• facebook
  • rss
  • Nie przegrajcie tej miłości

    dodane 21.08.2014 00:00

    Rodzina. Jej podstawową misją jest wychowywanie młodego pokolenia. Żeby ją wypełnić, trzeba wsłuchiwać się w wolę Bożą, tak, jak w Nazarecie wsłuchała się w nią Matka Boża – mówił podczas Diecezjalnej Pielgrzymki Rodzin kard. Kazimierz Nycz.

    Ponad 4 tys. osób przybyło w tym roku do sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej na Górze Chełmskiej. Jedni przyszli pieszo ze swoich parafii, inni przyjechali. Jednak wszystkich łączyła ta sama intencja: dziękowali Maryi za opiekę i modlili się o umocnienie dla rodzin.

    Szkoła Pana Boga

    Pielgrzymka rozpoczęła się Różańcem. Po nim konferencję wygłosił bp Edward Dajczak. Nawiązał w niej do kryzysu małżeństwa, który sięga niebezpiecznych rozmiarów. – Nigdy tak wielu ludzi nie przegrywało miłości, jak w naszych czasach. Ludzie nie mają odwagi powiedzieć sobie, że chcą iść przez życie razem. To jest taka nieuczciwa interpretacja, że ślub jest niepotrzebny, skoro się kochamy. Odpowiedź Jezusa jest krótka: trzeba przyjąć od Pana miłość największą. Wtedy jest szansa na wygrywanie nawet w sytuacjach niezmiernie trudnych. Wtedy jest też możliwość dzielenia się tą miłością – wyjaśnił. Zaznaczył też, że Chrystus całe swoje życie opiera na relacji z Ojcem. – To dlatego jest zdolny aż do tego, by pójść na krzyż. Jezus nie zachowuje ojcowskiej miłości tylko dla siebie, ale ją przekazuje dalej. Kocha uczniów tak, jak Go kocha Ojciec. Tą samą miłością obdarowuje – nieskończoną i bezwarunkową. Przyjmuje ją i nią obdarza. To wszystko dlatego, że Jezus ciągle w tej miłości Bożej trwa – mówił. Przypomniał też, że w tej materii fundamentem nie jest wiedza, ale doświadczenie. – Ten ogromny kryzys, który nas dziś dopadł, jest najpierw kryzysem niedoświadczenia miłości Boga. Trzeba też pamiętać, że jej nie uczy się przez lekcje. Jeden uścisk mamy, taty czy przyjaciela, jest o wiele lepszą lekcją niż jakiekolwiek słowa – przekonywał.

    Wpatrzeni w Maryję

    Ryszard Sobczyński przyszedł z pielgrzymką z Sianowa. W tym roku po to, żeby dziękować. – Zauważyłem, że ciągle o coś proszę, a ja tak bardzo mam za co być Bogu wdzięczny. W ciągu 38 lat małżeństwa wiele było sytuacji, kiedy Pan Bóg interweniował. Jednym z największych kryzysów była choroba mojej najmłodszej córki. Kiedy była dzieckiem, wykryto u niej guz. Dziś jest dorosłą kobietą i kiedy lekarze oglądają dokumentację medyczną, dziwią się, że ona jeszcze żyje – tłumaczy. Pan Ryszard przyznaje, że od zawsze był wpatrzony w Matkę Bożą. – Uczę się od Niej troski o rodzinę. Sporo działałem społecznie, ale zdecydowałem, że chcę poświęcić więcej czasu rodzinie. Opiekuję się wnuczkami, dbam o dom, czasem gotuję obiady. Staram się dostosowywać do potrzeb najbliższych i w ten sposób jestem szczęśliwym ojcem i dziadkiem. To takie macierzyństwo w męskim wydaniu – uśmiecha się. Podkreśla jednak, że rola ojca w rodzinie nie jest mniej ważna niż matki. – Patrzę z bólem na to, że w naszym kraju mężczyźni nie mają dobrze płatnej pracy i muszą zostawiać swoich bliskich i wyjeżdżać za granicę. Jak mają być stamtąd ojcami? Czasem przecież trzeba, żeby spojrzeli dziecku w zeszyt, wyjrzeli przez okno, gdzie to dziecko jest. Troska ojca jest niesamowicie ważna. Teraz, kiedy moje dzieci są dorosłe, widzę, co zrobiłem dobrze, a co źle, ale wiem, że zawsze byłem im potrzebny – dzieli się. Była to już XVIII Diecezjalna Pielgrzymka Rodzin. Pani Regina z Lęborka jest na niej od początku. Dla niej Maryja jest nauczycielką życia. – My, kobiety, stoimy inaczej przy naszych dzieciach niż Matka Boża, bo robimy to niedoskonale, po ludzku. Gdy się pomyśli, jak Ona stała przy Jezusie, ile musiała przejść, to nasze problemy wydają się o wiele mniejsze – mówi. Przyznaje, że jej wiara dojrzewa wraz z wiekiem i doświadczeniem. – Wcześniej wydawało się, że są rzeczy niemożliwe do pokonania, ale jak człowiek wrasta w życie z Panem Bogiem, to wie, że każda trudna sytuacja w końcu się rozwiąże – dodaje. – My jesteśmy często interesowni. Chcemy dostać wszystko to, co dobre, ale gdyby nam przyszło poświęcać się tak jak Matka Boża, nie wiem, czy dalibyśmy radę. Jeszcze nie jestem pewna, czy umiałabym to udźwignąć. Kiedy patrzę na Drogę Krzyżową i Maryję pod krzyżem, nie wiem czy potrafiłabym aż do tego stopnia zawierzyć Bogu. Prawdą jest, że nie dorastamy do Maryi, ale możemy korzystać z tego, co nam wyprosi – dzieli się.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół