• facebook
  • rss
  • Jako człowiek nie pozwalam

    dodane 22.05.2014 00:00

    – Jeśli nie chronimy życia w pełni, to nie będziemy w stanie zatrzymać poszerzania się prawa do zabijania ludzi – przekonuje Kaja Godek, działaczka Fundacji Pro – Prawo do Życia.

    Prolajferka była gościem w koszalińskim Domu Samotnej Matki. Mówiła o ubiegłorocznym projekcie obywatelskim dotyczącym zakazu stosowania aborcji z przyczyn eugenicznych. Przedstawiała również nową inicjatywę ustawodawczą, z którą właśnie wystartowała fundacja.

    Przeciwko aborcji…

    Cała Polska poznała Kaję Godek, śledząc parlamentarną debatę na temat aborcji. Jako pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”, z sejmowej mównicy nie zawahała się nazwać aborcji po imieniu: zabijaniem dzieci. – Wydaje mi się, że powiedziałam w przestrzeni publicznej coś, co jest oczywiste. Mówię to, co myśli wiele osób, chociaż próbuje nam się wmówić, że jest zupełnie inaczej – zauważa Kaja Godek. Obywatelski projekt ustawy zakładał wprowadzenie zakazu wykonywania tzw. aborcji eugenicznej, czyli przerywania ciąży z powodu nieuleczalnej choroby płodu. Ustawa nie precyzuje, ani jak duże musi być prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu, ani na czym ma polegać to uszkodzenie. Nie wiadomo więc, czy na podstawie badań wskazujących na prawdopodobieństwo nie zabija się przynajmniej niektórych zdrowych dzieci. Kaja Godek sama jest mamą dwójki dzieci, w tym pięcioletniego chłopca cierpiącego na zespół Downa. – To najczęściej występująca wada i najłatwiejsza do wykrycia w okresie ciąży. Ale statystycznie połowa tych ludzi dotknięta byłaby upośledzeniem lekkim lub umiarkowanym, nie głębokim i ciężkim. Tego akurat nie da się stwierdzić badaniami prenatalnymi, bo poziom inteligencji zależy od bardzo wielu czynników – zauważa Kaja Godek. Pod projektem obywatelskim podpisało się pół miliona osób. Posłowie zlekceważyli ich głosy, odrzucając projekt w pierwszym czytaniu. Prolajferka zauważa, że sama jednak kampania przyniosła dobre skutki. – Po pierwsze to, że ludzie zaczęli rozmawiać na ten temat i słuchać naszych argumentów. Udało się w trakcie kampanii i w trakcie debaty powiedzieć kilka rzeczy, których wcześniej się nie mówiło. Wiem, że ogromne wrażenie robiło na ludziach to, kiedy się dowiedzieli, że aborcje eugeniczne przeprowadzane są w 5. i 6. miesiącu ciąży. Udało się także powiedzieć o metodach dokonywania aborcji, o urodzeniach żywych, o sytuacji położnych i lekarzy – wylicza.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół