• facebook
  • rss
  • Dzieci księdza Bosko

    dodane 12.06.2014 00:00

    Dla jednych to spotkanie było szansą na pogłębienie relacji z Panem Bogiem, a dla innych okazją, by Go dopiero spotkać. Salezjańska młodzież wie, że bez Boga ani rusz.

    Młodzież z całej Polski przyjechała do parafii pw. Świętej Rodziny w Słupsku, by przygotować się do wakacyjnych akcji: Salezjańskiej Pielgrzymki Ewangelizacyjnej oraz rekolekcji Pustynia Miast. 


    Z kim przestajesz…


    Paulina Michalkiewicz ze Słupska najpierw poszła na Salezjańską Pielgrzymkę Ewangelizacyjną, a potem trafiła do wspólnoty. – Mówi się, że młodzież jest zła, a mnie najbardziej podoba się tutaj to, że udowadniamy, że tak nie jest. Czasem się wygłupiamy, ale kiedy przychodzi czas adoracji, to widać, że umiemy się modlić i tworzyć wspólnotę. Tworzą się między nami przyjaźnie, ale to nie wszystko. Człowiek rozwija się też duchowo – przyznaje. Jej zdaniem nie jest łatwo świadczyć o Panu Bogu na co dzień. – Dla mnie Bóg to grunt, na którym wszystko się buduje. Jeśli budujemy coś bez Niego, to nawet jak człowiek jest szczęśliwy, to nie jest to prawdziwe. Z drugiej strony ci, którzy nie wierzą, często potrafią zgasić tego, który wierzy. Nie zawsze uda się zareagować czy opowiadać o Panu Bogu, ale nie o słowa tu chodzi, tylko o zachowanie, które przemawia o wiele bardziej. Tego się tu uczymy – dodaje. 
Justyna Soroko ze Szczecina zaczęła przygodę ze wspólnotą również od pielgrzymki. – Poznałam wspaniałe osoby, z którymi mogę się czuć swobodnie. Nikt nie wstydzi się Boga, jesteśmy tu naprawdę razem, wszyscy dla wszystkich. A przecież z kim przestajesz, takim się stajesz – uśmiecha się. 
– Ta wspólnota zmienia wiele w człowieku, bo cały pogląd na świat i ludzi. Będąc tu z ludźmi z różnych miejsc Polski, mamy okazję uczyć się też akceptacji dla innych poglądów i sposobów bycia. Przebywając z tymi ludźmi, poznając ich, nie da się ich nie kochać. Jesteśmy jedną rodziną – mówi Monika Bartyzel z Kobylnicy. – Od kiedy jestem we wspólnocie, uczę się ciągle, jak być dobrym człowiekiem. Był taki czas, że miałam trudne relacje z rodzicami, trudno mi było się z nimi dogadać. Obwiniałam ich o wiele rzeczy. Usłyszałam raz świadectwo młodej dziewczyny ze wspólnoty i zobaczyłam, że nie szanowałam wystarczająco swoich rodziców, nie doceniałam tego, że mnie kochają. Dziś potrafię podejść do mojej mamy, przytulić ją i powiedzieć, że ją kocham. Ciągle nie jest prosto i są momenty, kiedy kładę się i płaczę w poduszkę, ale nie poddaję się – dodaje. 
– Będąc we wspólnocie, zupełnie inaczej postrzega się ludzi, także naszych rówieśników. Potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać, bawić się, być blisko. Uczymy się cierpliwości do siebie nawzajem, ale też rozumienia siebie samych – przyznaje Ilona Wiśniewska, animatorka słupskiej wspólnoty. – Poza tym przekonujemy się, że mamy wsparcie w samym Bogu. Zawsze możemy Mu się wygadać, możemy pójść do kościoła, nieważne, o której godzinie. On zawsze tam będzie na nas czekał. Dzięki temu człowiek nigdy nie wpadnie w rozpacz. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół