• facebook
  • rss
  • Gdyby się nie urodzili, świat byłby...

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 27/2014

    dodane 03.07.2014 00:00

    Bracia szkolni i DPS w przytocku. Łukasz nie zrobi magisterki. Nie będzie też miał zdolnego syna, nie wybuduje domu i nie posadzi drzewa. Ale potrafi być szczęśliwy.

    Sprawa prof. Chazana, choć nieco przyćmiona przez tzw. aferę taśmową, wciąż budzi emocje. Znany lekarz nie tylko odmówił wykonania aborcji, ale także, co wywołało jeszcze większy sprzeciw, nie wskazał pacjentce innego medyka, który przerwania ciąży by się podjął. Pacjentka poprosiła o „zabieg”, bo urodzenie chorego dziecka być może ją przerosło. Profesor natomiast odmówił z prostego powodu: decydować o czyjejś śmierci, doprowadzić do niej, albo kogoś na nią wysłać, też było ponad jego siły. Ogólnonarodowa dyskusja sprowadza się właściwie do pytania, czy jest taka choroba, która sprawia, że życie ludzkie nie ma sensu? Zamiast dyskutować, warto odwiedzić choćby takie miejsce jak DPS w Przytocku.

    Nieodwracalnie upośledzeni

    W parku wokół domu rosną piękne drzewa. W ich cieniu widać wózki, w których leżą oni, czasami też zwani „roślinkami”. – Z niektórymi kontakt jest praktycznie żaden – mówi br. Artur Skoczek, dyrektor placówki. Ich życie polega prawie wyłącznie na leżeniu i jedzeniu papki. Wrażenie robi chłopak z chwilowo unieruchomionymi rękami. – Inaczej mógłby sobie wydrapać oczy – tłumaczy opiekunka. W DPS w Przytocku przebywa 100 mężczyzn w wieku od 7 do ponad 50 lat. Ich stan jest różny. Wielu z nich ma porażenie mózgowe, które powoduje niedowłady, drgawki, stany padaczkowe i upośledzenie umysłowe: od lekkiego po głębokie. Niektórzy cierpią na zespół Downa czy inne choroby genetyczne. Oprócz tych „leżących” są też i tacy, którzy całkiem nieźle sobie radzą. – Andrzej ma 52 lata i porażenie czterokończynowe, ale umysłowo jest blisko normy – zaznacza br. Artur, wskazując na jednego z mężczyzn. Być może niektóre ze schorzeń, na które cierpią chłopcy i mężczyźni z Przytocka, będzie można niebawem wykryć jeszcze w fazie prenatalnej. W przypadku np. zespołu Downa już jest to możliwe. Wtedy „ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu”, czyli furtka, którą daje ustawa z 1993 roku o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, może sprawić, że niechciane „roślinki” nie wyrosną. Jednak „nieodwracalnie upośledzeni” rodzą się i uparcie żyją. Nawet jeśli nie załapują się na art. 4a, ust. 1, pkt. 2 wspomnianej ustawy, to i tak są tacy, którzy sensu ich życia nie widzą. – Nie ma takiego upośledzenia, które przekreślałoby jestestwo ludzkie – mówi jednak Dorota Bilińska, nauczycielka zajęć rewalidacyjno-wychowawczych. W Przytocku pracuje od 15 lat. – Sens życia takiego człowieka trudno zrozumieć bez wiary – dodaje Dariusz Szwemiński, terapeuta w polisensorycznej sali doświadczania świata.

    Sukces, czyli co?

    – Z Łukaszem pracuję od 9 lat. On jest głuchoniemy, ma dziecięce porażenie mózgowe i jest upośledzony umysłowo w stopniu głębokim. Wypracowaliśmy jednak metody kontaktu. Łukasz potrafi wybrać sobie rodzaj aktywności, potrafi też zdecydowanie odmówić. Nie uczę go czytać i pisać, bo to jest poza jego zasięgiem. Nauczyłam go mycia zębów, potrafi się ubrać, zjeść posiłek, choć nie posługuje się widelcem, bo to byłoby niebezpieczne. Używa łyżki i własnych palców – opowiada Dorota Bilińska. Łukasz magisterki raczej nie zrobi. Nie będzie też miał zdolnego syna, nie wybuduje domu i nie posadzi drzewa. Jak dobrze pójdzie, może będzie umiał zasznurować sobie buty. – Oni cieszą się z tego, z czego my, będący w normie intelektualnej, cieszyć się nie potrafimy. No bo jak można cieszyć się tym, że trafiłem łyżką do ust? – pyta nauczycielka. W sali terapii zajęciowej bardziej sprawni chłopcy tkają chodniki albo wykonują różne ozdoby, które potem sprzedają na kiermaszach. Arek tak bardzo chce pokazać swoje umiejętności pracy na krośnie, że z wrażenia zaczyna swój chodnik pruć. – Arek, gdzie masz głowę? Nie zmieniłeś nogi – śmieje się Beata Wiśniewska, instruktorka. – Na warsztacie jest bardzo fajnie. Czasami robię chodnik, czasami... nic mi się nie chce – mówi zaaferowany Adrian z głową o nietypowym kształcie. Piotrek zaczyna śpiewać coś o miłości i opowiada różne rzeczy, które nie zawsze mają ze sobą związek. Arek wciąż, zamiast tkać, pruje swój chodnik. To pomieszczenie nie pozostawia jednak złudzeń – ci ludzie są szczęśliwi... Przynajmniej w tym momencie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół