytowane, bo właśnie przyjechały pachnące świeżością krążki. Czasu na zachwyty nie ma za dużo, trzeba dalej zabierać się do pracy. Na przygotowanie się do koncertu promującego płytę zostało niewiele czasu. – Żadnych playbacków nie będzie! – Arek Makowski ze śmiechem zapędza dziewczyny do roboty. 
Producent płyty sam się nie spodziewał, że jego też aż tak wciągnie ten projekt. – Pomysł miał być prosty. Dziewczyny wchodzą do studia, nagrywają 10 utworów z towarzyszeniem gitar, wiolonczeli i bębnów. A nagle okazało się, że wszyscy zaczynamy się doskonale bawić – opowiada. Arek nie tylko zrealizował i zmiksował materiał, ale także przygotował ciekawe, nowe aranże i przekonał dziewczyny, że mogą z siebie wydobyć znacznie więcej niż podczas dotychczasowych występów
– To był nasz pierwszy kontakt z profesjonalistą. Do tej pory po prostu grałyśmy i śpiewałyśmy, jak każda potrafi. A pod okiem profesjonalnego muzyka poprawiłyśmy warsztat, nauczyłyśmy się pokory, cierpliwości i odwagi – przyznaje Kaja Rubik. 
– Poznałyśmy też swoje możliwości, bo niektóre z nas nie wiedziały, że mogą śpiewać nawet o kwintę wyżej – śmieje się Julia Białkowska.


    Oaza? To jest fajne!


    W niewielkim Bornem Sulinowie na Ruch Światło–Życie panuje prawdziwa moda. – To, co najfajniejsze, dzieje się w oazie – kiwają głowami dziewczyny. 
– W szkole stanowimy większość, tworzymy zgraną grupę przyjaciół. Wiemy, że możemy na siebie liczyć, mamy wsparcie i w szkole, i poza nią – dodaje Dagmara Pawlik. 
Nic dziwnego, że w tak zgranej grupie można się pokusić o spełnianie najbardziej szalonych pomysłów. 
– Żadna z nas chyba specjalnie nie wierzyła w to, że będziemy trzymać w ręku naszą własną płytę. Samo wejście do prawdziwego studia nagrań jest jak marzenie. Trzy tygodnie temu powiedziałabym, że to zupełnie niemożliwe. A tu któregoś wieczoru dostaję SMS-a, że o ósmej rano mamy się stawić w studiu – śmieje się Aneta Brzezińska. – Najpierw była euforia. Super, wchodzimy do studia! A potem przerażenie: jako to? Mamy wejść tam i śpiewać? Same?! – wtóruje jej Wiktoria Kusiak.
 W borneńskim Mega Reckords spędziły kilkadziesiąt godzin, wylewając hektolitry potu. Arek nie odpuszczał dziewczynom ani na milimetr. Sobie też. – Nagrania trwały przez kilka dni od rana do wieczora. Potem dziewczyny szły do domu, a my po nocach kleiliśmy materiał, żeby był jak najszybciej gotowy – przyznaje Arek. 
Ulubiona piosenka? – Wszystkie! – odpowiadają chórem. Najwięcej pracy kosztowała za to ostatnia pieśń. – Amen kończące hymn do Ducha Świętego chciałyśmy zaśpiewać w pięciogłosie. Zajęło nam to ogromnie dużo czasu, był moment, że stwierdziłyśmy, że nie, koniec, nie damy rady – mówi Aneta. Ile razy trzeba było nagrywać? – Do samych sopranów było chyba ze 200 podejść – potwierdza Arek. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół