• facebook
  • rss
  • Szli na Zachód osadnicy

    dodane 22.05.2014 00:00

    Moi rodzice też przyjechali takim transportem na tzw. Ziemie Odzyskane. Cieszyliby się, że ktoś pamięta o ich cichym, codziennym bohaterstwie – mówi, nie ukrywając wzruszenia, pani Ewa, która przyszła obejrzeć inscenizację.

    Opowiadali, że tak samo wysiadali z pociągu z tobołkami. Nie wiedzieli, czego właściwie się spodziewać i jakie będzie to nowe życie. Mnie jeszcze trochę zdążyli opowiedzieć, ale wnuki nie mają o tym pojęcia. Dobrze, że mogły chociaż obejrzeć takie przedstawienie – dodaje kobieta. A było na co popatrzeć. To największe, jak dotąd, widowisko plenerowe, jakie przygotowali w Koszalinie pasjonaci historii. Wzięło w nim udział ponad 70 aktorów, wcielających się w żołnierzy i cywilów, których losy krzyżowały się w 1945 r. w mieście. Nie zabrakło scen, które przybliżały licznie przybyłym na dworzec koszalińskiej kolejki wąskotorowej widzom klimat końca wojny i pierwszych dni polskiego Koszalina. Byli wycofujący się żołnierze niemieccy, zwycięscy czerwonoarmiści oraz ułani z 1. Warszawskiej Dywizji Kawalerii, którzy jako jedni z pierwszych przedstawicieli Wojska Polskiego pojawili się w Koszalinie po zakończeniu II wojny światowej.

    – Warto wiedzieć, że zdobycie Koszalina zostało z rozkazu Stalina uczczone w Moskwie salutem 20 salw artyleryjskich z 224 dział. Fakt ten jest historycznie potwierdzony. Rozkaz Stalina o zdobyciu Koszalina opublikowany został w radzieckiej „Prawdzie” 5 marca 1945 r. Nie wiadomo dlaczego Stalin tak wyróżnił Koszalin. Był jeszcze osobny rozkaz dla wojsk 1. frontu białoruskiego, gdzie wymieniono wiele miejscowości leżących na Pomorzu: Szczecinek, Drawsko, Czaplinek. W przypadku tych miast również oddano salut honorowy w Moskwie. Drugi rozkaz dotyczył tylko Koszalina – opowiada dr Wojciech Grobelski, historyk wojskowości, który te „żywe” obrazy odgrywane przez konstruktorów opatrzył fachowym komentarzem.

    Odtworzono także sceny oddające klimat zaprowadzania nowego, radzieckiego porządku. – Mówi się, że centrum miasta zostało ponownie podpalone w kilka dni po walkach, specjalnie dla potrzeb filmu dokumentalnego, który miał przedstawić heroizm Armii Czerwonej w walkach na Pomorzu. Rzeczywiście istnieją fragmenty takiego filmu, który pokazuje wjazd czołgów do Koszalina i walki o dworzec kolejowy. Wśród płomieni widoczna jest tablica z napisem Köslin – dodaje dr Grobelski.

    Sam także jest potomkiem pierwszych mieszkańców miasta. – Moja mama z dziadkami przyjechała tu w 1947 r. Często właśnie z ich wspomnień czerpałem wiedzę o tamtych czasach, kiedy Koszalin oficjalnie był już polski, ale miał jeszcze wciąż stary niemiecki charakter i panowała tutaj jeszcze władza radziecka. Niemców było już stosunkowo mało, Rosjanie rządzili się jak chcieli i w tym wszystkim znajdowali się osadnicy przyjeżdżający z różnych stron. Tu był wielki tygiel narodowościowy – dodaje historyk. To właśnie osadników postanowili uczcić swoim widowiskiem rekonstruktorzy. – Już w ubiegłym roku zastanawialiśmy się nad podobną inscenizacją. Zaczęły do nas dochodzić głosy, że miłośnicy historii widzą przeszłość tylko przez pryzmat wojen. Dlatego zależało nam, żeby tym razem pokazać coś innego – mówi Zbigniew Izraelski, prezes Bałtyckiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Perun”, odpowiadający za całość przedsięwzięcia.

    Pomysł zbiegł się z decyzją koszalińskiej Rady Miasta, która postanowiła zmienić datę świętowania Dnia Pioniera z 4 marca na 10 maja. Tego dnia bowiem do miasta przybyła pierwsza, licząca pół tysiąca osób grupa osadników z Gniezna. Klimat widowiska zapewniła duża dbałość o szczegóły i rozmach przedsięwzięcia. Na dworzec koszalińskiej kolejki wąskotorowej wjechały nawet umajone i przystrojone w biało-czerwone barwy wagoniki z „gnieźniakami”.

    Wśród tych, którzy wysiedli na dworcu byli Rafał Semołonik i Filip Kiciński z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf”. Tym razem – zamiast w mundury, w których zwykle biorą udział w inscenizacjach – ubrani w habity. – Franciszkanie – o. Nikodem Szałankiewicz i o. Antoni Książek wprawdzie nie przyjechali tym pierwszym transportem, ale pomyśleliśmy, że warto zaznaczyć niebagatelną rolę franciszkanów, którzy już w tych pierwszych miesiącach zajęli się organizowaniem w polskim Koszalinie posługi duszpasterskiej – mówi Rafał Semołonik.

    Pierwsza grupa franciszkanów przyjechała do Koszalina 25 maja 1945 r. Zapewniali opiekę duszpasterską nie tylko koszalinianom, ale i mieszkańcom okolicznych miejscowości. – Do 1949 r. nie było tu innych księży. To były trudne czasy na trudnej ziemi i nie należy zapominać o wkładzie także duchownych w budowę polskości na tych terenach – dodaje rekonstruktor. Widowisko przygotowały BSMH „Perun”, Towarzystwo Miłośników Kolejki Wąskotorowej i Urząd Miasta Koszalin

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół