• facebook
  • rss
  • Skrzatuskie łobuziaki

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    Czasami jedno dziecko biegające po kościele potrafi wszystkim dać w kość. Kiedy są ich
3 tysiące, potrzeba
„superniani” w postaci Matki Boskiej, aby je okiełznać. 


    Oczywiście nie wszystko było takie idealne. Podczas Mszy św. czy adoracji dało się czasami słyszeć błagalne jęczenie: „Kiedy pójdziemy na popcorn?” albo „Długo jeszcze?”. Jednak momenty ciszy, kiedy większość z 3 tys. rozbrykanych dzieciaków potrafiła wstrzymać oddech i trwać na modlitwie, robiły wrażenie.

    – Jak się człowiek modli, to nie jest nudno – przyznaje Justyna Fryca, szóstoklasistka z Dretynia.
– Jestem przekonany, że dzieci po swojemu docierają do głębi. Oczywiście w tak wielkiej grupie jest to trudniejsze, ale dzieci naprawdę potrafią reagować sercem. Jestem przekonany, że dzisiaj, w momentach ciszy, one swoje Panu Bogu powiedziały – nie krył radości ze skrzatuskiego spotkania bp Edward Dajczak.
Jak przyznają opiekunowie dzieci, głoszenie im Ewangelii nie jest proste. Jednak aby do nich trafić, wcale nie trzeba infantylizować przekazu, czy robić z siebie przysłowiowego wariata. 
– To nie zabawa – mówi o Mszy świętej Bartek Glinka, trzecioklasista ze Sławska. 
– Czasami myślimy, że przy dzieciach musimy zejść do ich poziomu, czyli mówić w sposób dziecięcy. Ale one naprawdę sporo rozumieją – tłumaczy ks. Marcin Piotrowski, jeden z organizatorów diecezjalnego Dnia Dziecka. 
– Można być poważnym, byle nie nadętym – śmieje się s. Izabela, franciszkanka z Darłowa, po czym dodaje: – Najważniejsza jest autentyczność. Jeśli dzieci widzą, że Pan Jezus jest kimś ważnym także dla mnie, to wtedy słuchają tego, co mówię. Doskonale potrafią wyczuć fałsz. Są pod tym względem najlepszymi psychologiami. Wiedzą, kiedy ktoś ściemnia.

    
Także podczas spotkania w Skrzatuszu niejednokrotnie okazywało się, że skupienie i utrzymanie uwagi dzieci to ogromna sztuka. – Coraz trudniej jest docierać do dzieci ze słowem, ponieważ ich świat jest coraz bardziej medialny i obrazkowy. Niełatwo przychodzi im słuchanie. Potrzebują obrazu – zauważa ks. Wojciech Filimon, proboszcz ze Sławska.
Dlatego organizatorzy Dnia Dziecka przygotowali np. nietypowy sposób głoszenia Ewangelii podczas Mszy św. Oprócz tekstu odczytywanego z lekcjonarza, grupa dzieci równolegle odgrywała scenkę, w tym przypadku wesela w Kanie Galilejskiej. Na młodych słuchaczach taki sposób proklamacji Słowa robił ogromne wrażenie.
Był też znak, wieczne lampki, które dzieci przygotowały wcześniej w parafiach, a następnie złożyły przed ołtarzem w Skrzatuszu.

    Tak wyznały wiarę w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. – Pokazaliśmy w ten sposób, że taka lampka tylko dla osoby wierzącej oznacza żywą obecność Jezusa. Dla niewierzącego to zaledwie zwykła, czerwona lampka. Chcieliśmy przypomnieć, że do uznania obecności Jezusa, potrzebna jest właśnie przede wszystkim wiara. Chcieliśmy też zwrócić uwagę na ten znak, który przypomina o wyjątkowości miejsca, jakim jest świątynia – tłumaczy ks. Marcin Piotrowski.
Do Skrzatusza przyjechało z dziećmi ponad 50 kapłanów, wiele sióstr, a także katecheci i niektórzy rodzice. Za animację muzyczną odpowiadał zespół „Łobuzy Jezusa” z Dębna. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół