• facebook
  • rss
  • Brat Paweł od roweru

    dodane 10.07.2014 00:00

    Starsi koszalinianie pamiętają jeszcze uśmiechniętego rowerzystę we franciszkańskim habicie, który na swojej czarnej damce przemierzał ulice miasta. O br. Pawle Sokalskim przypomnieli ostatnio koszalińscy miłośnicy dwóch kółek.

    Kilkunastoosobowa grupa rowerzystów wybrała się na rajd po śladach zakonnika, który stał się w mieście już niemal legendą. – Znał go chyba cały Koszalin. Jak jechał, kłaniał się, pozdrawiał, machał ręką i… zdarzało mu się łamać przepisy. Kierowcy nieraz na niego narzekali, bo ciasne ulice, świateł nie było, a on z uśmiechem wyjeżdżał zza winkla – wspomina ze śmiechem Mieczysław Szocik, który przyjechał na rajd z grupą dzieci z pobliskiego Świeszyna.

    – Jednał sobie ludzi. Jak ktoś z nim chwilę porozmawiał, to już całym sercem był za nim. Ale i on swojej pomocy nie odmawiał nikomu, kto się do niego zwrócił – opowiada pan Mietek. Br. Paweł w zakonie przeżył równo 60 lat, z czego połowę spędził w Koszalinie. To on stworzył ruchomą szopkę w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, a cukierkami z wypchanych kieszeni jednał sobie dzieci. – Pomyślałem, że warto byłoby poprzypominać rowerową historię Koszalina i jego rowerzystów. Kilka lat temu opowiedziałem koledze o tym, że przed laty widywałem rowerzystę w habicie. A on mi na to: przecież to brat Paweł! – mówi Leszek Ratuszyński, koszaliński rowerzysta.

    Razem z przyjaciółmi z Koszalińskiego Stowarzyszenia „Roweria” zaprosił do odwiedzenia miejsc związanych z br. Pawłem. Była wizyta w klasztorze i w więzieniu, w którym pracował, odwiedziny franciszkańskiej kwatery na cmentarzu, a także spotkanie z rodziną państwa Sokalskich w Popowie i Parnowie, dokąd jeździł na maślankę i bułkę. – Dokąd trafiał, tam zaraz tworzył grupy ministranckie. Tak samo było w Koszalinie. Powstała grupa franciszkańskich gwardzistów, a potem orkiestra, która działa do dziś – opowiada o. Janusz Wejman. W Gdańsku był w ministranckiej grupie, nad którą pieczę sprawował br. Paweł.

    Potem spotkali się ponownie już w koszalińskim klasztorze. – Oprócz słynnego roweru miał też syrenkę, a przecież zakonnikom prywatnych samochodów posiadać nie wolno. Jeden z ojców z Kołobrzegu miał trabanta i zawsze tłumaczył, że Pan Jezus powiedział: „nie gromadźcie skarbów, które rdzewieją albo niszczą je mole”. A trabanta ani rdza, ani mole nie ruszą. Więc machnięto ręką też na Pawłową syrenkę – wspomina ze śmiechem. – Syrenka została sprzedana już dawno, zaginęła damka brata Pawła, ale za to udało nam się odnaleźć drewniany rowerek, własnoręcznie zrobiony przez zakonnika – demonstruje dzieło franciszkanina Józef Sprutta, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina, który od lat bada miejskie historie i przywołuje z przeszłości osoby ważne dla miasta i ciekawe. – Warto opowiadać takie historie. Kto wie, może brat Paweł będzie patronować koszalińskim rowerzystom? – dodaje z uśmiechem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Koszalinianka
      09.07.2015 16:52
      Br. Paweł był bratem mojej babci do dziś go wspominamy :) pozdrawiam
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół