• facebook
  • rss
  • Umowa z Matką Bożą


    dodane 20.03.2014 00:00

    Słowo „przymierze” na ogół kojarzy się z dawnymi czasami. Dla niektórych jednak to codzienność i choć często wiele muszą z siebie dać, dostają znacznie więcej.

    Prawie 80 osób przyjechało do koszalińskiego Centrum Edukacyjno-Formacyjnego na coroczne skupienie wielkopostne Ruchu Szensztackiego. Ruch działa w diecezji od prawie 30 lat, a jego członkowie – zarówno młodzi, jak i starsi zawierają przymierze miłości z Maryją. To jednak nie jest umowa tylko na papierze. To codzienna ciężka praca nad sobą. W zamian Matka Boża odpowiada czasem w zaskakujący sposób. 


    Daję i wymagam


    Przymierze miłości ma być pomocą w wypełnianiu przymierza chrztu świętego, jego aktualizacją w życiu codziennym. Maryja, będąc człowiekiem, swoim życiem uczy, jak wypełniać przymierze z Bogiem. Członkowie Ruchu, właśnie przez Jej naśladowanie, chcą dojść do Boga. 
Paweł i Teresa Jędraszczykowie jeszcze przed ślubem wiedzieli, że ich droga do Niego musi prowadzić przez Maryję. – Znaliśmy się od dzieciństwa, ale tak naprawdę zaczęliśmy poważnie rozmawiać dopiero na pielgrzymce do Częstochowy. Po jakimś czasie wzięliśmy ślub. W poprawiny zostawiliśmy gości i pojechaliśmy na Jasną Górę pociągiem. Tam całe życie zawierzyliśmy Maryi. Przymierze miłości zawarliśmy w 1987 r., bo chcieliśmy zaznaczyć, że mamy umowę z Matką Bożą – przyznają. 
Nie mają wątpliwości, że ta umowa realizuje się codziennie. –  Był taki czas, że sytuacja w mojej pracy zaczęła być niepewna. Mieliśmy trójkę dzieci i stare dwupokojowe mieszkanie. Nie wiedzieliśmy, co będzie. Nagle, nie wiadomo skąd, dostaliśmy propozycję większego mieszkania na bardzo korzystnych warunkach. Odbieramy to jako interwencję Matki Bożej – mówi pan Paweł. 
Były też gorsze sytuacje. – Jestem dyżurnym ruchu. Każdą służbę zaczynam modlitwą. Pewnego dnia doszło do wypadku. Z mojej winy wykoleił się wagon towarowy. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale poczułem się wtedy przyciśnięty do ściany. Jeśli jesteś zagrożony, bo na przykład możesz zostać bez pracy, wtedy dopiero sztuką jest trwać w tym przymierzu. Zostawiłem to wszystko Matce Bożej i doświadczyłem wielkiego dobra od ludzi. Na szczęście pracuję dalej, ale to była ważna lekcja. Czasem jesteśmy zmęczeni, nie zawsze w pełni sił i trzeba z pokorą przyjąć, że jesteśmy tylko ludźmi, ale Pan Bóg chce nas wychowywać. To przymierze i taka codzienna dyscyplina mają w tym pomagać – wyjaśnia. – Zdarza się, że ludzie w pracy przychodzą, bo chcą się poradzić. Widzą, że mam dyscyplinę wewnętrzną. To wszystko dzięki współpracy z Matką Bożą. Tak naprawdę ciągle trzeba nad sobą pracować, ale to przynosi efekty – dodaje. 


    CiociU, 
kiedy będzie pacierz?


    Ewa i Tadeusz Szarwarkowie z Mścic zawarli przymierze miłości w 1992 r. – W przymierzu mamy okazję udowodnić Maryi, że naprawdę Ją kochamy. Każdego dnia powierzamy Jej nasze trudności, cierpienia, ale też to, co się udało. W zamian za to Ona nas prowadzi – przyznają. – To było bardzo duże wsparcie, szczególnie kiedy dzieci były małe. Nieraz było nam trudno finansowo. Jednak zawsze mieliśmy wsparcie ze strony rodzin ze wspólnoty i Matki Bożej. Zawsze jakoś udawało się te kryzysy pokonać – przyznają. 
Swoje małżeństwo od samego początku opierali na Panu Bogu i wspólnej modlitwie.
– Kiedy dzieci były małe, codziennie klękaliśmy razem do pacierza. Często było tak, że dzieci sąsiadów z klatki wołały: „Ciociu, kiedy będzie pacierz? Bo my też chcemy!”. To był piękny widok, kiedy modliliśmy się razem – wspominają. 
Dziś widać efekty życia z Bogiem i przymierza miłości. – Jesteśmy 33 lata po ślubie. Nasze dzieci czasem mówią, że są nam wdzięczne, bo widzą, że się kochamy i szanujemy. Praca nad sobą i życie w przymierzu są wymagające, ale bardzo się cieszymy, że widać ich owoce – mówią zgodnie.




    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół