Nowy numer 16/2018 Archiwum

Muzyka spod młota i kowadła

Muzeum Kultury Ludowej Pomorza w Swołowie znów zamieniło się w kowalski warsztat. Na stanowiskach stanęli ci, dla których wykonywany zawód jest też pasją.

To już tradycja, że w jeden z sierpniowych weekendów do podsłupskiej szachulcowej zagrody zjeżdżają miłośnicy rozgrzanego do czerwoności metalu. Nowością jest jednak to, że tym razem pojawili się tu kowale nie tylko z różnych zakątków Polski.

- Mamy również gości z Holandii czy Karaibów, a dokładnie z Curaçao - wyjaśnia Grzegorz Krasicki, szef Stowarzyszenia „Forum Kowalskie”, pomysłodawca imprezy. Tuż za nim widać czarnoskórą, uśmiechniętą kobietę, która obstukuje młotkiem kawałek metalu. Na jej rękach nie brakuje metalowych ozdób - oczywiście, własnoręcznie wykonanych.

- Jestem od tego uzależniona. To jest fascynujące! - mówi z entuzjazmem Shartella Santiago, która od 15 lat jest pełnoetatowym kowalem w Curaçao. Jedynym na Karaibach, dlatego żartuje, że jest swoistą „atrakcją turystyczną”. - Mam palenisko i wszystko, co kowal powinien mieć. A w mieście dwie galerie wystawowe - zdradza Shartella.

Obecność „światowego” gościa motywuje innych kowali do pracy. Uwijają się jak w ukropie - i to dosłownie, bo temperaturę powietrza potęguje żar wydobywający się z paleniska. - Podobno jest tu gorzej niż na Karaibach - śmieje się jeden z kowali, który wykuwa któryś z elementów misternie zaplanowanej konstrukcji. Jest już tradycją, że co roku goście muzealnej zagrody w Swołowie zostawiają po sobie jakiś ślad. - W tym roku miało być spontanicznie, ale doszliśmy do wniosku, że zrobimy stojak na rowery - mówi szef zjazdu kowali.

Metal czerwienieje coraz mocniej, iskry sypią się przy każdym uderzeniu młota. Wszystko odbywa się za pomocą tradycyjnych urządzeń i przyrządów. Tylko gniazdka elektryczne zdradzają, że jesteśmy w XXI wieku. - Na co dzień używamy m.in. wyrzynarek laserowych. Ale z takim sprzętem w muzeum by nas pogonili – śmieje się jeden z kowali. Pozostają więc przede wszystkim młotek i kowadło. Rytmiczne uderzenia wprowadzają w swoisty trans. – Nie każdy potrafi na tym zagrać. To wielka sztuka, po tym poznaje się mistrza - mówi gość zjazdu kowali. Jego brodaty kolega próbuje wystukać jakiś rytm. Nawet całkiem sprawnie. - Wolę jednak grać pałeczkami perkusyjnymi, a nie młotkami - śmieje się Marek z Gdańska.

Więcej informacji o projektach realizowanych w Muzeum w Swołowie k. Słupska na stronie www.swolowo.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma