• facebook
  • rss
  • Jak brat z bratem

    dodane 21.08.2014 00:00

    Przyjechali z całego świata, by pokazać to, co mają najlepsze. – Są bardzo podobni do nas. Mają marzenia, chcą miłości, przyjaźni i spotkania z drugim człowiekiem – mówi Tadeusz Kielar z Regionalnego Centrum Kultury.

    Interfolk to impreza, która od wielu lat odbywa się latem w Kołobrzegu. Przez pięć dni reprezentanci różnych krajów i kultur pokazują ludowe tańce i pieśni. W tym roku do kurortu przyjechały zespoły z: Chorwacji, Tajwanu, Armenii, Węgier i Białorusi. Nie zabrakło też Polaków.

    To nie biznes

    Teodora z Chorwacji przyjechała z zespołem „Zora” z miasta Opatija. Jak przyznaje, dla większości z nich udział w Interfolku to pierwsza wizyta w Polsce. – Przeżywamy tu bardzo dobry czas. Organizacja jest wspaniała i jesteśmy wdzięczni za polską gościnność – dzieli się wrażeniami. Jej przygoda z folklorem zaczęła się, gdy była nastolatką, ale dopiero kilka lat temu znów wróciła do swojej pasji. – Kiedy człowiek się zachwyci czymś pięknym i potem tego spróbuje, to można się w tym zakochać. Ze mną tak właśnie było. Dla nas to nie jest żaden biznes, nie zarabiamy w ten sposób pieniędzy, tańczymy i śpiewamy za darmo. Jesteśmy amatorami i nie spodziewamy się niczego specjalnego, żadnych korzyści. Czerpiemy z tego po prostu przyjemność. Po występie jesteśmy zmęczeni, ale nie to jest najważniejsze. O zmęczeniu się zapomina. Jesteśmy wtedy po prostu szczęśliwi – przyznaje. Do zespołu należy kilkanaście osób. Są jak jedna rodzina. – To piękne, że możemy być razem i podróżować. Zdarzają się między nami nieporozumienia, ale dajemy sobie radę, umiemy je skutecznie rozwiązywać. Nasz choreograf jest dla nas jak ojciec. Słucha nas, jest wyrozumiały. Kiedy mamy jakiś problem i przychodzimy na próbę, to zapominamy o tym, co trudne. Kiedy jest potrzeba, rozmawiamy ze sobą też o swoich trudnościach – mówi. Oprócz europejskich zespołów, na Interfolk przyjechali też goście z odległych krajów. – Jestem zawodową tancerką, tańcem zajmuję się od dziecka. Czuję się bardzo szczęśliwa, kiedy występuję. Jeździmy po całym świecie, ale w Polsce jestem pierwszy raz – mówi Doris z grupy „Yuan-Yuan” z Tajwanu. – Interesują mnie bardzo występy innych zespołów. Widziałam takich tancerzy, którzy w czasie tańca niemal cały czas się kręcili w kółko. To było urocze – uśmiecha się. Przyznaje też, że taniec jest bardzo ważny dla Tajwańczyków. – To zawsze była istotna część naszej kultury. Jestem dumna z mojego kraju i z tego, co prezentujemy – mówi. Zespół z Tajwanu prezentował tańce ludowe przy tradycyjnym akompaniamencie. – Kultura w Polsce jest zupełnie inna niż u nas. To nowe doświadczenie dla mnie. Mogę zobaczyć występy zespołów z różnych krajów i czasem jestem zaskoczona, bo niektóre ludowe pieśni są naprawdę wyjątkowe. Widać również, że ludzie tu są bardzo pozytywnie nastawieni do nas i ciekawi naszej kultury. W końcu łączy nas miłość do korzeni – dodaje jedna z tajwańskich instrumentalistek.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół