• facebook
  • rss
  • Camino de diecezja

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    Pomorze Środkowe to nie hiszpańska Galicja; inny jest klimat, inne krajobrazy, ale... duch pielgrzymowania ten sam. Okazuje się, że swoje Camino można przeżyć tuż za miedzą.

    Wytyczona w średniowieczu Pomorska Droga św. Jakuba ma swoje fragmenty także w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Trwająca od kilku lat rewitalizacja szlaku to nie tylko sposób na pozyskanie funduszy unijnych czy rozkręcenie przemysłu turystycznego. Prefekt i 10 kleryków z Wyższego Seminarium Duchownego postanowili udowodnić, że szlak rzeczywiście służy do pielgrzymowania i można na nim doświadczyć czegoś wartościowego.

    Stolik i biurko

    Pielgrzymi rozpoczęli wędrówkę w Ostrowcu Sławieńskim w poniedziałek 30 czerwca. Miejscowy proboszcz, ks. Mariusz Żołądkowicz, pobłogosławił im na drogę i obładowani plecakami ruszyli w kierunku Polanowa. Zanim doszli do pustelni na Świętej Górze, zrozumieli, że mają pewien problem ze... stolikiem i z biurkiem. – Okazało się, że rozkład drogi i kilometrów przygotowaliśmy przy stoliku w pokoju, zupełnie nieświadomi realiów. Na początku humory tak nam dopisywały, że mogliśmy iść do samego Santiago. Pod koniec dnia każdy zakręt, każde 10 metrów miały znaczenie. Zrobiliśmy tego dnia ok. 35 kilometrów, każdy z nas z 15 kilogramami na plecach – opowiada ks. dr Jarosław Kwiecień, prefekt i pomysłodawca wyprawy, po czym dodaje: – Poza tym praktycznie zaraz po sesji wstaliśmy prosto od biurek i poszliśmy, bez żadnego przygotowania, czy treningu. I… zdecydowanie przeholowaliśmy. Następne dwa dni aż do zakończenia wyprawy 2 lipca na Górze Chełmskiej pielgrzymi szli już bez plecaków. Pokonali w sumie ponad 80 kilometrów.

    W poszukiwaniu muszelki i...

    Jakubowy szlak wiedzie przeważnie polnymi i wiejskimi drogami, z dala od ruchliwych tras. Żeby się nie zgubić, trzeba wypatrywać charakterystycznych muszelek umieszczonych np. na drzewach. Problemy pierwszego dnia wynikały również z tego, że, jak twierdzą pielgrzymi, oznakowanie szlaku miejscami jest niedokładne. – Szczególnie na niektórych rozwidleniach są niedociągnięcia, dlatego w pewnym momencie zgubiliśmy się – mówi kl. Jan Wojtczak. – Jednak z całą pewnością da się pielgrzymować Drogą św. Jakuba po diecezji – zaznacza ks. Jarosław. Wędrowanie ma sens szczególnie wtedy, kiedy przyświeca mu ważny cel. – Mogę powiedzieć, że ta pielgrzymka mnie przeorała, ale miałem ważną intencję, więc warto było – mówi kl. Andrzej Pieniążek. – W czasie drogi można lepiej poznać samych siebie. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów wychodzą z człowieka rzeczy, które na co dzień pozostają ukryte – zauważa kl. Piotr Towarnicki. Dlatego podczas pielgrzymki nie zabrakło też odcinków pokonywanych w całkowitej ciszy. – Dobrze, że był taki moment na osobistą refleksję. Zakończyliśmy właśnie kolejny rok i warto było przemyśleć to, co się wydarzyło, co się zrobiło dobrze, a co można by zrobić lepiej w przyszłym roku – dodaje kl. Piotr. Ks. Kwiecień podkreśla jeszcze inne walory rodzimego Camino: – Chodzi też o poznawanie diecezji, ciekawych miejsc, które warto odwiedzić. Dużo frajdy daje bliskie obcowanie z przepiękną przyrodą. Ważne jest też doświadczenie pewnej prowizoryczności: spania w namiotach, niemożliwości zaplanowania wszystkiego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół