• facebook
  • rss
  • Biała komża – trendy czy passé?

    dodane 08.05.2014 00:00

    Są w różnym wieku, uczą się w różnych szkołach, wykonują różne zawody. Ich obecność wydaje się oczywista, dlatego na Mszy św. bez ministrantów jest jakoś pusto.

    Zazwyczaj widać ich w prezbiterium. Jednak 1 maja przyjechało ich do Koszalina tylu, że wypełnili niemal całą kaplicę seminaryjną. Oprócz Mszy św. i pierwszego w tym roku nabożeństwa majowego, na ministrantów podczas zjazdu czekały różne atrakcje. Z koncertem i świadectwem wystąpił nawrócony raper Mr Frenchman. Były też pokazy strażaków oraz konkurs liturgiczny. Kilkuset ministrantów w jednym miejscu robi wrażenie. Jednak rzeczywistość jest taka, że jest ich w parafiach mniej niż przed laty. Są nawet miejsca, gdzie niemal brak chętnych do założenia białej komży. Przyczyn jest pewnie wiele.

    Priorytety

    – Dzisiaj młodzi ludzie mają bardzo dużo zajęć, zarówno w szkole, jak i poza nią – przyznaje ks. Paweł Byczkowski z Miastka. Inny duszpasterz, który na co dzień zajmuje się ministrantami, widzi problem w zachwianej hierarchii wartości: – Najpierw są wszystkie inne sprawy: taniec, język, gitara, a dopiero jak zostanie trochę czasu, to może starczy go dla Pana Boga. Są jednak tacy młodzi ludzie, którzy sami, choć pewnie też nie bez pomocy dorosłych, widzą rzeczywistość nieco inaczej. – Jak znaleźć czas na bycie ministrantem? Kiedy ustalam rozkład moich zajęć, to pierwszym punktem, jaki wyznaczam, jest moja Msza w tygodniu. Zaczynam po prostu od najważniejszych rzeczy – tłumaczy Michał Purkiewicz, gimnazjalista, który służy w parafii oo. franciszkanów w Koszalinie.

    Konkurencja

    Duszpasterze przyznają, że służba przy ołtarzu już dawno przestała być dla młodzieży jedyną „atrakcją”. – Trzeba więc ciągle szukać sposobów, żeby przyciągnąć młodych – mówi o. Paweł Zyskowski, redemptorysta ze Szczecinka. – Musi być coś oprócz liturgii: piłka nożna, wyjazd, ognisko, wspólne oglądanie meczu – zauważa ks. Byczkowski. – Warto też stawiać na braterstwo. Ja do tej pory mam przyjaciół z czasów, kiedy byłem ministrantem. Próbuję to przeszczepić moim chłopcom. Powtarzam im, że nie tylko razem służymy, ale też tworzymy paczkę i w razie czego pójdziemy za sobą w ogień – mówi o. Zyskowski. Jak zauważają niektórzy opiekunowie ministrantów, poszukiwanie sposobów na przyciągnięcie młodych do ołtarza nie może jednak spłycić natury tej posługi. Grupa ministrantów to nie drużyna piłkarska, która zamiast klubu, reprezentuje parafię. Wielu przyznaje, że bycie ministrantem to dla nich coś więcej. – Bardziej odkrywam Pana Boga. Zmieniła się też moja modlitwa. Już nie tylko odmawiam modlitwy, ale rozmawiam z Bogiem własnymi słowami – mówi Bartek Wiktorczyk z Miastka. – Jestem ministrantem, bo chcę być bliżej Pana Boga – przyznaje Kuba Dąbrowski ze Słupska.

    Fascynacja

    Mimo zmieniających się okoliczności, wciąż są tacy, dla których być ministrantem to brzmi dumnie. Wielu z tych, którzy przyjechali 1 maja do seminarium, miało to wypisane na twarzy. – Zawsze marzyłem, żeby być ministrantem. Noszę kielich, chodzę z wodą, dzwonię – mówi z przejęciem Hubert Król, 9-latek z Miastka. Podobnie gimnazjaliści, którzy wzięli udział w konkursie liturgicznym, zafascynowani liturgią, potrafią zadziwić swą wiedzą niejednego kleryka i księdza. – Lubię sobie poczytać Mszał..., ale spokojnie – Tolkiena też lubię – śmieje się Dawid Bronszkiewicz z Piły.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół