• facebook
  • rss
  • Bp Dajczak: Trzeba pamiętać, aby lepiej budować

    ks. Wojciech Parfianowicz

    dodane 17.09.2014 14:14

    Ordynariusz diecezji przewodniczył w katedrze Mszy św. w 75. rocznicę napaści Związku Radzieckiego na Polskę.

    W homilii, nawiązując do słów z Ewangelii: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8, 32), biskup zwrócił uwagę na rolę pamięci o wydarzeniach historycznych. Zaznaczył, że trudno jest budować trwałą wolność narodu, zapominając o prawdzie, także tej historycznej.

    - Nie chodzi tu o to, żeby kultywować cierpiętnictwo, ani tym bardziej budzić niechęć, czy nienawiść do kogokolwiek. Wspomnienie i pamięć są po to, żeby nasze dzisiaj mogło być inne. Dzisiaj modlimy się nie tylko za tamtych ludzi z przeszłości, ale i za nas, byśmy byli w stanie budować inny świat, aby tamte szaleństwa już się nie powtórzyły. Wolność bez prawdy, ale i bez miłości, nie ma ani fundamentu, ani motywu, ani siły do tego, żeby trwać. Dlatego chodzi nam o pamięć, która nie tylko nie zapomina, ale także umie przebaczyć i budować lepszy świat - mówił bp Dajczak.

    Dalsza część uroczystości odbyła się na placu przy pomniku Józefa Piłsudskiego. Anatol Gonczarewicz, przewodniczący koszalińskiego oddziału Związku Sybiraków w swoim przemówieniu przypomniał jedną z tragicznych konsekwencji wrześniowego najazdu - wywózki na Sybir.

    - Kiedy 17 września 1939 roku rozpoczęła się sowiecka agresja na Polskę, nikt nie przypuszczał, że będzie to dzień, który poprzedzi uruchomienie na niewyobrażalną wręcz skalę machiny represji mającej na celu fizyczną eliminację awangardy narodu polskiego, a w końcu wszystkich, którzy czuli się Polakami. Jej symbolem stała się pewna mroźna lutowa noc, której wydarzenia były jaskrawym łamaniem wszelkich praw człowieka, a późniejsze wydarzenia potwierdzeniem, że zaplanowane represje zrodziły się w najbardziej mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. Są wśród nas Sybiracy, którzy pamiętają tamtą noc 10 lutego 1940 roku. Do drzwi naszych domów rozległo się łomotanie kolbami karabinów. Padało sakramentalne pytanie o nazwisko. Potem godziny jazdy saniami do najbliższej stacji kolejowej. Tygodnie w bydlęcych wagonach i lata spędzone bez adresu gdzieś w złowieszczych rejonach dalekiego wschodu, które zwykło się określać białymi krematoriami. Czekało nas tam do bólu szczere zapewnienie: "Przywieźliśmy was tu, abyście zdechli". Mówiono też: "Żyjcie, budujcie się i rozmnażajcie się". Tak brzmiała cyniczna zachęta do wolnego życia na tej nieludzkiej ziemi, w pogardzie i poniżeniu, o głodzie i chłodzie, gdzie chleb śnił się po nocach - mówił Anatol Gonczarewicz.

    Na placu obecni byli przedstawiciele wojska, organizacji kombatanckich, władz samorządowych, a także poczty sztandarowe z niektórych koszalińskich szkół.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół