• facebook
  • rss
  • Chaplin ścigał się z Myszką Miki

    dodane 31.07.2014 00:00

    Związki X muzy ze sportem mogą wydawać się dość odległe. Ale nie w Wałczu. Bieg Filmowy przyciągnął w tym roku rekordową liczbę uczestników.

    Jeśli będzie pytać o mnie kobieta z jabłkiem, to proszę mówić, że mnie pani nie widziała – śmieje się Królewna Śnieżka, przypinając do sukienki numer startowy. Jak zapewnia, mało konwencjonalny strój absolutnie w bieganiu nie przeszkadza. – Długość jest przetestowana, nie plącze się pod nogami, ale w razie czego jest też przygotowana wersja mini – demonstruje Agnieszka Pijanka ze Szczecina. Nie tylko ona wzięła sobie do serca przymiotnik „filmowy” w nazwie biegu i na starcie zameldowała się w kostiumie. Wśród uczestników mignęli Myszka Miki, a nawet Charlie Chaplin.

    Dla większości zawodników bowiem wałeckie bieganie to świetna zabawa, w której mniej liczą się sportowe wyniki. – Pewnego dnia zobaczyłam w lustrze, że powinnam zacząć biegać. Jak już się ruszyłam, to uświadomiłam sobie, że bieganie służy nie tylko do zrzucania zbędnych kilogramów, ale daje mnóstwo satysfakcji, pozwala odpocząć od codziennych problemów i uczy, że jesteśmy w stanie wszystko osiągnąć, co sobie zaplanujemy. Teraz kalendarz mam zapełniony imprezami biegowymi, ale dzisiaj biegnę totalnie na luzie i czas się zupełnie nie liczy – opowiada pani Agnieszka. Do urokliwego miasteczka, zagubionego wśród lasów i jezior, przyjechała na tegoroczny Bieg Filmowy rekordowa liczba uczestników z niemal całej Polski. Na startach trzech biegów rozgrywanych w ramach imprezy zameldowało się ich ponad 700. Tu każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Organizatorzy przygotowali trzy trasy: bieg główny na dystansie 9999 m, 5-kilometrowy odcinek „Z biegiem natury”, czyli Mistrzostw Polski Leśników, oraz liczącą 1111 m trasę, w której udziałem można było powiedzieć swoje „tak” transplantacji.

    Z otwartym sercem

    Anna Buś, dziarska 70-latka z Poznania, przyjechała do Wałcza razem z synem. – Chcę pokazać, że popieram transplantologię całym sercem. Ja albo ktoś z moich bliskich też może znaleźć się w tak dramatycznej sytuacji, kiedy jedynie od czyjegoś wielkiego daru będzie zależeć życie – wyjaśnia, przyklejając czerwone serduszko – znak identyfikacyjny uczestników Biegu Otwartych Serc. Pobiegnie obok tych, którzy najlepiej wiedzą, jak ważne jest mówienie o przeszczepach narządów. – Nie ma się co oszukiwać, wiedza o transplantologii wśród ludzi jest jeszcze wciąż za mała. Pokutuje stereotyp człowieka po przeszczepie jako tego, który musi na siebie chuchać i dmuchać i jest w najlepszym przypadku zamknięty w czterech ścianach. A my biegamy, pływamy, jeździmy na rowerach, wspinamy się po górach – mówi Paweł Rusin, poznaniak, który od 7 lat żyje z nowym sercem. – Nie możemy inaczej. Gdybyśmy się pozamykali w domach, to tak, jakbyśmy to nowe, otrzymane od kogoś serce marnowali – kiwa głową Patryk Koczyba z Lublińca, 4,5 roku po transplantacji. Biegnąc, nie tylko dawali przykład, że nie warto marnować życia, ale też zachęcali, by – gdy zajdzie taka sytuacja – być gotowym do podzielenia się życiem.

    Śladami Wunderteamu

    Dla uczestników Biegu Filmowego nie lada gratką była możliwość stanięcia w szranki ze znakomitymi polskimi sportowcami, którzy także brali udział w wałeckim bieganiu. Wśród nich byli m.in. dwukrotny mistrz olimpijski w wioślarstwie Tomasz Kucharski, mistrz świata w wieloboju Sebastian Chmara czy olimpijczyk z Aten Łukasz Woszczyński. – Wałcz ma coś w sobie, co przyciąga sportowców – mówi z dumą burmistrz Bogusława Kowalewska. To z pewnością jest świetne zaplecze do trenowania, choć nie tylko. Warto przypomnieć, że w okresie powojennym wychowało się w Wałczu 20 olimpijczyków, którzy zdobyli kilkadziesiąt medali i trofeów na mistrzostwach Polski, Europy, świata i igrzyskach olimpijskich. Tu też narodził się legendarny lekkoatletyczny Wunderteam, który w latach 50. i 60. ubiegłego wieku wygrywał wszystko i ze wszystkimi. Przy okazji Biegu Filmowego można było spotkać się z kilkoma sportowymi sławami należącymi do tej ekipy. Nie zabrakło także olimpijczyków, którzy z Wałcza wyfrunęli w sportowy świat. – Ale Wałcz to nie tylko Wunderteam. Mamy wspaniały ośrodek olimpijski, szkołę mistrzostwa sportowego, klasy sportowe w szkołach podstawowych i gimnazjalnych. W mieście działają 23 kluby sportowe. To skutkuje tym, że pod względem sukcesów młodzieży mamy trzecie miejsce wśród miast województwa zachodniopomorskiego. Biorąc pod uwagę, że Szczecin ma 400 tys. mieszkańców, Koszalin – 120 tys., a Wałcz niewiele ponad 20 tys., to może robić wrażenie – dodaje pani burmistrz, która za zasługi dla polskiego ruchu olimpijskiego otrzymała medal PKOl. Jak podkreśla, medal przyjmuje w imieniu swojego poprzednika Zdzisława Tuderka, zmarłego przed dwoma laty włodarza miasta. Razem z panią burmistrz uhonorowany tym odznaczeniem został również znany w regionie krzewiciel sportu Alfred Mikłaszewicz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół