Nowy numer 16/2018 Archiwum

Dotknąć swoich ran

Wydaje się, że przez poronienie cierpią tylko matki. To nieprawda. To cios także dla ojców. Bez ich wsparcia, czasem również ich łez, może umrzeć też małżeństwo.


W Polsce rocznie przed narodzeniem umiera ponad 36 tys. dzieci. Każdego dnia spotykamy na ulicy ludzi, którzy stracili dziecko, zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Taka utrata to dla obojga rodziców śmierć kogoś najbliższego. Choć przeżywają poronienie w inny sposób, ważne jest, by przez żałobę przeszli razem. Tego dotyczyła konferencja pt. „Nie wstydzić się łez – serce po stracie dziecka”, która odbyła się w siedzibie „Civitas Christiana” w Słupsku. 


Wspierać, słuchać, być


Marta Krasnoborska poroniła Marysię w 23. tygodniu ciąży. Miała to szczęście, że mąż był przy niej cały czas. – Kobieta staje się matką, kiedy tylko dowiaduje się, że jest w ciąży. Już wtedy tworzy się relacja między nią a dzieckiem. Matka gładzi brzuch, planuje już, do jakiego ono będzie chodziło przedszkola. Gdy dziecko umiera, matka cierpi też jako kobieta, bo czuje się niepełnowartościowa, gorsza. Czuje, że zawiodła. W tym momencie bardzo potrzebuje wsparcia męża. On musi wzmocnić jej poczucie własnej wartości – opowiada pani Marta. Jak przyznaje, wtedy ważne są zapewnienia męża, że żona jest dla niego nadal piękną kobietą, że nie straciła nic z kobiecości i że dla niego wciąż jest bezcenna. 
Przeżywanie żałoby wymaga jednak cierpliwości. – Trzeba dać kobiecie czas i jej słuchać. Mężczyźni chcą od razu działać. Kiedy jest problem, chcą go rozwiązać, a tego problemu nie da się rozwiązać w jeden dzień – przyznaje. Przyznaje również, że bardzo ważna jest obecność najbliższej osoby. – Nie trzeba nic mówić, tylko czasem potrzymać za rękę. Mój mąż był przy mnie, milczał, ale pozwalał mi mówić i za to jestem mu wdzięczna – dodaje.
Trzeba jednak pamiętać, że poronienie to też rana zadana ojcostwu i męskości. Jednak wielu mężczyzn ukrywa swoje uczucia, także przed swoimi żonami. Chcą być silni, więc sami sobie zabraniają przeżywania żałoby. – Stracie dziecka towarzyszą trudne i niepowtarzalne uczucia. Nawet trudno się spierać, kto bardziej ją przeżywa – kobieta czy mężczyzna. Mężczyzna ma większą tendencję, żeby działać, ale mniejszą, żeby to wypłakać, czyli przeżyć i dotknąć tej sprawy – wyjaśnia o. Piotr Włodyga, trener komunikacji. 
Statystyki pokazują, że strata dziecka często staje się powodem rozpadu małżeństwa. – To nie jest jednorazowe wydarzenie. Małżeństwo przecież wcześniej przygotowuje się do bycia rodzicami. Te łzy są utkane z czegoś o wiele więcej niż tylko z momentu obumarcia ciąży. Zdarza się, że na terapiach małżeńskich po kilkunastu latach dopiero zaczyna się mówić o poronieniu. Okazuje się, że ta strata jest w ogóle niedotknięta – przyznaje. 
Taka śmierć może odcisnąć się piętnem na relacjach z kolejnymi dziećmi. Mężczyźni, w obawie przed zranieniem, mogą unikać kontaktu z nimi. Zdarza się też, że popadają w drugą skrajność, jaką jest nadopiekuńczość. 


Trzeba budować świadomość


W spotkaniu wzięli udział m.in. Rycerze Kolumba oraz członkowie „Civitas Christiana”. – Musicie wywierać wpływ i wspierać działania o charakterze społecznym. Chodzi tu o falę społecznego wsparcia. Ważne też, żeby podjąć działania duchowe. Nie tylko modlitwę, ale też duchową bliskość z człowiekiem po stracie, otoczenie go troską. Trzeba powiedzieć „nie” wykluczeniu. Rodzina, która przeżyła stratę dziecka, nie może zostać sama – przekonuje o. Włodyga. 
Dla tych mężczyzn była to ważna nauka. – Sam jestem szczęśliwym ojcem pięciorga dzieci i ominęło mnie nieszczęście straty dziecka, ale teraz widzę wyraźniej, że trzeba być otwartym na innych, bo być może jest obok ktoś, kto przeżywa tragedię. Dzięki spotkaniu więcej wiem, jak pomóc, bo popularne słowa „będzie dobrze” po prostu ranią – przyznaje Marek Ziętek.
Jego zdaniem, mężczyznom trudno zrozumieć, że kobieta przeżywa wszystko inaczej. – Często jest tak też w zwykłych sprawach domowych. Mężczyźni przechodzą nad czymś do porządku dziennego, a na kobiecie ta sama sytuacja wyciska piętno. Dlatego tym bardziej ma to miejsce w obliczu straty dziecka. Musimy pamiętać, żebyśmy my, mężczyźni, próbowali się bardziej wczuć i zrozumieć nasze żony – dodaje. 
Wśród prelegentów znalazła się także Katarzyna Bassel-Jazgar, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Koszalinie oraz Alicja Górska, dyrektor Radia Plus Koszalin, zaangażowana w kampanię społeczną „Nasze na zawsze”. 


„Nasze na zawsze”


W ramach tej koszalińskiej kampanii społecznej w 2011 r. został powołany Komitet Budowy Pomnika Dzieci Utraconych. Dzięki niej udało się również opracować procedury pochówku dzieci utraconych, pozostawionych przez rodziców w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie. Pogrzeby odbywają się dwa razy w roku. Do tej pory pochowano ponad 2100 dzieci. Owocem kampanii są także katechezy, szkolenia dla położnych oraz grupa wsparcia dla rodziców po stracie. 


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma