• facebook
  • rss
  • Dawcy szpiku i nadziei

    dodane 18.09.2014 00:00

    Akcja w Karlinie. – Jesteście wielcy! Wszyscy! Dziękuję! – mówiła z komputerowego ekranu Grażyna, z trudem hamując łzy wzruszenia, gdy średnio co półtorej minuty ktoś deklarował, że jest gotowy dać innym szansę na życie.

    Tej niedzieli karlińska hala sportowa przeżywała prawdziwe oblężenie. Mecz? Zawody sportowe? Nie tym razem. To pospolite ruszenie to sprawka Grażyny.

    Gdy otwierają się oczy

    Tego dnia przyklejony plasterek w zgięciu łokcia był noszony w Karlinie jak honorowa odznaka. Do punktu rejestracji przychodzili młodsi i starsi, niekiedy całymi rodzinami. Ania i Artur Steciowie nie mieli problemu z podjęciem decyzji. – Nigdy nie wiemy, czy sami nie znajdziemy się w takiej sytuacji – mówią, podobnie jak inni, którzy zarejestrowali się tego dnia. Przyszli na halę razem z dwoma małymi synkami.

    – Starszy ma 9 lat i już sporo rozumie, więc mamy nadzieję, że to, iż wzięliśmy udział w akcji, będzie dla niego jakimś wzorem – dodają. Igorek, ściskając w ręku czerwony balonik, z uwagą przypatrywał się, jak jego mama zgłasza chęć zostania bohaterem. Nie trzeba mu tłumaczyć dlaczego. Doskonale o tym wie, bo w przygotowanie Dnia Dawcy Szpiku w Karlinie włączyli się nawet najmłodsi. – Jest przedszkolakiem i razem ze swoją grupą wziął udział w marszu propagującym akcję – wyjaśnia mama, sprawnie manewrując wózkiem inwalidzkim w niezbyt szerokim korytarzyku. Chociaż Mirka jest niepełnosprawna, wie, że są tacy, którzy potrzebują jeszcze większej pomocy. – Była chwila niepewności, czy gdyby była taka konieczność, będę mogła oddać szpik w tej kondycji, ale sprawdziłam to dokładnie i nie ma przeciwwskazań. Oczywiście są takie choroby, które tę możliwość wykluczają, ale mam też kilku znajomych „wózkowiczów”, którzy od lat są zarejestrowani jako potencjalni dawcy, a jeden kolega nawet oddał szpik – mówi. Jej też od dawna chodziła po głowie myśl o tym, żeby się zarejestrować. W Polsce co godzinę jakaś osoba dowiaduje się, że ma białaczkę. Dla wielu jedynym ratunkiem jest przeszczep szpiku. – Otwierają nam się oczy dopiero, kiedy dotyka nas to bezpośrednio, bo ktoś z naszych bliskich zachoruje. Grażyna w tej chwili nie potrzebuje przeszczepu, ale potrzebują go inni chorzy na białaczkę – dodaje Mirka.

    „Wykorzystać” chorobę

    W całym mieście nie ma chyba osoby, która nie znałaby Grażyny Tomczyk. Przez jej pielęgniarskie ręce przeszły już pokolenia karlińskich uczniów, starsi znają ją jako miejską radną, a lokalni sportowcy wiedzą, że żadna impreza nie zostanie bez jej medycznego zabezpieczenia. Zawsze energiczna, tryskająca humorem i stawiająca na aktywny tryb życia. Myślami szykowała się już do Paryża na świętowanie 35. rocznicy ślubu. Wszystko zmieniło się w lipcu. – Choroba spadła na mamę nagle, z dnia na dzień. W ciągu tygodnia przyszła diagnoza: ostra białaczka szpikowa. Wszystkich nas zmroziło – mówi Marcin, jeden z czterech synów Grażyny. Tylko jej nie „zmroziło”. Od sześciu lat zarejestrowana jest w bazie dawców szpiku kostnego i komórek macierzystych. Często opowiadała też o tym młodzieży. Bez wahania postanowiła swoją chorobę „wykorzystać”. – To niesamowita kobieta. Kiedy dowiedziała się, że jest chora, poszła do burmistrza Karlina, a potem zadzwoniła do nas i oznajmiła, że robimy akcję. Miała już wszystko przygotowane. W tym nieszczęściu, które ją dotknęło, znalazła w sobie tyle siły, żeby pomyśleć o innych chorych. Czapki z głów! – mówi Wojciech Niewinowski z Fundacji DKMS Polska, która zajmuje się rejestracją potencjalnych dawców. – Mam wiele szczęścia i obecnie nie potrzebuję przeszczepu szpiku, ale jest wielu takich, którzy na niego czekają – przekonywała swoich sąsiadów Grażyna. Karliniacy postanowili tłumnie odpowiedzieć na jej apel.

    Akcja dodawania otuchy

    To pierwsza tak duża akcja rejestracyjna w Karlinie, ale fundacja gościła tu już wcześniej. – Podobne akcje na dużo mniejszą skalę były już prowadzone podczas lokalnych imprez – wspomina Piotr Woś, zastępca burmistrza Karlina. Chociaż nie ukrywa, że w pobliżu strzykawek nie czuje się zbyt pewnie, nie zamierzał być gorszy i zapisał się do bazy. – Im będzie nas więcej gotowych na takie poświęcenie, tym większe szanse, że w razie naszej choroby szybko nadejdzie ratunek – mówi, oddając się w fachowe ręce pielęgniarek. Koleżanki Grażyny mają pełne ręce roboty, ale zamiast narzekać na dodatkowy dzień pracy, z uśmiechem sięgają po kolejną probówkę. – Pracujemy razem, więc nie mogło nas tu nie być. Chociaż w ten sposób możemy jej pomóc i wesprzeć – mówią zgodnie. A to wsparcie jest nie do przecenienia. – Nie spodziewaliśmy się nawet, że będzie taki duży odzew. To naprawdę piękne, że tylu ludzi chce jej pomóc. Założyliśmy jej konto na profilu społecznościowym, żeby mogła zobaczyć, jak duże jest to wsparcie. Ta życzliwość dodaje jej otuchy w walce z chorobą – cieszą się Krzysiek i Marcin, synowie pani Grażyny. Dzięki akcji Marcin też już jest potencjalnym dawcą.

    Obalanie mitów

    W pomoc i przygotowanie dnia dawcy włączyły się sołectwa, pracownicy ratusza, szkoła podstawowa, która przygotowała loterię fantową i kawiarenkę pod chmurką, oraz wiele innych osób. Zachęcali nauczyciele i księża. Stawiła się też cała rzesza wolontariuszy: harcerzy, pielęgniarek, lekarzy. – Część z nich za młoda, żeby się zarejestrować, ale wierzę, że w dniu 18. urodzin bez wahania zgłoszą się do fundacji, zamówią pakiet do samodzielnego pobrania próbki i będą gotowi dać komuś szansę na życie – cieszy się Iga Wójcik, młoda lekarka koordynująca akcję, z urodzenia także karlinianka. Podkreśla jednak, że warto dobrze przemyśleć tę decyzję. – Musi być ona świadoma, przemyślana i odpowiedzialna, bo telefon z fundacji może zadzwonić i trzeba być gotowym. Rezygnacja w trakcie procesu jest czymś okropnym, bo pozbawia się nie tylko szansy na zdrowie i życie, ale i nadziei – mówi. Agacie Andruszko i Paulinie Karczewskiej, wolontariuszkom, które pomagają w sprawnym przeprowadzeniu akcji, udaje się wyrwać na chwilę przerwy. Szybkie uzupełnienie kalorii i dalej na salę, bo strumyk chętnych do wypełnienia formularza rejestracyjnego zdaje się nie ustawać ani na chwilę. – Dla pani Grażynki, która przez te wszystkie lata o nas dbała, warto poświęcić nie tylko jedną niedzielę – śmieją się dziewczyny. Obie także skorzystały z okazji i postanowiły dać komuś szansę na życie. – Kiedyś widziałam namiot z logo fundacji, ale kompletnie nic nie wiedziałam o tym, jak wygląda procedura przeszczepu. Miałam w głowie mnóstwo mitów, z wielką igłą wbijaną w kręgosłup na czele – mówi Paulina. Przyznaje, że pomimo iż o przeszczepach szpiku mówi się tak dużo, świadomość społeczna nadal jest niewielka. – Nawet mój mąż był sceptyczny, kiedy wczoraj powiedziałam, że podczas akcji i ja się zarejestruję. Bał się, że jeśli pobrano by ode mnie szpik, to na przykład mogłabym po zabiegu przestać chodzić – kręci głową z niedowierzaniem.

    Jak trafienie w totka

    – Mitów jest wiele, przede wszystkim ten nieszczęsny kręgosłup. A pobieranie szpiku nie ma z nim nic wspólnego – potwierdza Wojtek Niewinowski, koordynujący karlińską akcję. – W 80 proc. pobiera się komórki macierzyste z krwi obwodowej. To wygląda jak zwykłe oddanie krwi, trwa około 4 godzin i tego samego dnia dawca wychodzi ze szpitala. Drugi sposób to pobranie szpiku z talerza kości biodrowej. Robi się to pod narkozą dla komfortu dawcy. Kiedyś jeden dawca mi powiedział, że bardziej boi się iść do dentysty, niż miałby drugi raz przez to przejść – wyjaśnia i dodaje, że cała procedura jest całkowicie bezpieczna. Sam żyje dzięki przeszczepowi od niespokrewnionego dawcy szpiku. – Moja dawczyni, Ula, też kiedyś wsiadła w autobus i pojechała na podobną akcję, żeby się zarejestrować – dodaje Wojtek. Szansa na trafienie genetycznego bliźniaka jest jak trafienie szóstki w totolotka. Dlatego tak ważne jest, by w bazie było najwięcej potencjalnych dawców. W odpowiedzi na apel Grażyny, liczący już ponad pół miliona osób, rejestr powiększył się o kolejnych 221 potencjalnych dawców. Tylu karliniaków zarejestrowało się podczas sześciogodzinnej akcji. Ze szpitalnego łóżka za pośrednictwem internetu ze wzruszeniem patrzyła na wypisany bilans karlińskiego dnia dawcy. – Jesteście wielcy – mówiła nie kryjąc łez i dumy ze swoich sąsiadów.

    Ty też możesz pomóc

    Dawcą może być każda zdrowa osoba w wieku od 18 do 55 lat. W 80 proc. przypadków dawca oddaje tylko krew, z której pobierane są komórki macierzyste, przeszczepiane potem osobie chorej. W 20 proc. przypadków od dawcy pobiera się szpik z talerza kości biodrowej – nie z rdzenia kręgowego. Dawstwo szpiku nie wiąże się z żadnym uszczerbkiem na zdrowiu, nie ponosi się żadnych kosztów. Zarejestrować się można w prosty sposób w każdej chwili. Wystarczy wejść na stronę fundacji: www.dkms.polska. Po dokonaniu zgłoszenia otrzymamy pocztą do domu pakiet z patyczkami do pobrania wymazu z jamy ustnej. Trzeba postępować zgodnie z instrukcją i odesłać go na adres fundacji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół