• facebook
  • rss
  • Ziarno zaufania Bogu

    dodane 11.09.2014 00:15

    To nasze małe ziarenka. Chcemy im stworzyć dobre miejsce, w którym zakiełkują i pięknie wyrosną – mówi o swoich uczniach Sylwia Smolińska, dyrektor placówki, która w Słupsku otworzyła właśnie swoje podwoje.

    Wszkole ruch zupełnie nie weekendowy. Parter przedwojennej willi w spokojnej dzielnicy wypełniają goście, którzy przyszli uroczyście zainaugurować pierwszy rok działania placówki. Ledwie mieszczą się w trzech salach, które zaraz pobłogosławi bp Antoni Długosz, dobrze znany m.in. z telewizyjnych programów dla najmłodszych przyjaciel dzieci. Dziesiątka pierwszych uczniów i przedszkolaków z przejęciem składa szkolne ślubowanie. Najmłodszy ma trzy lata, najstarsi są drugoklasiści. Każde na rozpoczynającą się szkolną przygodę zaopatrzone zostaje znakiem krzyża na czole, kreślonym przez panią dyrektor i biskupa oraz specjalnym listem… od Pana Boga, w którym biblijnymi cytatami zapewnia, że są Jego ukochanymi dziećmi. „Ziarno” to zdecydowanie nie jest zwykła placówka. Tu oprócz nauki czytania i pisania stawia się też na rozwój duchowy.

    Na początek wielki wybuch

    Kasia i Kornelka, drugoklasistki, z przejęciem opowiadają, czego się nauczyły w pierwszym tygodniu. W zaciemnionym miejscu obserwowały jak cząsteczki (barwniki i kolorowe cekiny pływające w mleku) oddzielają się i łączą tworząc galaktykę. Był też wielki wybuch (balonika z cekinami) i rozmowy o wielkich liczbach. – Od ogółu do szczegółu: rozkładamy świat na części i uczymy się, jak działa. Dzieci są inteligentne i bardzo chłonne, tylko trzeba mówić do nich odpowiednim językiem – wyjaśnia Natalia Hnatów, której niestraszne jest wytłumaczenie, jak powstał wszechświat, nawet trzylatkowi. Duży nacisk kładzie na rozwój wrodzonych talentów dzieci. – Już widzę, że jedno jest świetnym matematykiem, a inne w lot łapie wszystkie przymiotniki i rzeczowniki. W takim systemie pracy mamy czas na to, żeby rozwijać talenty, albo nadrabiać to, z czym sobie nie radzą – mówi nauczycielka. – Ten pierwszy tydzień potwierdził, że podjęliśmy dobrą decyzję – nie ma wątpliwości Małgorzata Białożyńska, mama zerówkowicza. – Adaś też jest zadowolony, chociaż jako bardzo ruchliwe dziecko trudno mu wytrzymać w jednym miejscu. Metoda doświadczania, dotknięcia, spróbowania, zobaczenia na własne oczy bardzo przemawia do jego wyobraźni. Myślę, że dużo trudniej byłoby mu w tradycyjnej szkole, gdzie jego ruchliwość musiałaby by mocno tłumiona – wyjaśnia. Jak przyznaje jednak głównym argumentem na korzyść „Ziarna” jest wychowanie w wierze. – Mamy pewność, że nie będzie rozdźwięku między tym, co mówimy dziecku w domu, a tym, co słyszy wśród rówieśników. Wartości, na które my stawiamy, są równolegle przekazywane w szkole – dodaje pani Małgosia.

    Dobra gleba

    „Ziarno” to najmłodsze dziecko Fundacji Przyjaciele Życia. – Nigdy nie interesowały nas jednorazowe happeningi, chcieliśmy budować coś konkretnego, trwałego. Sadzimy małe ziarenko i teraz potrzeba dobrej gleby, na której będzie wzrastać – mówi Ewa Sielicka, prezes słupskiej fundacji. Kiedy rozchodzą się goście, Sylwia zrzuca z nóg „dyrektorskie” obcasy i oprowadza po „Ziarnie”. Z zapałem relacjonuje o tym, co robią i dzieli się planami. – Bazujemy na metodzie pedagogiczne Marii Montessori, której zależało na wychowaniu do wartości, ale wykorzystujemy też inne systemy. Oferujemy naszym dzieciom to, co sprawdziliśmy, przetestowaliśmy i uznaliśmy, że będzie najkorzystniejsze dla wydobywania ich talentów i pełnego rozwoju – mówi pani dyrektor. W niewielkim atrium o bielutkich ścianach całą uwagę skupia napisana przez Ewę ikona Świętej Rodziny z Nazaretu, przed którą maluchy usadzają się na rozkładanych na podłodze poduszkach. – Tu zaczynamy nasz dzień, ucząc się, jak prosić i jak dziękować Panu Bogu – wyjaśnia.

    Szkoła zaufania

    Z panią prezes siadamy na nowiutkich, drewnianych schodach prowadzących do ogrodu. Rozmawiamy o cudach. – Adaptacja tych pomieszczeń trwała przez wiele miesięcy. W sytuacji największego kryzysu, kiedy zagrożone były terminy i nie wiedzieliśmy, czy zdążymy, zadzwonił bp Antoni i zapytał, o której ma przyjechać, żeby nam pobłogosławić. My się martwimy o to, czy zdążymy, a Pan Bóg już „załatwia” nam inaugurację! To było tak nielogiczne, tak po ludzku niemożliwe, że musiało być Boże – śmieje się Ewa. Ma pewność, że Bóg pomaga poprzez wspaniałych ludzi: od darczyńców, którzy przekazali część swojego domu, po ofiarodawców pomagających spłacić koszty remontu. Wie też, że „Ziarno” będzie uczyć nie tylko dzieci. – Dawniej mówiłam, że Pan Bóg chce, żebyśmy pracowali razem pół na pół. Potem pomyślałam, że Pan oczekuje od nas tylko 5 chlebów i 2 ryb. Tyle naszego wkładu. Dzisiaj rozumiem, że to też nie tak. Jeśli sobie przywłaszczysz prawo do tworzenia dzieła, to diabeł cię zmiecie. Zaczniesz się zamartwiać, zje cię odpowiedzialność i przygnębienie. „Ziarno” to dla nas wielka lekcja: powstało z marzeń, z pasji, ale i ufności Bogu – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół