• facebook
  • rss
  • Żelaźni i rozważni

    dodane 22.05.2014 00:00

    Lubią ryk silników i kochają zapach benzyny, Ale mówią stanowcze „nie” drogowym piratom. - Bezpieczeństwo to podstawa - powtarzali motocykliści.

    Działające tutaj Bractwo Motocyklowe „Żelazny” zaprosiło mieszkańców i przyjaciół na majówkę na dwóch kółkach pod hasłem „Bezpieczni na drodze”. Najpierw, wzbudzając niekłamane zainteresowanie i podziw mieszkańców miasteczka, ponad setka motocyklistów zaparkowała swoje stalowe rumaki pod karlińskim kościołem, żeby podczas Mszy św. modlić się o bezpieczeństwo i prosić o błogosławieństwo.

    - To „wsparcie z góry” zawsze jest potrzebne, ale nie można wszystkiego zrzucać na Opatrzność Bożą. Tak jak w innych dziedzinach życia na motorze potrzebny jest rozsądek - mówi Dariusz Kozajda z „Żelaznego”. - To motto naszego działania. Współpracujemy z Zachodniopomorskim Ośrodkiem Ruchu Drogowego w Koszalinie oraz innymi organizacjami propagującymi bezpieczeństwo na drodze. Jesienią przypominamy o konieczności bycia widocznym na drodze, cyklicznie organizujemy szkolenia w zakresie jazdy zgodnej z przepisami oraz udzielania pierwszej pomocy - dodaje Maciej Danowski, szef karlińskiego bractwa. Jak mówi, w ten sposób nie tylko dbają o bezpieczeństwo, ale przełamują stereotyp motocyklisty - pirata drogowego. - Takich niestety cały czas się spotyka. My staramy się propagować zdrowe, bezpieczne jeżdżenie. Jesteśmy zdyscyplinowani, oznakowani, przestrzegamy zasad - potwierdza Edyta Znyk, jedna z sześciu kobiet należących do karlińskiego bractwa. I dodaje: - Szlag mnie trafia, jak widzę kogoś na motorze, kto slalomem pędzi między samochodami albo jedzie na tylnym kole. Motor to nie zabawka.

    pielgrzymi na dwóch kółkach

    To zdecydowanie coś więcej. – O motor trzeba dbać. Jak się człowiek decyduje, to chucha i dmucha, żeby słońce się pięknie w chromie odbijało - śmieje się Remigiusz z Sianowa, pracowicie pucując lakier. Jeździ od 4 lat i, jak mówi, wszystko to przez żonę. - Tak, to moja wina. Poszłam na prawo jazdy i mąż mi pozazdrościł. Zaraz za mną pobiegł - przyznaje Lidka. Drobna brunetka o wielkich motorach marzyła od zawsze. - Pierwszy motor zobaczyłam w Berlinie Zachodnim. To był piękny, czarny harley. Szczęka mi opadła do ziemi. Teraz już mi się po nocach nie śni, bo zwyciężył zmysł praktyczny: za ciężki, wszystko w calach. Wolę mojego drag stara - mówi, z dumą prezentując swoją maszynę. Podczas tegorocznej majówki kawalkadę motorów jadących do Białogardu, gdzie zaplanowano postój na placu Wolności, zaskoczyła ulewa. Zła pogoda nie popsuła jednak humorów. - Aura nawiązała do powstania nazwy bractwa. Dwa lata temu grupa motocyklowych zapaleńców jeździła motorami, nie zważając na pogodę, i w związku z żelaznym charakterem tak postanowili się nazwać - śmieje się Maciej Danowski. - Taki deszcz to nic. Jak wracaliśmy z Kotliny Kłodzkiej i przez 120 km lało niemiłosiernie, to wszystko można było wykręcać - zapewnia Dariusz Kozajda, opowiadając o niedawnej pielgrzymce motocyklistów do wambierzyckiego sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin. - Bo jesteśmy takim rodzinnym bractwem. To była dla nas bardzo ważna wyprawa. Część z nas odnowiła w sanktuarium nawet swoje małżeńskie przysięgi - dodaje.

    Dla myślących

    - Bywa, że jeżdżenie na motorze ma swoje minusy - śmieje się Piotr Woś, przemoczony do suchej nitki zastępca karlińskiego burmistrza. Jak przyznaje, jednak zawsze chętnie zamienia garnitur na „motorowe” ubranie, choć nie tak często, jak by chciał. - Cztery lata temu wróciłem do pasji z młodości. Prawie 16 lat nie jeździłem. Ale okazało się, że miłość do motorów nie przeszła - opowiada.

    W karlińskim magistracie nie on jeden należy do bractwa. Na motorze jeździ także jego szef. - Może jeszcze nie wszyscy kierowcy samochodów dobrze nas odbierają, ale to się zmienia. Myślę, że również dzięki takim działaniom jak ta majówka - mówi o bezpieczeństwie na drodze. Mariusz Chrzanowski do bractwa nie należy, ale i on przyznaje, że motocykliści-piraci drogowi odchodzą do lamusa.

    - Stereotyp złych chłopców na motorach chyba już należy do przeszłości - mówi szczęśliwy posiadacz junaka. - Z tym kultowym motorem łączy go już tylko ten napis. To jest nowy model z 2010 r. - tłumaczy, zasypując szczegółami technicznymi dokonanych udoskonaleń w swojej maszynie. Bo motor to prawdziwa pasja, a nie tylko przejażdżki. - To jest chyba jedyna forma wolności w tej chwili. Wiatr we włosach, mucha w zębach - wyjaśnia z uśmiechem. - Samochód nie daje tego poczucia. Tyle że w aucie chronią nas pasy bezpieczeństwa, karoseria. Tu nie ma nic. Miałem raz przyjemność wyłożyć się przy prędkości 50 km/h. Skutki odczuwałem przez dobry miesiąc, a i tak się cieszyłem, że niczego nie połamałem. Ale to też ma swoje plusy. Motor uczy pokory. Człowiek zaczyna bardziej szanować życie swoje i cudze - tłumaczy. - I wiek tu nie ma żadnego znaczenia. Można być starym i głupim, a można też młodym i rozważnym. Motor jest dla wszystkich… myślących - dodaje Piotr Woś.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół