• facebook
  • rss
  • Oblicza kapłańskiego... zawodu

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 25/2014

    dodane 19.06.2014 00:00

    Mówienie o zawodzie księdza brzmi jakoś nieswojo i zwiastuje raczej kłopoty. O wiele lepiej brzmi „powołanie”.

    Ponad 150 księży przyjechało 14 czerwca do Skrzatusza, aby modlić się o umocnienie właśnie w powołaniu. – Maryjo, chcemy Ci powierzyć tych z nas, którzy trwają wiernie i ofiarnie, których głoszenie Ewangelii kosztuje sporo trudu, którzy czegoś chcą. Ale chcemy Ci też powierzyć tych, którzy są bliżsi postawie najemnika, dla których bycie księdzem to tylko zawód, tych, którzy Cię zdradzają. Chcemy Ci powierzyć wszystkich, bez wyjątku – modlił się bp Edward Dajczak na rozpoczęcie pielgrzymki.

    Pasterz zawodowy

    Jeśli w tym określeniu kryje się kompetencja, to wszystko jest w porządku, jeśli rutyna, to już gorzej. Kapłan, który na co dzień, niejako „zawodowo” zajmuje się Bogiem, łatwo może w nią popaść.

    Duszpasterze sami to przyznają. – Nasza praca nie ma sensu bez wiary, że obcujemy z Chrystusem, że dotykamy samego Boga. Bez osobistej relacji z Nim, stajemy się wyrobnikami – mówi ks. Lucjan Huszczonek, proboszcz parafii pw. św. Maksymiliana w Słupsku. – Ja sobie zawszę mówię, że muszę być jakby „w środku” tego, co robię. Prowadzę nabożeństwo, ale sam jestem „w środku”, czyli też się modlę – tłumaczy o. Paweł Drobot, redemptorysta z Krakowa, który podczas pielgrzymki wygłosił konferencję pt. „Odkrywać na nowo wartość i piękno wiary”.

    Ks. Zbigniew Woźniak zauważa coś jeszcze: – Można popaść w taki kierat, że wykonuje się pewne rzeczy bez zaangażowania woli. Potrzeba wtedy decyzji zrobienia czegoś poza grafikiem. Decyduję się, żeby np. odmówić Różaniec nie dlatego, że muszę odprawić nabożeństwo, ale dlatego, że chcę.
     

    Pasterz zawodny

    Witając przybyłych do Skrzatusza księży, biskup Dajczak odniósł się też do tego, co dzień wcześniej wydarzyło się w Koszalinie. W tamtejszym Sądzie Okręgowym ruszył proces przeciwko kurii koszalińsko-kołobrzeskiej. Wytoczył go mężczyzna, który jako nastolatek stał się ofiarą molestowania seksualnego przez obecnie byłego już księdza: – Ta pielgrzymka jest też tym naznaczona – powiedział biskup.

    – Gdy słyszę o czymś takim, czuję oczywiście ból współczucia dla ofiar – mówi ks. Huszczonek. – Ogarnia mnie smutek. Ale nie podcina mi to skrzydeł, tylko raczej uczy wrażliwości i mobilizuje. Mam nadzieję, że ludzie nie postrzegają nas tylko przez pryzmat takich zdarzeń – dodaje ks. Wiesław Hnatejko, zmartwychwstaniec ze Złocieńca.

    – Widzę tych ludzi, którzy zostali zdradzeni, gdy zaufali. Boli mnie to, co boli cały Kościół. Czuję się tym upokorzony. To nie jest tak, że jeśli ja nic nie zrobiłem, to mogę spokojnie stanąć i głosić Ewangelię, bo tu nie chodzi tylko o moją osobistą wiarygodność. Myślę jednak, że ukrywanie zła bardziej podrywa autorytet Kościoła niż samo zło, dlatego konsekwencja w odwadze mówienia o tych rzeczach to jest dobry kierunek. To droga do oczyszczenia – dzieli się ks. Woźniak.

    – Szkoda, że ci, którzy te rzeczy nagłaśniają, robią to tak, jakby grzech był pierwszą linią w Kościele. To próba dla nas wszystkich i okazja, żeby się opowiedzieć, stanąć przy Kościele – zauważa ks. Wacław Grądalski, ojciec duchowny w WSD. – Cierpi skrzywdzony człowiek i cierpi sam Jezus, który przecież powiedział: „Cokolwiek uczyniliście...”. Zaprosiłbym wszystkich do modlitwy za Kościół i mimo wszystko do krytycznego interpretowania doniesień medialnych – mówi ks. Wojciech Wójtowicz, rektor WSD.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół