• facebook
  • rss
  • Biegiem po wolność

    dodane 14.08.2014 00:00

    Trzeźwość. O tym, że sport to zdrowie, mieszkańcy Starej Łubianki wiedzą doskonale. Zorganizowali więc zawody, żeby pokazać, że to jest lekarstwo nie tylko dla ciała, ale i dla duszy.

    Już od dawna wiadomo, że alkoholizm nie jest zachcianką ani sposobem na spędzanie wolnego czasu. To poważna choroba, która niszczy życie nie tylko pijącego, ale też jego bliskich. Okazuje się jednak, że wiedza to za mało. Dlatego w Starej Łubiance zorganizowano I Bieg i Marsz Trzeźwości, żeby zmienić świadomość ludzi i powiedzieć tym, którzy walczą z alkoholizmem, że nie są sami. Bieg rozpoczął się Mszą św. w intencji uzależnionych od alkoholu. – Chodzi o to, aby się chwycić dłoni miłosiernego Boga, który wyciąga ją do człowieka pogrążonego w nałogach – mówi ks. Roman Piwoński, proboszcz parafii w Starej Łubiance.

    Gdzie jest dno?

    Pan Lech, jeden z organizatorów biegu, jest trzeźwym alkoholikiem od 25 lat. – Alkoholizm to najgorsza choroba, jaka mnie dotknęła. Mówi się, że alkoholik to pijak, ale niełatwo zrozumieć ludziom, którzy tego nie doświadczyli, jak bardzo trudno jest z tego wyjść – opowiada. Jego „przygoda” z alkoholem zaczęła się bardzo niewinnie. – U mnie w domu piło się przy różnych okazjach. Mój ojciec jak wypił, to był bardzo wesoły. Dlatego to zawsze wiązało się dla mnie z czymś dobrym – opowiada. – Jak zacząłem pić, wydawało się, że wszystko było dobrze. Bawiłem się i miałem do tego świetne towarzystwo. Nastąpił jednak moment, kiedy alkohol zaczął być na pierwszym miejscu. To odbywało się kosztem rodziny, pracy – wspomina. Kiedy pracował, picie w pracy nikogo nie gorszyło. – To było za czasów komuny. Ciągle były jakieś imprezy. Wtedy rano przychodziłem skacowany do pracy, ale nikomu to nie przeszkadzało, bo wszyscy tak funkcjonowali. W pewnym momencie to była jedyna odskocznia, żeby odreagować. Alkohol był wszędzie. Pod koniec, kiedy już naprawdę zawalałem obowiązki w pracy, przynosiłem zwolnienia ze wsteczną datą i tak mi się udawało – mówi. – Trudno wyzwolić się z tego uzależnienia, kiedy odczuwa się przymus picia. Trzeba osiągnąć dno, żeby coś zaczęło się zmieniać. Moje picie wiele razy kończyło się takimi stanami, że chciałem umrzeć, myślałem, że oszaleję. Uderzałem głową w mur, bardzo się bałem każdego poranka, ale potem piłem dalej. Ostatnie moje zapicia były takie, że traciłem pamięć – wyznaje. Często przyczyną choroby alkoholowej jest brak akceptacji siebie. – Byłem dwa razy na odwyku. W czasie drugiego pobytu alkoholicy byli razem z chorymi psychicznie. Dostawałem tam obłędu. Jednak największym szokiem było dla mnie to, że ci ludzie zachowywali się bardziej racjonalnie, niż ja. Zobaczyłem też, jak bardzo są wartościowi. Ta choroba nie zabierała im godności – dodaje. Jak mówi pan Lech, kiedy się trzeźwieje, czuje się ogromny lęk. – On doprowadza człowieka do tego, że nie wie, co ze sobą zrobić. Myśli się kłębią, nie wiadomo, co będzie dalej. Najgorsze były poranki po ciągu. Wtedy w napięciu czekałem, co mnie spotka – mówi. – Podstawą w trzeźwieniu jest wyzbycie się tego lęku. Niektórzy tak się boją, że nie chcą trzeźwieć, tylko piją bez przerwy. Żeby być trzeźwym, trzeba być szczęśliwym, zadowolonym z siebie i z tego, co się osiągnęło – przyznaje.

    Pomoc z nieba

    Pan Lech podkreśla, że w jego leczeniu kluczową rolę odegrał Pan Bóg. – Pamiętam jedną sytuację, która mną wstrząsnęła. Była zima, a ja siedziałem w knajpie. Szukałem w kieszeni pieniędzy, żeby jeszcze coś wypić. Nie mogłem nic znaleźć, ale poczułem w dłoni coś metalowego. To był medalik z Matką Bożą. Żona wcisnęła mi go do kieszeni. Bardzo się zdenerwowałem, ale zapamiętałem tę chwilę na długo. To było 2–3 lata przed moim wytrzeźwieniem – wspomina. Na tym jednak interwencje z nieba się nie skończyły. – Mój syn był trzy razy na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę w mojej intencji. Za trzecim razem, kiedy wrócił, dał mi namiary, dokąd mam pójść się leczyć, bo spotkał tam alkoholika, który wytrzeźwiał. Pierwszy raz w życiu go posłuchałem i tak się zaczęło. Potem jeszcze dwa lata się męczyłem. Były wpadki i ciągi, ale ja już wiedziałem, że muszę coś ze sobą zrobić i że jestem na dobrej drodze. Bardzo szukałem dla siebie pomocy. Jeździłem na spotkania do Lichenia i na Jasną Górę. Byłem bardzo niecierpliwy, chciałem coś osiągnąć, ale jednocześnie źle się czułem w kościele. Nie było we mnie wiary, że ktoś może mi pomóc, wydawało mi się, że sam sobie poradzę – przyznaje.

    Otworzyć się aż do bólu

    Trzeźwienie jest bardzo bolesnym procesem, dlatego ważne jest mieć obok kogoś bliskiego. – Kiedy w końcu zacząłem coś robić ze sobą, było mi bardzo ciężko. Pamiętam każdy dzień tej męki. Najlepszą pomocą jest Pan Bóg i drugi człowiek, szczególnie ten, który też przez to przeszedł. Jeśli się przed kimś otworzymy aż do bólu, to mamy szansę na uzdrowienie – przyznaje pan Lech. Alkoholizm to też choroba duszy, bo człowiek uzależniony od alkoholu ma trudności w kontaktach z ludźmi. – W czasie picia byłem całkowicie ślepy. Bałem się wchodzić w relacje z innymi. Kumple, którzy klepią po plecach i mówią, żeby się nie przejmować, wcale nie pomagają. Koleżanka z pracy kiedyś mi powiedziała, żebym się leczył, a ja ją wyzwałem. Ale jak zacząłem robić coś ze sobą i trzeźwieć, to do niej pierwszej poszedłem z kwiatami. Wyściskała mnie i rozpłakała się. Dopiero teraz wszystko widzę, słucham ludzi, umiem usiąść, zastanowić się, przemyśleć coś – tłumaczy pan Lech. – Często nałogom ulegają ludzie bardzo wrażliwi. Podatni są też ci z rozchwianymi emocjami. Dużo jest uzależnionych kobiet. One bardziej wstydzą się tej choroby, nie chcą chodzić na spotkania. Na szczęście już coraz więcej się o tym mówi – zauważa.

    Na trzeźwo

    Jak przyznaje, jego życie nie jest sielanką, ale w końcu jest szczęśliwy. – Są różne chwile, także chwile zwątpienia, ale wiem, że jeśli czymś się przejmuję, mam zawsze nadzieję w Bogu – mówi. Dlatego też angażuje się w życie Kościoła i lokalnej społeczności. Opiekuje się uczestnikami mityngów AA, opowiada młodzieży w szkołach o swojej walce. – Staram się robić coś pożytecznego. Najbardziej cieszę się z powrotu do Boga. W okresie picia byłem bardzo daleko od Niego, mimo że pochodzę z bardzo religijnej rodziny. Teraz dopiero jest dobrze. W moim życiu jest modlitwa i przede wszystkim dziękowanie Mu za każdy dzień. Na tym opiera się ta więź z Nim – dzieli się. Zaangażował się w organizację I Biegu i Marszu Trzeźwości. – Ta impreza to okazja żeby mówić o tym problemie. Każda inicjatywa, kiedy się mówi o trzeźwości, jest dobra. Tu chodzi też o młodzież, żeby jej uczyć radzenia sobie ze stresem inaczej niż przez alkohol – przyznaje. Podobnego zdania jest Piotr Drożdż, członek Stowarzyszenia Biegaczy Gminy Szydłowo, które było głównym organizatorem biegu. – Chcemy, żeby przy okazji imprez sportowych, które organizujemy, były też poważniejsze przesłania. Chodzi nam o promowanie wartości. Zwracamy uwagę nie tylko na uzależnienia od alkoholu czy narkotyków, ale też od gier komputerowych, telefonów komórkowych czy internetu. Taki bieg, wspólna zabawa czy poświęcanie czasu drugiemu człowiekowi, może uchronić tych, którzy są narażeni na uzależnienia, od wpadnięcia w nie – przyznaje. Jednym z celów imprezy było też zwiększenie świadomości dotyczącej choroby alkoholowej. – Większość społeczeństwa uważa, że osoby uzależnione od alkoholu mają problem, bo to ich dobrowolny wybór. To nieprawda. Jestem ratownikiem medycznym i wiem, że każdy ma swoją odporność. Zdarza się, że ktoś może z grypą trafić do szpitala. Chodzi o to, żeby pokazać, że to jest choroba, na którą jedni są bardziej podatni, a inni mniej. Musimy wspierać tych, którym się udało powstać. To są choroby wstydliwe, o których ludzie nie chcą mówić, ale trzeba ich przywracać społeczeństwu i to jest dla nas wielka radość. Tym ludziom, jak każdemu, należy się szacunek – dodaje pan Piotr. Na starcie biegu stanęło ok. 200 uczestników, zarówno biegaczy, jak i fanów nordic walkingu. W kategorii mężczyzn zwyciężył Krzysztof Zawistowski, a wśród kobiet najlepsza była Michalina Makowiecka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół