• facebook
  • rss
  • Głosisz albo umierasz

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 29/2014

    dodane 17.07.2014 00:00

    Choć na modlitwie podnoszą ręce, nie chodzi im o ekstrawagancję. Mówią, że autentyczna więź z Bogiem rodzi pragnienie dzielenia się Nim z innymi.

    W całej diecezji działają 24 wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, do których należy ok. 400 osób. 70 z nich przyjechało na kilkudniowe, doroczne rekolekcje, które odbyły się w koszalińskim Centrum Edukacyjno-Formacyjnym. Jak przyznają zaangażowani w ruch, ze wspólnotami Odnowy bywa różnie. Są takie, które topnieją, zamierają, ale są też takie, w których widać jakiś rozwój.

    Kryzys zaczyna się wtedy, kiedy brakuje ducha ewangelizacji. Wiele też zależy od podejścia duszpasterzy. – Grupę Odnowy, która spotyka się już jakiś dłuższy czas i nie wychodzi z posługą, należy zlikwidować – mówi jednoznacznie o. Piotr Różański, pijar z Łowicza, który prowadził rekolekcje. – Jeśli grupa nie wychodzi do ludzi, oznacza to, że coś jest nie tak, bo gdy Duch Święty naprawdę działa w człowieku, to wzbudza pragnienie służby – dodaje. Dlatego naturalną konsekwencją działania wielu grup jest zaangażowanie w ewangelizację. Ich członkowie nie zawsze biorą udział w wielkich akcjach ulicznych, choć nieraz można ich spotkać w szpitalach czy nawet więzieniach. Zazwyczaj ich działanie jest niewidoczne, bo... zwyczajne.

    – Staram się być wierna swojemu najważniejszemu powołaniu: jestem w związku małżeńskim od 25 lat. To jest moje pierwsze miejsce ewangelizacji. Również w miejscu pracy wykorzystuję różne okazje, aby przygarniać ludzi i rozmawiać z nimi. Ale chyba przede wszystkim mój kontakt z Jezusem przekłada się na to, że w relacjach z ludźmi jestem bardziej człowiekiem – dzieli się Małgorzata Łapa z Łowicza, która pomaga w prowadzeniu rekolekcji. – Mam kontakt z wieloma różnymi ludźmi. Oni wiedzą, że ja jestem we wspólnocie, i często przynoszą do mnie różne swoje sprawy. Mówią np., że ktoś zachorował, boi się operacji. Idę wtedy do szpitala, do tego człowieka. Nie dzieje się tam nic wielkiego. Posiedzę przy nim, potrzymam za rękę, pomodlę się. Dzwonią do mnie nieraz zupełnie obcy ludzie, często przychodzą do domu. Mówią, że wychodzą ode mnie spokojniejsi – opowiada Zoja Meżerycka ze Szczecinka, świecka koordynatorka Odnowy w diecezji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół