• facebook
  • rss
  • Strażnicy wartości

    dodane 15.05.2014 00:00

    Na pozór wydaje się, że nic ich nie łączy. Różnią się wiekiem, wyglądem i miejscem pracy. Mają jednak coś wspólnego – te same priorytety.


    Siedem osób z naszej diecezji otrzymało tytuł Ambasadora Życia i Rodziny. Honorowane są nim osoby cieszące się powszechnym autorytetem, które swoim życiem pokazują przywiązanie do wartości życia i rodziny. Tytuł ten ma też zachęcić do dalszego wspierania działań i inicjatyw prorodzinnych. 
– To nie jest tytuł, który ma wyróżniać, ale ma być przede wszystkim zobowiązaniem, które te osoby biorą na siebie – wyjaśnia Jacek Sapa, prezes Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny. – Z jednej strony jest on oczywistością, bo przyznajemy go osobom, które na co dzień żyją i wyznają wartości związane z rodziną. Z drugiej, liczymy, że ambasadorzy wesprą środowisko, które już dosyć prężnie zaczyna funkcjonować na terenie całego województwa – dodaje. 


    Pielęgnować miłość


    Ambasadorem została Magdalena Muszyńska-Płaskowicz, która z zawodu jest aktorką, a na co dzień pracuje jako coach. Studiuje też teologię. – Jestem bardzo wdzięczna kapitule, że mogę zobowiązać się do pielęgnowania wartości życia i rodziny. Usłyszałam ostatnio na jednym z wykładów, że zostaliśmy zaproszeni przez Pana Boga do aktu tworzenia. To wielkie zobowiązanie, bo i zaproszenie jest z bardzo wysokiego poziomu. Zastanowiłam się wtedy, co ja mogę wnieść w tej sferze i uznałam, że największą wartością, jaką chciałabym pielęgnować, jest miłość – mówi. – Mam to szczęście, że mam wspaniałą rodzinę, więc w takich okolicznościach czasem traci się czujność, gdzie tej miłości brakuje. Zobowiązuję się jako ambasador, żeby dostrzegać, uczyć się i rozwijać tę miłość, nie tylko w swojej rodzinie, ale też w każdym środowisku, w którym przyjdzie mi działać – dodaje.
Ambasadorem został także bp Edward Dajczak. – Tak naprawdę to żadna zasługa z mojej strony, bo nie wyobrażam sobie biskupa, który nie troszczy się o życie i rodzinę – przyznaje. – Usłyszałem niedawno od jednej znajomej, że ona mając 60 lat, ciągle odczuwa brak miłości swojego ojca. Zrozumiałem wtedy znów, że wszystkie niedostatki miłości niesie się ze sobą bardzo długo i są one bolesne. Nie można znaleźć lepszej służby niż przyczynianie się do tego, żeby ludzie mogli mówić dobrze o swojej rodzinie, obdarowując tym dobrem też następnych. Temu będę do końca służył. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół