• facebook
  • rss
  • Diecezjalne Bike Camino

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 30/2014

    dodane 24.07.2014 00:00

    W grupie, bez plecaków i na rowerach – to dość nietypowe pielgrzymowanie Szlakiem św. Jakuba. Uczestnicy wyprawy wierzą, że ważne intencje można też... wyjeździć.

    Rowerowa pielgrzymka do Częstochowy dotarła na miejsce 12 lipca. Zaraz po powrocie do Koszalina, czyli następnego dnia, rozpoczął się jej drugi, zagraniczny etap.

    36 osób, w tym sześciu uczestników wyprawy na Jasną Górę, wyruszyło w kierunku grobu św. Jakuba. - Wyjechałem z Częstochowy w sobotę o godz. 16. Pół godziny po północy byłem na swojej plebanii. W niedzielę trzeba było normalnie pracować na parafii, potem obiad i szybko do Koszalina. Pakowałem wszystko, jak leci. Pewnie połowy rzeczy, których będę potrzebował, nie mam, a za to mam pełno takich, które okażą się niepotrzebne - śmieje się ks. Jerzy Dalak, proboszcz w Parsęcku k. Szczecinka, uczestnik pielgrzymki. - Będzie trochę inaczej niż na pielgrzymce częstochowskiej. Etapy są tutaj dłuższe i będziemy jeździć dużo w górach. Mam nadzieję, że będzie czas, żeby wyłączyć się trochę z hałasu tego świata - dodaje duszpasterz.

    - Pielgrzymujemy zawsze w intencjach diecezji, ale ta wyprawa jest też po to, aby człowiek mógł wejść w naturę pielgrzyma, czyli zdał się na Boga. W dzisiejszym konsumpcyjnym świecie, w którym wszystko jest zaplanowane, nie jest to łatwe. Ludzie stawiają niesamowity opór, chcąc wszystko wiedzieć i zaplanować. Często też narzekają: jak parzy słońce, to krzyczą, że jest za gorąco, jak pada deszcz, to jest źle, że pada. Człowiek, który rozumie naturę pielgrzyma, zaczyna w życiu doceniać to, co ma i tego, kogo ma obok siebie - mówi ks. Tomasz Roda, przewodnik pielgrzymki.

    Pierwszego dnia uczestnicy nie kryli obaw, ale i entuzjazmu przed tym, co ich czeka. - Mam w sercu lekki niepokój, ale jestem dumna z siebie, że podjęłam taką decyzję. Oczywiście obawiam się, czy dam radę zdrowotnie, czy wytrzyma mój rower, czy sobie poradzę, bo wiadomo... blondynka z rowerem... to może być problem (śmiech). Ale wierzę, że będą tu dobrzy ludzie i jakoś to ogarniemy. Chcę się umocnić i pogłębić relację z Bogiem. Mam też poważną intencję - dzieli się wrażeniami Edyta z Białogardu. Pielgrzymi dotrą do Santiago de Compostela 31 lipca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół